Portal o zjawiskach nieznanych i niezbadanych
Strona Główna Artykuły Download Forum Linki Kategorie Newsów Listopad 21 2017 05:39:46
Nawigacja
Strona Główna
Artykuły
Download
FAQ
Forum
Linki
Kategorie Newsów
Kontakt
Galeria
Szukaj
 
Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 66
Najnowszy Użytkownik: Gawrsn8r
 
tik-tak
 
Mapa pogody
.
 
mapa
 
kolor
 
kolor1
 
kolor2
 
NIBIRU - PLANETA X
Zagadki ludzkości Jest prawie 4 razy większa od Ziemi, w kolorze czerwono - złotym, przypomina świecące słońce. W bardzo dawnych czasach planeta Maldek była zniszczona przez Nubiru. Pozostał po tej planecie tylko pas asteroidów. Nastapiło to w chwili odwrócenia orbity Nibiru. Również biosfera Marsa i Venus zostały uszkodzone przez Nibiru.

Starożytni utożsamiali Nibiru z ośmioramienną gwiazdą, nazywali ją najjaśniejszą krzyżową gwiazdą. Nibiru jak podają niektóre źródła ma pierścienie podobne jak Saturn. Poruszają się na przemian, każdy z nich w innym kierunku. Na temat planety X - Nibiru chociaż została niedawno odkryta jest wiele legend i różnych przekazów. Różnie się o niej mówi: dobrze i źle, są nawet tacy, którzy twierdzą, że jest to planeta szatana. Nawet w Biblii można znaleźć podobne zapiski, wymieniono nawet nazwę Nefilim, co oznacza mieszkańców Nibiru, grupy utożsamianej z Lucyferem.
Dzisiejsze przekazy, czanelingi podają, że Nibiru zamieszkuje wiele cywilizacji. Nie są sobie równe, niektóre z nich: raptilianie, homimoidani, insektiliani, androidani. Również na Nibiru zamieszkuje setki różnych ras, które są hybridami. Żyje tam też bardzo duża grupa niosących światło. Jest to grupa bardzo pokojowa. Nie tylko na planecie Nibiru wprowadzają swoje porządki ale w całej galaktyce. Jednym z ich zadań są negocjacje z innymi rasami naruszającymi prawa innych cywilizacji. Ustalają warunki pokoju.

Nibiru jest nadal wielkim laboratorium genetycznym, są tworzone nowe rasy i nowe hybrydy.Między tymi nowo powstałymi rasami jest dużo konfliktów, prowadzą między sobą wojny. Nibirianie ciągle rozwijają DNA. Zamieszkuje tam również Galaktyczna Federacja, która kontroluje całą planetę. I duża grupa, Misyjna Kontrol - Centrala dla dusz tz. "Ziarno Gwiazd" i "Dusz Przechodnich" Dusze te są posyłane ze swoimi misjami aby pomóc i ochraniać innych. Dużo z nich przebywa na Ziemi. Właśnie od tej grupy zależy spirytualny rozkwit planety Ziemi. Przybywają na Ziemię i krok za krokiem podnoszą Ziemian na wyższy poziom ewolucji. Mówi się, że również delfiny w drodze telepatii i ich śpiewu balansują ziemskie wibracje, że pochodzą z planety Nibiru. Znajdują się na Nibiru wielkie pracownie naukowe. Panuje w nich cisza i spokój. Na Nibiru ma swoją siedzibę Wielki Niebiański Konsul, Lider Galaktycznej Federacji.

Wiele osób twierdzi, że Planeta X ma wielki wpływ na przebudzenie i oświecenie Ziemi. Właśnie wejście tej planety w nasz układ słoneczny powoduje przebudzenie.Mówi się, że ludzie są pod kontrolą Nibirian.

NASA twierdzi, że Nibiru pierwszy raz od dłuższego czasu splotło się z Ziemią w roku 1987. Następne w roku 2003, 2005, kiedy ta planeta zbliżyła się jeszcze mocniej. Następne lata 2010, 2012 przybliżą ją jeszcze bardziej. Te wszystkie informacje pochodzą z książki "We are the Nibirian" - Jelaila Starr. Jelaila uchodzi za jedną z przybyszów z Nibiru, jest "Przechodnią Duszą", jak sama twierdzi, została pewnego dnia przebudzona i otrzymuje informacje z planety Nibiru, podobnie jak Barbara Marciniak z Plejad.

10 planeta jest już opisana również przez dzisiejszych naukowców. Określana jako mistyczny obiekt. W roku 1981 ujawniono jej obecność, rok później w czerwcu 1982 zostało podane do publicznej wiadomości, że jakaś siła zakłóca Uran i Neptun Badacze wysunęli hipotezę, że może to być Planeta X, od dawna przez nich szukana. Po odkryciu Plutona w 1930 roku - dziewiątej planety naszego układu słonecznego naukowcy poszukiwali następnej 10 planety Nibiru, o której było wiadomo z mitologii sumeryjskiej. Świat nowożytny dowiedział się o tej planecie w roku 1850 kiedy odczytano sumeryjskie gliniane tabliczki. W roku 1982 NASA mówiło już otwarcie o istnieniu 10 planety, chociaż była jeszcze wciąż dla nich nieuchwytna. Znany jest na ten temat artykuł, który ukazał się w roku 1982 "Search for the tenth Planet". Już rok później wielką mistyczną planetą wyśledził satelita IRAS. Znajdowała się ok 50 bilionów mil od satelity. Opisana została jako potężny obiekt podobny do Jowisza w kolorze złoto-czerwonym. Wówczas przebywała w konstelacji Oriona.

