FAKTY I MITY W BIBLII
Dodane przez Black cat dnia Styczeń 02 2014 17:35:17
Wiele wydarzeń opisywanych w Biblii to fakty potwierdzone przez naukę

Krytycy Biblii twierdzą, że jest ona zbiorem podań i legend nie mających wiele wspólnego z rzeczywistością. Jej fanatyczni wielbiciele wierzą bez zastrzeżeń w każde zapisane w niej słowo. A może prawda leży pośrodku? Może wiele cudownych z pozoru historii zapisanych w Starym Testamencie należy rozumieć inaczej, nie zaprzeczając jednocześnie ich istnieniu...
Zapewne osoba Noego pozostałaby w sferze wierzeń, gdyby nauka nie udowodniła ponad wszelką wątpliwość, że ludzkość rzeczywiście przeżyła kataklizm potopu.
Badania archeologiczne na terenie legendarnego sumeryjskiego miasta Ur, założonego dwadzieścia trzy stulecia przed naszą erą, rozpoczęli na przełomie XIX i XX wieku Anglicy. To oni potwierdzili istnienie władców wymienionych w Księdze Daniela. Największy sukces odniósł młody, błyskotliwy i niezwykle skrupulatny Leonard Woolley, który odnalazł m.in. bajkowy skarb z grobowców królewskich (można go podziwiać w British Museum i w mauzoleum archeologicznym w Bagdadzie). W 1922 roku Woolley wysłał do Londynu zaskakujący telegram: "Odnalazłem ślady potopu".
Nie były to bynajmniej czcze przechwałki żądnego sławy młodzika. Do Ur popędziły tłumy archeologów, geologów, biologów, chemików i fizyków. Wszyscy oni rzucili się na wykopaliska, ze szczególnym zainteresowaniem przyglądając się skamielinom wodnych żyjątek ilastych. W tym różnojęzycznym zbiorowisku uczonych głów nie było rozbieżności: potop rzeczywiście miał miejsce, zniszczył dawną cywilizację, grzebiąc ją pod dziesiątkami metrów mułu, po czym, jak oznajmiła to Biblia, narodził się nowy świat, a rasa ludzka odrodziła się w Kisz, czyli na terenach obecnej Armenii, gdzie na górze Ararat osiadła Arka.
Kolejny telegram Wolleya, wysłany w dwa miesiące po pierwszej rewelacji, brzmiał: "Szesnaście stóp od warstwy cegieł, których pochodzenie możemy ocenić na około 2700 lat p.n.e., dotarliśmy do ruin Ur sprzed potopu".
Zawrzało, i to nie tylko w środowisku uczonych. Biblia mówiła prawdę. Znalezione przez Wolleya przedmioty stanowiły dowód.
Kontynuatorzy pracy angielskiego badacza odnaleźli ślady pięciu "przedpotopowych" miast wymienianych w Biblii. Jednym z nich było miasto babilońskiego boga mądrości Eridu, zniszczone przez Elamitów pod koniec trzeciego tysiąclecia p.n.e. i wyludnione, kiedy w drugim tysiącleciu nastąpiła zmiana kierunku płynięcia wód Eufratu (to jedna z odsłon dramatu pt. potop). Drugie to Bada Tibira, trzecim był Larak, czwartym - Sippar. Piątym wielkim miastem, którego pozostałości zostały odkopane przez archeologów, był Szuruppak. Znaleziono tam tabliczki, które podają, że 2500 lat p.n.e. w Szuruppak mieściła się pierwsza w historii ludzkości szkoła skrybów, czyli ówczesnych sekretarzy.
"Dawno, dawno temu - czytamy w epilogu arcyciekawej książki Maurice i Pulette Deribere pt. "Światowa historia potopu" - nastąpił Potop, o którym doniosły nam stare podania sumeryjskie i babilońskie, a z którego Biblia uczyniła dogmatyczny fundament. (...) Wydarzyły się też inne podobne kataklizmy - albo na nizinnym obszarze Mezopotamii, albo w innych miejscach Azji i całego świata. Każda z mitologii tych krajów zachowała pamięć o nich i uwieczniła płynące z nich nauki; każda religia przejęła ich podstawowe elementy. Potop, a nawet potopy, wyryły w ludzkich umysłach myśli o zbawieniu oraz głęboki szacunek dla sił przyrody".

Prawdziwa wieża Babel
Dawno temu ludzie mówili jednym językiem. Pewnego razu postanowili zbudować wieżę tak wysoką, aby sięgała nieba. Bogowi nie spodobał się ten pomysł, więc pomieszał budowniczym języki, by przestali się rozumieć i przerwali bezbożne dzieło.