13 lipca 1987 roku jak twierdziło wówczas NASA planeta Nibiru zbliżyła się najmocniej do naszego słońca po bardzo długim czasie. Ostatnio kiedy Nibiru weszła najbliżej Ziemi na świecie był czas tz. "wyjścia Żydów z Egiptu". Żydzi w tym czasie szykowali ucieczkę z niewoli faraona. Było to dokładnie ok 3600 lat temu. Nibiru uchodziła przez Sumerian za 12 planetę w naszym układzie słonecznym ale oni wliczali też słońce i księżyc. W czasach nowożytnych Nibiru jest przedstawiana jako 10 planeta. naszego układu słonecznego.

W księgach Mojżeszowych znajdujemy sporo zapisków świadczących o tym, że wówczas Ziemia poczuła ten bliski kontakt. Atmosfera ziemska wypełniła się czerwonym kurzem a kiedy ten kurz opadł na ziemię wody zmieniły kolor na czerwony, wyglądały jakby w nich płynęła krew. I twarze ludzi pokryły się tym czerwonym kurzem, ich skóry wydawały się być czerwone.

Według Biblii człowiek na Ziemi przeżyje siedem plag. Naukowcy są tego zdania, że jest to możliwe kiedy w atmosferę ziemską przeniknie wielka grawitacja Nibiru. Mówi się nawet o przebiegunowaniu naszej planety. Nastąpią duże zmiany pogody, przewiduje się trzęsienia ziemi, wulkany, powodzie i huragany. Duża grawitacja ma spowodować zmiany DNA nie tylko u ludzi ale też u zwierząt i u ryb. Te zmiany nie zawsze mogą być korzystne, u nieprzygotowanych jednostek może nastąpić deformacja. Niektóre żyjące gatunki będą narażone więcej albo mniej. Takie wieści przekazują Indianie Hopi. Według nich kiedy pojawia się albinos Bafflo, wówczas to wydarzenie zwiastuje duże zmiany na Ziemi. Naukowcy twierdzą, że już nieraz w przeszłości ginęły np. dinozaury lub inne gatunki. Tym razem naukowcy i inne źródła przewidują, że może dojść ponownie do wielkiej kolizji między Nibiru i Ziemią. NASA nazwała Nibiru - Złote Milczenie.

Wszystkie informacje odnośnie Nibiru już zostały wykorzystane przez Hollywood w najnowszych filmach. Naukowcy sięgnęli też po teksty eposów sumerian "Enuma Elish" i znaleźli, że ruch planety X jest zgodny z opisami, które przedstawił Z. Sitchin i jakie obliczyli w NASA. I tak współczesna nauka znalazła planetę X . Znajduje się ona za Plutonem i uważana jest za część układu słonecznego ale jej orbity okazują się być bardzo niestabilne i trudne do utrzymania. Z. Sitchin po przetłumaczeniu glinianych tabliczek opisał jak w czasie formowania systemu słonecznego Nibiru niemalże spowodowała zniszczenie planety znajdującej się między Jowiszem i Marsem. Sumerianie nazywali ją Tiamat - Wodnisty Potwór. Uważali, że pamiątką z kolizji Tiamat i księżyca Nibiru jest pas asteroidów, który nadal znajduje się między Jowiszem i Marsem. Tiamat została wyrzucona na inną orbitą a później uformowała się z niej Ziemia. Dlatego
sumeryjska nazwa Ziemi znaczy Rozłupana. W czasie kolizji w Tiamat powstała wielka dziura, zalana dzisiaj wodą i w tym miejscu jest Pacyfik.

Również od tamtego czasu, przypuszczalnego okresu kiedy Nibirianie zamieszkali na Ziemi poprawiła się mocno kondycja człowieka. Oficjalnie nauka milczy na ten temat, ciągle szukają brakującego ogniwa. Ale wiadomo, że od momentu ok 200 000 lat temu datuje się pierwszy Homo Sapiens. Od samego początku jego mózg znacznie się zwiększył, zaczął używać języka. Biolog Thomas Huxley stwierdził, że na takie zmiany potrzebne jest człowiekowi miliony lat. Znaleziono również podobną formę Homo Sapiens w Afryce, który tam żył ok 1,5 miliona lat temu. Nagle zniknął aby znowu się pojawić w takiej samej formie.Ok 35 000 lat temu kondycja Homo Sapiens nagle się poprawiła, jest bardzo podobna do dzisiejszej. Jak mówią legendy Nibirianie po raz pierwszy pojawili się na Ziemi ok 450 000 lat temu.

Sumerjanie znali matkę Boginię dająca życie. Na przestrzeni wieków nazywali ją różnie: Semiramida, Izis, Diana, Maria. Często przedstawiano ją jako ciężarną kobietę.

Początkowo eksperymenty genetyczne, przeprowadzane przez Anunnaki (Nibirian) nie były łatwe i produkowano wiele nieudolnych istot i potworów. Również dzisiaj w dobie ziemskich porób inżynierii genetycznej przeciekają takie same informacje ze świata naukowego, gdzie pracują przy klonowaniu człowieka.

W Sumerze był początek rozwoju naukowego i podwalina naszej cywilizacji. Miało to spowodować gwałtownie wzniesienie człowieka do Boga. Ale te doświadczenia mówią zupełnie coś innego. Wielokrotnie struktury, które wzrastały gwałtownie nagle rozpadały się i trzeba było zaczynać wszystko od nowa. Pozostały też stare legendy mówiące o Złotym Wieku, który został zniszczony przez wielką katastrofę i upadek człowieka.

Heshod, stary grecki poeta opisał świat przed upadkiem.

" Człowiek żył jak bogowie, bez zła i gwałtowności, niepokoju i trudu. w szczęśliwym braterstwie z innymi istotami. Ludzie spędzali swoje dni w spokoju i radości, żyjąc w idealnej równości, zjednoczeni przez wzajemnie zaufanie i miłość. Ziemia była piękniejsza niż teraz i rodziła wielką ilość owoców. Ludzie i zwierzęta mówili jednym językiem i rozmawiali ze sobą (telepatia). W wieku 100 lat mężczyźni przypominali chłopców. Ludzi nie trapiły słabości związane z wiekiem a gdy przechodzili do lepszego życia działo się to w łagodnym uśpieniu".
Źródło

Planeta X w kosmogonii Sumerów

W 1976 r. ukazała się pierwsza książka autorstwa Zecharii Sitchina, zatytułowana "12 planeta". Chociaż przed nim kilku autorów, z E.Danikenem na czele, zaproponowało alternatywną, paleoastronautyczną wersję życia na naszej planecie, to właśnie Sitchin, jako pierwszy, nie tylko stawiał pytania, ale również na nie odpowiadał. Jego koncepcja opierała się na relacjach przekazanych nam przez najstarszą znaną ludzką cywilizację - przez Sumerów.

Sitchin, który urodził się w Rosji, ale podstawowe nauki pobierał w Palestynie, już w czasach szkolnych zadawał sobie i zdumionym nauczycielom pytania, na które odpowiedzi być nie mogło. Pytania te bowiem dotyczyły zawartości Starego Testamentu, który w pewnych miejscach był według młodego Sitchina mało zrozumiały i wręcz zaprzeczający oficjalnym doktrynom wiary. Przecież wiara Żydów w jednego Boga nijak się miała do informacji zawartych w Biblii, mówiących m.in o czasach kiedy na Ziemi żyli bogowie.

Ponieważ znikąd nie mógł liczyć na pomoc w rozwikłaniu zagadki, sam zaczął studiować starohebrajskie dzieła. Tak, po wielu latach studiów, natrafił na przebogaty materiał historyczny, którym były tysiące glinianych tabliczek, odnalezionych na terenie obecnego Iraku, wśród ruin starożytnych miast. Spora część informacji odciśniętych na tabliczkach była już przetłumaczona, jednak, aby móc studiować oryginały, Sitchin nauczył się odczytywać pismo klinowe Sumerów. Potwierdził tezy wielu orientalistów, którzy uważali, że Stary Testament jest skompilowaną nową wersją dużo starszych tekstów, których źródło pochodzi ze starożytnego Sumeru, sprzed około 5600 lat.
Oprócz glinianych tabliczek, Sumerowie, oraz ich następcy Babilończycy, pozostawili po sobie gliniane walce, zawierające rysunki i obrazy pokazujące życie w ich czasach. Jeden z takich walców (walce były negatywami, które dopiero po odciśnięciu na mokrej glinie tworzyły obraz pozytywowy) przechowywany jest w Muzeum Narodowym w Berlinie i posiada numer VA 243. Pochodzi on sprzed 4500 lat i przedstawia grupę postaci, nad którymi naszkicowane jest słońce, oraz nic innego, jak okrążające je planety. Już sam ten obraz może budzić zdumienie. No bo, skąd u licha starożytni mogli znać Układ Słoneczny? Mało tego, skąd wiedzieli, że to planety okrążają Słońce? Przecież o tym powiedział nam Kopernik, jakieś 4000 lat później! Przyglądając się tej pieczęci, nie sposób inaczej zinterpretować zawarte na niej informacje. "Kropki" wokół gwiazdy oznaczają globy, których rozmiary i porządek odpowiadają rzeczywistemu układowi.

Sitchin słusznie zauważa: "Gdyby tę sumeryjską mapę nieba odkryto i zbadano dwieście lat temu, astronomowie uważaliby Sumerów za ignorantów, wyobrażających sobie bezpodstawnie, że za Saturnem są jeszcze inne planety. Obecnie jednak wiemy, że Uran, Neptun i Pluton istnieją".
Jednak dokładniej przyglądając się rysunkowi, zauważymy dwie nieścisłości, które każą nam zastanowić się, czy to rzeczywiście obraz Układu Słonecznego? Rysunek bowiem różni się szczegółami, od tego co wiemy dzisiaj. Po pierwsze, Pluton nie jest tam najdalszą planetą Układu, a znajduje się między orbitami Saturna i Urana. Po drugie, zadziwia obecność wielkiej planety między orbitami Marsa i Jowisza. Z Plutonem sprawa jest prostsza. Jego orbita jest bardzo osobliwa i sprawia, że czasami znajduje się bliżej Słońca niż Neptun.