Badacze przez wiele wieków uważali, że zarówno wieża, jak i historia o pomieszaniu języków były jedynie mitem, alegoryczną przypowieścią o tym, jak niezgoda może doprowadzić do klęski. Jednak archeolodzy odnaleźli ruiny budowanej przez babilońskiego króla Nimroda - i nigdy nie ukończonej - wielkiej świątyni (zikkuratu) - Etemenanki. Naturalnie, nigdy nie stałaby się tak wysoka, by sięgnąć nieba, ale może nie o to dokładnie chodziło? W Biblii jest napisane, że celem budowy było nawiązanie łączności z bogiem, ze światem duchowym. Znany badacz starożytności, Zecharia Stitchin, twierdzi, że zikkuraty, a także tak bardzo do nich podobne piramidy w Ameryce Południowej, były w pewnym sensie odbiornikami radiowymi służącymi do nawiązywania łączności z "bogami z kosmosu", czyli z astronautami z innych cywilizacji. Teoria ta, choć bardzo kontrowersyjna, ma wielu zwolenników, którzy zwracają uwagę na fakt, że słowo babel w językach semickich brzmiało ba bel i znaczyło "brama do boga".
No dobrze - wieża Babel istniała naprawdę. Nieważne, w jakim celu ją budowano: by była świątynią dumania, medytacji czy stacją nadawczo-odbiorczą. Ale co z tym pomieszaniem języków?
John Otler, profesor lingwistyki na uniwersytecie w Nowym Meksyku, napisał w swej książce "Language and Experience": "Na świecie jest jakieś pięć tysięcy języków oraz 50-60 ras. Możemy prześledzić najlepiej znane języki z rodziny indoeuropejskiej, sięgając do roku 3000 p.n.e., w przybliżeniu do czasów wieży Babel. Dalej nie da rady." Naukowcy, m.in. brytyjski archeolog Colin Renfrew, dr John Otler czy dr Richard Bliss, udowodnili, że 3000 lat temu ludzie zamieszkujący Mezopotamię mówili jednym językiem, tzw. protojęzykiem, z którego powstała rodzina języków indoeuropejskich (polski też do niej należy, ale chiński czy węgierski już nie).
Oczywiście, nie oznacza to, że Bóg, zezłościwszy się na bezczelność ludzi, pomieszał im języki. Oznacza to, że po potopie na terenie Sumeru i Babilonu żyło plemię ludzi mówiących jednym językiem (może byli to potomkowie Noego?). Po jakimś czasie, gdy się rozmnożyli, przestali się mieścić na ograniczonym terenie i zaczęli migrować. Naturalnie, z biegiem czasu język musiał się zróżnicować. Gdyby ktoś zaczął do nas mówić językiem Polan - plemienia z początków naszej państwowości - nic byśmy nie zrozumieli. Być może właśnie o tym mówi legenda o wieży Babel, przekazywana z pokolenia na pokolenie w formie ustnej opowieści (w oryginalnej historii to sumeryjski bóg mądrości Enki pomieszał ludziom języki), która jak w znanej grze w "głuchy telefon" zmienia pierwotną informację w prawdziwego dziwoląga...
Prorok-historyk
Daniel, autor jednej z biblijnych ksiąg, który przekonywał babilońskiego króla Nabuchodonozora i jego wnuka Baltazara o mocy Jahwe, był postacią historyczną. Ferdinand Hitzig, amerykański biblista niemieckiego pochodzenia, nie ma wątpliwości, że pochodził on z zamożnego oraz wpływowego żydowskiego rodu i że po podbiciu Jerozolimy przez Babilon został przeznaczony do służby w najbliższym otoczeniu władcy. Świadczy o tym zarówno znajomość realiów, jak i język, którym posługuje się prorok. Sceptycy mieli jednak wątpliwości, ponieważ w żadnych przekazach, poza Biblią, nie pojawiało się imię następcy Nabuchodonozora - Baltazara. Jednak w 1854 roku pośród ruin starożytnego miasta Ur, na terenie leżącym dziś w południowej części Iraku, odnaleziono niewielkie gliniane cylindry pokryte pismem klinowym. Dokumenty te, sporządzone przez syna Nabuchodonozora, Nabonida, zawierają modlitwę w intencji najstarszego wnuka Nabuchodonozora, Baltazara. Nawet ci, którzy uważali tę postać za wytwór wyobraźni Daniela, musieli przyznać, że istniała naprawdę. Widoczna u Daniela drobiazgowa znajomość starożytnego Babilonu jest dowodem autentyczności jego relacji. Daniel wspomina o ogromnej pysze króla Nabuchodonozora, który pragnął uwiecznić swe imię, wznosząc monumentalne budowle. Współcześni archeolodzy potwierdzili, że faktycznie należy mu przypisać wiele przedsięwzięć budowlanych w ówczesnym Babilonie. Odnaleziono nawet cegły, na których budowniczowie wypalali imię króla. Gdyby, jak twierdzą krytycy Księgi Daniela, prorok był oszustem żyjącym w czasach machabejskich, czyli cztery wieki po Nabuchodonozorze, nie miałby takiej wiedzy o dawnym Babilonie, gdyż od odkryć archeologicznych dzieliły go setki lat, a Babilon na długo przed nastaniem Machabeuszy został doszczętnie zniszczony przez Persów. Tymczasem przejmujący opis uczty u Baltazara, tej samej, podczas której na pałacowej ścianie pojawił się złowieszczy napis: "Mane, Tekel, Fares" (policzone, zważone, rozdzielone), jest zgodny z wizerunkami na płaskorzeźbach przedstawiających podobne uczty. Jak widać po tych kilku jedynie przykładach, nie można wszystkiego, co jest napisane w Starym Testamencie, traktować dosłownie, ale nie można też tych historii wrzucać do worka z bajkami. Biblia jest kroniką historyczną narodu żydowskiego. Jej twórcy zapisali wydarzenia tak, jak je rozumieli, a teraz naukowcy starają się oddzielić fantazję od rzeczywistości, by lepiej poznać korzenie ludzkości.