Ale przecież Pluton został odkryty dopiero w 1930 roku naszej ery!

Skąd Sumerowie mogli cokolwiek o nim wiedzieć? Mało tego: jak mogli twierdzić, że kiedyś był satelitą Saturna (dlatego tam go umieścili)? Sprawa drugiego ciała kosmicznego jest jednak o wiele bardziej zagadkowa. Ta wielka planeta była przez Sumerów nazywana Nibiru (Babilończycy zmienili później jej nazwę na Marduk). Wiedzy o tym jednak nie znajdziemy na walcu VA 243.

Zecharia Sitchin, po przestudiowaniu setek glinianych tabliczek natrafił wreszcie na długi tekst zawarty na 7 tabliczkach. Nie był on pełny, natomiast bez wątpienia zawierał identyczne przesłanie, jakie w całości można było przeczytać za sprawą późniejszej wersji akadyjskiej, napisanej przez Asyryjczyków i Babilończyków, którzy nastąpili po Sumerach w Mezopotamii. Ten tekst to Enuma Elisz (w dosłownym tłumaczeniu "Gdy na wysokościach", od pierwszych słów eposu), czyli sumeryjski "Epos o stworzeniu", który tak się rozpoczyna:
"Gdy na wysokościach niebo nie miało imienia,
A ziemia poniżej nie była nazwana;
Był tylko PSU, ich rodzic pierwotny,
MUMMU Według TIAMAT
- która zrodziła ich wszystkich;
Ich wody były razem zmieszane".

Według sumerologów, ta opowieść mówi o wojnie, jaką stoczyli w zamierzchłej przeszłości Bogowie Sumeru. Wydawało by się więc, że jest zwyczajną baśnią, zbiorem mitów i wyobrażeń sił przyrody. Sitchin podszedł do tego jednak z zupełnie innej strony. Założył, że ludzie, którzy wiedzieli jak jest zbudowany Układ Słoneczny (wspomniana wcześniej pieczęć), rysując go musieli posiadać także dużo bogatszą wiedzę na jego temat. Autor "12 planety" przyjął więc założenie, że Sumerowie nie marnowali czasu na opowiadanie bajek, a przekazywali prawdziwe historie. Chociaż "ubrane" w boską terminologię, w istocie zawierały niesłychaną wiedzę kosmologiczną. Osią kosmogonii Sumerów był kosmiczny kataklizm, nazwany przez nich Niebiańską Bitwą. Wszyscy tłumacze przed Sitchinem widzieli w niej obraz zmagania Bogów Sumeru, Sitchin zaś... historię formowania się Układu Słonecznego!

W największym skrócie, tłumaczenie Sitchina przedstawia następującą kolejność zdarzeń, które miały miejsce ok. 4,5 miliarda lat temu:

- pierwsze ciała w Układzie Słonecznym, które uformowały się z protoplanetarnego dysku to Słońce, Merkury i Tiamat (wodna planeta, "dziewica życia"). System rozszerzał się za sprawą narodzin trzech par planet: Wenus i Mars - Jowisz i Saturn - Uran i Neptun. To był pierwotny Układ Słoneczny - trochę, ale zasadniczo różniący się od obecnego.

- Około 4 miliardów lat temu, w tym jeszcze niestabilnym układzie, pojawiło się przybyłe z głębin kosmosu ciało, które przez Sumerów zostało nazwane Nibiru. To ciało wleciało w Układ Słoneczny, poruszając się w kierunku przeciwnym do obrotu planet (jak się za chwilę okaże to bardzo istotna informacja).

- Kiedy Nibiru i jego księżyce (Nibiru to jakby mały układ planetarny) przelatywały koło Tiamat, planety znajdującej się między orbitami Marsa i Jowisza, posiadającej 11 księżyców (największym był księżyc zwany przez Sumerów Kingu), wówczas pola magnetyczne i grawitacyjne rozbiły część księżyców Tiamat, a także znacznie uszkodziły samą wielką planetę. Księżyce Tiamat zostały wytrącone ze swoich orbit, rzucone na nowe tory - w ten sposób narodziła się część ze znanych nam komet. Poruszają się one po tak wydłużonych orbitach, gdyż za sprawą Nibiru zostały wysłane w przestrzeń, daleko poza Układ. I dlatego właśnie komety poruszają się po swoich wielkich eliptycznych orbitach ruchem wstecznym (co do dziś jest wielką zagadką dla oficjalnej nauki)!!!

- Nibiru został na zawsze schwytany przez grawitację Słońca. Musiał więc powrócić na miejsce "Niebiańskiej Bitwy". Kolejne uderzenie w Tiamat rozbiło tę planetę na 2 części. Część dolna została rozbita na drobne kawałki - powstał z tego pas planetoid rozdzielających orbitę Marsa i Jowisza, a także krótkoterminowe komety. Natomiast część górną uderzenie wyniosło (wraz z Kingu) na zupełnie nową orbitę, gdzie dotąd nie było żadnej planety. Tak powstała Ziemia i obiegający ją Księżyc. Ocean Spokojny to blizna po tym dramatycznym wydarzeniu (geolodzy nie mogą pojąć, dlaczego pod największym ziemskim oceanem płaszcz Ziemi jest tak cienki).

- Nibiru wszedł na stałe na orbitę wokółsłoneczną, poruszając się po niezwykle wydłużonej eliptycznej orbicie. Okrąża teraz Słońce raz na mniej więcej 3600 lat powracając w ten sposób na miejsce dawnej Niebiańskiej Bitwy, pomiędzy orbity Jowisza i Marsa. Ostatni taki powrót według Sitchina nastąpił pomiędzy 200 a 2 rokiem przed naszą erą. Jakie znaczenie mogło mieć rozbicie wodnej Tiamat przez "najeźdźcę" z kosmosu - Nibiru?
Oczywiście to wydarzenie uformowało ostatecznie nasz Układ Słoneczny (dodam, że teoria Sitchina tłumaczy wiele zagadek naszego Układu, cały czas niewyjaśnionych przez astronomię, ale to temat na oddzielny tekst). Jednak najpoważniejszą implikacją jest domniemanie, że to właśnie Nibiru był siewcą życia, dzięki któremu trafiło ono na Tiamat, czyli także na Ziemię. Panspermia jest od dawna obowiązującą teorią, tłumaczącą powstanie życia na naszej planecie. Właśnie za panspermią opowiadał się nieodżałowany propagator nauki o Wszechświecie, astronom Carl Sagan (autor wielu znakomitych, popularnonaukowych książek, a także m.in. powieści "Kontakt", na podstawie której powstał słynny film Roberta Zemeckisa), twierdząc, że to komety mogły przynieść nam życie. Sagan był blisko, nigdy jednak oficjalnie nie zainteresował się teorią Sitchina, chociaż znane jest jego zdjęcie, w którego tle zobaczyć można ?skrzydlaty glob?, będący symbolem Nibiru.

A wracając do Zecharii Sitchina, należy w tym miejscu przypomnieć, że jego teoria mówi, gdzie znajduje się źródło pochodzenia naszego DNA, a więc i nas samych.
Zecharia Sitchin założył, że informacje zawarte na glinianych tabliczkach, odkrytych w wielu miejscach współczesnego Iraku, nie są mitami, lecz relacjami z faktycznych zdarzeń. Odnosi się to zarówno do tysięcy tabliczek traktujących o codziennych zajęciach mieszkańców starożytnego Sumeru (księgi podatkowe, listy transakcji handlowych itp.), jak i do eposów wysławiających bogów. Co ciekawe, bogowie byli przez Sumerów przedstawiani jako istoty z krwi i kości, zaś samo słowo bóg było pisane małą literą. We wszystkich traktatach dotyczących bogów, traktowano ich z należytym szacunkiem, lecz nie pobożnością. Sumerowie nie modlili się do bóstw, co najwyżej prosili je o łaskę i wstawiennictwo.

Najsłynniejszym zachowanym tekstem - eposem jest "Enuma Elisz", od pierwszych słów "...gdy na wysokościach". Ten dokument religijno-polityczno-naukowy, był przetłumaczony na długo przez pojawieniem się teorii Sitchina. Orientaliści badający tekst, traktowali go jednak tak, jak wszystkie starożytne opowieści, jako baśnie nie mające żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości. Nikt ze środowiska naukowego nie wyciągnął wniosków z przypadku Heinricha Schliemanna (archeolog-amator), który tylko dzięki swojemu uporowi, na podstawie dzieł Homera, odnalazł legendarną Troję, w której istnienie nikt nie wierzył (w końcu "Iliada? to ponoć baśń). Ponieważ odkrycie Schliemanna wśród uczonych nadal wzbudza kontrowersje, więc wszelkie inne eposy mówiące o zmaganiach Bogów, również powinny mieć swoje miejsce na półce z tabliczką "Baśnie".

Zecharia Sitchin, znakomicie znający pismo klinowe Sumerów, zauważył, że to co zostało zapisane przez starożytnych, można interpretować w nieco inny sposób, niż zakładają współcześni tłumacze. Jeżeli zawartość tabliczek stanowiących tekst "Enuma Elisz" potraktować nie jako przypowieść, a historyczną relacją, wówczas znaczenie znaków może być zupełnie inne. Nie wdając się w lingwistyczne niuanse pisma klinowego, historia zawarta w "Enuma Elisz" w największym skrócie mówi o tym, że całą wiedzę Sumerowie posiedli od bogów. Jest to nieprawdopodobna wiedza astronomiczna, mówiąca między innymi o powstaniu naszego Układu Słonecznego (pisałem o tym w jednym z poprzednich tekstów), ale także przedstawiająca samych bogów-nauczycieli, nazywanych przez Sumerów Anunnaki (znanych ze Starego Testamentu jako Nefilim, co przez Sitchina jest tłumaczone jako "Ci którzy z nieba zstąpili na ziemię"). Owymi przybyszami były istoty pochodzące z "planety przejścia" - Nibiru, która według Sumerów okrążając Słońce, pojawia się w wewnętrznej części Układu co 3600 lat. "Enuma Elisz" przytacza, że Anunnaki pojawili się na Ziemi po raz pierwszy 455 000 (czterysta pięćdziesiąt pięć tysięcy!) lat temu, podczas drugiego zlodowacenia, kiedy jedna trzecia Ziemi przykryta była lodem. Lądowanie nastąpiło więc w miejscu, gdzie klimat był umiarkowany i najbardziej podobny do tego jaki był na Nibiru - u ujścia Tygrysa i Eufratu, w dzisiejszej Zatoce Perskiej.