10 PLAG EGIPSKICH
Plagi, jakie spadły na Egipt, gdy - jak można przeczytać w Starym Testamencie - faraon odmówił prośbie Aarona, by pozwolił Żydom odejść, były skutkiem jednego z największych wybuchów wulkanów w starożytności - twierdzi geolog George Bennet.
Wulkan wybuchł na Therze - małej wyspie u wybrzeży Grecji. Dokładnie w tym czasie, według Biblii, miało miejsce wyjście Żydów z Egiptu. Wybuch był tak potężny, że nie tylko zniszczył cywilizację Thery (spod grubej warstwy pyłu wulkanicznego odkopano wspaniałe miasto o brukowanyh ulicach, ze świątyniami, tarasami, wodną kanalizacją, łazienkami, ubikacjami) - która, jak niektórzy wierzą, była wzorem dla opowieści Platona o Atlantydzie - ale także odbił się echem na całej Ziemi.
Grzmot wybuchu ogłuszył wszystkich w promieniu 500 kilometrów, a potem fala dźwiękowa 16 razy otoczyła Ziemię. W powietrzu i w morzu znalazło się 200 tys. metrów sześciennych skał. Tysiące ton pyłu wyrzuconego w atmosferę na wiele dni zasłoniły słońce (nawet chińskie kroniki wspominają o niezwykłym ochłodzeniu klimatu w lipcu i o ciemnościach). Pył, który opadł, zakwasił rzeki i zmienił ich kolor na krwisty, zniszczył zasiewy; sprawił, że jedne zwierzęta ginęły, inne się pleniły ponad miarę - zwłaszcza muchy i komary (plaga trzecia i czwarta), które roznosiły choroby, np. ospę ("Pył będzie się unosił nad całym krajem egipskim i sprawi u człowieka i bydła wrzody i pryszcze" - plaga szósta).
Uciekającym z Egiptu pobratymcom Mojżesza w dzień towarzyszył słup dymu, a w nocy słup ognia - być może ma to związek z wybuchem wulkanu na Therze.


Straszliwe kataklizmy wywoływane przez siły natury dawniej były traktowane przez ludzi jak gniew bogów. Opowieści przekazywane ustnie z pokolenia na pokolenie ubarwiano, dopowiadano kolejne rozdziały tragedii. Czytając w Biblii o zniszczeniu dwóch grzesznych miast, Sodomy i Gomory, widzimy w wyobraźni rozgniewanego Boga, który zrzuca na miasta ogień i siarkę. Niektórzy miłośnicy astroarcheologii, widzący w każdej niezwykłej historii rękę kosmitów, twierdzą, że na miasta zrzucono bomby atomowe. Jednakże bardziej trzeźwo patrzący na życie naukowcy mówią: po co bomby? Wystarczyło potężne trzęsienie ziemi, które zapaliło gazy z pokładów ropy naftowej, obficie tam występującej, i nieszczęście gotowe!
A co z żoną Lota, tą, która zamieniła się w słup soli? Sodoma i Gomora, czyli, jak twierdzą archeolodzy i antropolodzy, Bab edh-Dra i Numeira, leżały na równinie blisko Morza Martwego (zwanego tak, dlatego że stopień zasolenia wód wyklucza istnienie w nim życia). Wokół znajdowały się wielkie kopalnie soli, wręcz całe łańcuchy gór zbudowanych z soli. Wysoka temperatura ognia żywiącego się ropą oraz trzęsienie ziemi sprawiły, że wszędzie rozlały się jeziora płynnej soli. Kto w nie wpadł, zamieniał się w solny posąg. Może żona Lota (lub mnóstwo uciekających z miasta ludzi) była nieostrożna i wpadła do takiego jeziora, co zostało odnotowane w formie przypowieści...
http://www.gwiazdy.com.pl/component/content/article/4137-mity-udowodnione?start=1