Wyprawa na Ziemię była dla Anunnaki koniecznością. Pojawili się oni tu w konkretnym celu. Według Sitchina było nim poszukiwanie złota, które miało być transportowane na Nibiru i tam rozpylane w celu ochrony zanikającej atmosfery. Sprawa złota jest niezwykle istotna, bo wszystko na to wskazuje, że nasza ludzka obsesja na punkcie tego kruszca, właśnie stamtąd się wzięła. Mało tego, znany angielski genealog Maurice Gardner, w swoich książkach twierdzi, że złoto (także inne metale szlachetne) odgrywało jeszcze jedną, znakomitą rolę - pozwalało w przetworzonym wysokospinowym stanie, na wyzwolenie materialnych przedmiotów z grawitacji, na leczenie niemal wszystkich schorzeń, a przede wszystkim na swoistą nieśmiertelność Anunnaki (z naszego punktu widzenia). To fascynująca teoria, którą jednak tutaj zajmować się nie będę.

Dowódcą pierwszej wyprawy Anunnaki na Ziemię był główny naukowiec Ea, dużo lepiej znany z późniejszych epitetów - Enki (u Sumerów), Ptah (Egipt). Pierwsza osada założona przez przybyszy została przez nich nazwana E.RI.DU (Eridu - najstarsze miasto starożytnego Sumeru, dzisiaj najprawdopodobniej znajdujące się głęboko pod zalegającymi osadami mułu, powstałymi podczas biblijnego potopu). Eridu oznaczało "dom zbudowany w dalekich stronach".

Uważnym czytelnikom zapewne nie umknie spostrzeżenie, że słowo Eridu jest zastanawiająco podobne do znanych we współczesnych językach określeń Ziemi - Earth (po Angielsku) czy Erde (po Niemiecku). Przypadek? Jeżeli tak, to kolejny z wielu tego rodzaju. bW taki sposób, prawie pół miliona lat temu rozpoczęła się rozumna cywilizacja na siódmej planecie Układu Słonecznego (dla kogoś kto przybywa z zewnątrz, liczenie nie rozpoczyna się od Merkurego). Od tego czasu według Sumerów, a za nimi według Sitchina, to właśnie Anunnaki władają niebieską planetą. To oni dali podwaliny nie tylko naszej cywilizacji, ale także naszemu istnieniu.

Historia zawarta na sumeryjskich glinianych tabliczkach jest niemal jak scenariusz hollywódzkiego filmu science-fiction. Tak też oczywiście można ją traktować, co robi niemal cała współczesna akademicka nauka. Z drugiej jednak strony, niemal każdy dzień przynosi nam doniesienia o nowych odkryciach astronomii, archeologii i innych dziedzin, które trudne są do wyjaśnienia, za to świetnie wpasowują się w teorię, po raz pierwszy ogłoszona przez Zecharię Sitchina w połowie lat siedemdziesiątych.

Źródło:
Z. Sitchin - "12 planeta"
C.Sagan - "Kontakt"
C. Sagan, A. Druyan - "Comet".
ZAGADKI LUDZKOSCI
Zagadki ludzkości ZIELONE DZIECI Z WOOLPIT

Jest to jedna z wielu niewyjasnionych tajemnic a miala ona miejsce w dwunastowiecznej Anglii, w hrabstwie Suffolk. Pojawilo sie tam dwoje dzieci o zielonym zabarwieniu skóry, które wg różnych źródeł były rodzeństwem. Chłopiec i dziewczynka, których wyróżniał nietypowy kolor skory, wprowadzili wielkie zamieszanie w okolicy.
Wyglodniale i zapłakane dzieci , zostały zauważone przez żniwiarzy, którzy pracowali na polu. Poza kolorem ich karnacji, uwagę mieszkańców wzbudził ich ubiór. Odzież, która ich okrywała, była podobno uszyta z dziwnego materiału, nieznanego mieszkającym w okolicy ludziom. Dzieci zostały przygarnięte przez jednego z mieszkańców, ale nawiązanie z nimi jakiegokolwiek kontaktu nie było jednak możliwe - żadne z nich nie rozumialo jezyka angielskiego. Według niektórych źródeł, dzieci do porozumiewania się, nie używały żadnego, znanego ziemskiej cywilizacji języka. To nie byl jedyny problem. Okazalo sie, ze dzieci nie chca jesc nic innego oprocz strakow fasoli. Chlopca nieudalo sie utrzymac przy zyciu i po pewnym czasie zmarl. Dziewczynka radzila sobie znacznie lepiej. Cieszyla sie dobrym zdrowiem i z czasem zaczela mowic po angielsku. Opowiedziala, ze pochodzi z krainy do ktorej nie docieraja promienie sloneczne, a wszystkim towarzyszy polmrok.
Dziewczynka opisała też , w jaki sposób znalazła się wraz z bratem w gościnnym Woolpit. Opowiedziała, że pewnego dnia usłyszeli dźwięk dzwonów, który wprawił ich w zachwyt. Postanowili wtedy ruszyć w drogę. Zgodnie z jej opowieścią, szlii tak długo, aż ujrzeli światło, które okazało się wyjściem z ciemnej jamy.
Po pewnym czasie zielony kolor skory dziewczynki zaczal zanikac i dziewczynka pozostala wsrod mieszkancow.
Oczywiscie bylo wiele hipotez na temat tej historii. Jedna z nich zakladala, ze dzieci pojawily sie z innego wymiaru, ze swiata rownoleglego do naszego.
Jedna z teorii wysnuł Jerome Clark,który wierzy, że dzieci zgubiły się w pobliskiej kopalni krzemienia i błądziły do czasu, aż trafiły na pole, gdzie zostały odnalezione przez wieśniaków z Woolpit. Wytłumaczył też ich zielony kolor skóry. Zgodnie z jego wersją, dzieci cierpiały na chorobę zwaną blednicą, która mogła być spowodowana niedożywieniem. Kiedy ich dieta została wzbogacona o niezbędne składniki - zielony kolor skóry zanikł.
Historia ta, do dzisiaj niewyjaśniona, stała się inspiracją dla noweli "The Green Child" Herberta Reada.

CO WIDZIAŁ NOSTRADAMUS?
Ciekawostki Według Nostradamusa kometa miała zbliżyć się do ziemi tuż przed rozpoczęciem się nowego, trzeciego tysiąclecia, a więc w okolicach roku 2000, w niedługim czasie po niej powinna wybuchnąć wojna. Niektóre elementy układanki Nostradamusa już wyjaśniono, inne nadal piętrzą trudności interpretacyjne. Dopiero życie zweryfikuje, co jasnowidz miał na myśli używając w opisie konfliktu także słów: ,,deszcz” i ,,mleko”.

Inny, 34. czterowiersz nawiązuje do znanego wszystkim zjawiska zaćmienia słońca. Zdarzenie tego rodzaju nikogo nie dziwi, można je obserwować w odstępach kilkumiesięcznych w różnych obszarach świata. Wystarczy tylko wspomnieć dwa ostatnie: obserwowane 15 stycznia 2010 r. w Afryce, Indiach i Chinach (nazywane największym zaćmieniem obrączkowym XXI w.) oraz zaćmienia całkowite z 11 lipca 2010 r., widoczne w rejonie Północnego Pacyfiku i w Chile.
Spośród rożnych rodzajów zaćmienia Słońca najbardziej rzadkim jest pojawiające się średnio co 400 lat zaćmienie całkowite. Nad Francją, ojczyzną jasnowidza, doszło do niego 11 sierpnia 1999 r. Wraz z nim, zgodnie z tekstem przepowiedni, powinien pojawić się ,,potwór”. Nostradamus głosi, że ludzkość nie odczyta należycie danego jej ostrzeżenia i przejdzie wobec niego obojętnie.

Gdy jednak pojawi się realne zagrożenie, dojdzie do wszechobecnej paniki i wzrosną ceny produktów, ponieważ każdy w popłochu będzie próbował zaopatrzyć się na niekorzystny czas. W 1999 r. nie wypełniła się przepowiednia. Istnieje kilka możliwości wytłumaczenia: nie udało się prawidłowo zinterpretować jej sensu, a może Bóg zlitował się nad świtem i przesunął wykonanie kary? Powinniśmy baczniej obserwować wydarzenia, bo daty zbijają nas z tropu.
Dzisiaj przepowiadany przez Nostradamusa straszliwy czas mamy już za sobą. W żadnym z dwóch prawdopodobnych miesięcy 1999 r. nie doszło do katastrofy. Liczne z proroctw francuskiego jasnowidza wypełniły się, a to o którym mówi czterowiersz 72. – nie. Możemy poddawać w wątpliwość profetyckie umiejętności Nostradamusa lub rozważyć zupełnie inną możliwość, mianowicie, że przekaz błędnie odczytano. Jak wspomniano już wcześniej, znawcy jego pism w oparciu o odczytane czterowiersze i postęp technologiczny w dziedzinie szyfrowania informacji, nadal poszukują kodu, który ich zdaniem wykluczyłby możliwość pomyłki interpretacyjnej.

Gdyby udało się tego dokonać, rozjaśniłoby się wiele niejasnych fragmentów przekazów. Sięgając do innych istniejących źródeł, dotyczących wizji końca świata, wielokrotnie napotykamy ostrzeżenie, że dzień gniewu nastanie, jeśli ludzkość nie poprawi się. Niewyczerpane miłosierdzie i ogromna pobłażliwość dla złych uczynków swoich dzieci jest, jak wiemy, najbardziej uwydatnianą przez religię katolicką cechą Boga. Stwórca kocha człowieka, pokłada ogromną nadzieją w jego nawróceniu się na drogę prawdy i często udowadnia swoją cierpliwość. Kierując wyjaśnienie znaczenia 72. czterowiersza na te tory możemy dojść do wniosku, że być może Bóg przesunął w czasie realizację swojego planu i dał nam kolejną szansę.
Inną kwestią pozostaje fakt, że sposób datowania liczby lat jest sprawą umowną i zależy od przyjętego przez określoną kulturę kalendarza. Nie powinniśmy więc ślepo ufać mowie konwencjonalnych znaków. Być może data ta stanowi tylko jakiś punkt odniesienia? Proroctwo jasnowidza mogło równie dobrze zostać nieświadomie przeinaczone w wyniku licznych przekładów na różne języki. Każdy język rządzi się własnymi prawami i nawet najdoskonalsze tłumaczenie nie oddaje pełnego sensu oryginału.
Słowa przepowiedni wyraźnie wskazują na pojawienie się ,,Wielkiego Władcy Terroru”. Co może kryć się pod tym enigmatycznym określeniem? Jaki sens chciał nam ukazać jasnowidz? Z całą pewnością będzie to zjawisko o ogromnej skali i nadejdzie do nas z kosmosu. Powinniśmy się spodziewać, że wspomniany terror odbije się na kondycji nie pojedynczego państwa, ale całego globu. Jego wielkość polegać może także na długim czasie trwania. W czterowierszu wyraźnie mówi się, że zamieszanie spowoduje ktoś lub coś pojedynczego. Raczej nie będzie ono wynikiem działań konfliktu zbrojnego, w który wciągniętych zostanie wiele państw.

Odosobnionym, zauważalnym i powodującym powszechne poczucie zagrożenia zdarzeniem mogłoby być, nieobserwowane jak dotąd, zbliżenie się do ziemi komety zagrażającej naszemu istnieniu. Potwierdzenia tych obaw odnajdujemy w innych czterowierszach Nostradamusa: 56., gdzie padają słowa: ,,A potem gdy Księżyc otrzyma towarzysza, cały firmament zacznie się chwiać” oraz 84., zgodnie z którym: ,,Gdy Księżyc ukryty w głębokiej ciemności, przybędzie rdzawoczerwone ciało niebieskie”. Interpretacja wskazująca na niszczycielską kometę, jako narzędzie boskiej kary, wydaje się w tym kontekście nabierać realnego sensu.
Kometa w świetle innych wizji Nostradamusa nie jest jedynym niebezpieczeństwem, jakie może nadciągnąć do nas z kosmosu. Wystarczy tylko sięgnąć do 32. czterowiersza, aby się o tym przekonać. Pojawia się w nim niejasne określenie, a mianowicie ,,siódma skała”. Zważywszy na fakt, że kometa jest nie skałą, ale mieszaniną pyłów i niewielkich fragmentów skalnych i lodowych, powinniśmy wziąć pod uwagę istnienie innego śmiercionośnego obiektu. Dodatkowo proroctwo zawiera informację, że jego pojawienie zbiegnie się z ukazaniem się komety. Pochodzenie obu zjawisk jest takie samo – mają nadejść z nieba, a ponadto także i w 32. czterowierszu zawarta została niewyjaśniona zagadka symboliki liczby siedem.

Przytoczmy kolejny fragment tego proroctwa: ,,Gdzie całe dobro, wszystko (…) jest obfite”. Te informacje wnoszą nowe światło do rozważań na temat czasu nadejścia zjawisk, wskazując ma pomyślny okres intensywnego rozwoju, obfitości dóbr. Gdyby zamieszkujący XVI-wieczną Francję Nostradamus przeniósł się w czasie, do XXI wieku, postęp cywilizacji oraz poprawa jakości życia zdziwiłyby go. Idąc tym tropem sytuujemy przewidywany przez niego moment w czasach nam współczesnych lub w niedalekiej przyszłości. O ile kometa miała stać się – zgodnie z jego wizją – elementem wywołującym jedynie zbiorową histerię, o tyle dzieło zniszczenia miałoby zostać dokonane za sprawą zagadkowej ,,siódmej skały”.
Całości tragicznych wydarzeń dopełnia 46. czterowiersz drugiej centurii. Wspomina się w nim o czekających ludzkość ,,wielkich trudach”, ale kiedy one dobiegną kresu, czeka nas coś o wiele większego. Przerażeniem napawają słowa: ,,krew”, ,,głód”, ,,żelazo”, ,,zaraza”, ,,ogień widziany na niebie”, które pozwalają snuć rozważania, że rozwiązanie zagadki ukrywa się pod postacią ogromnego konfliktu zbrojnego. Odwołując się do historii, a zwłaszcza do przełomowego i obfitującego w tragiczne wydarzenia XX w., najstraszniejszym z doświadczeń okazała się druga wojna światowa. Oprócz zniszczeń na niespotykaną dotąd skalę i ogromnych strat ludności, była ona największym konfliktem zbrojnym w całej historii świata.

Zasięgiem swoich działań objęła prawie całą Europę, wschodnią i południowo-wschodnią Azję, północną Afrykę, część Bliskiego Wschodu i wszystkie oceany. Gdyby doszło do wybuchu trzeciej wojny światowej, przy rozwoju współczesnej technologii możemy łatwo wyobrazić sobie, jak ogromną skalę zniszczeń by przyniosła.
Według Nostradamusa kometa miała zbliżyć się do ziemi tuż przed rozpoczęciem się nowego, trzeciego tysiąclecia, a więc w okolicach roku 2000, w niedługim czasie po niej powinna wybuchnąć wojna. Niektóre elementy układanki Nostradamusa już wyjaśniono, inne nadal piętrzą trudności interpretacyjne. Dopiero życie zweryfikuje, co jasnowidz miał na myśli używając w opisie konfliktu także słów: ,,deszcz” i ,,mleko”.

Inny, 34. czterowiersz nawiązuje do znanego wszystkim zjawiska zaćmienia słońca. Zdarzenie tego rodzaju nikogo nie dziwi, można je obserwować w odstępach kilkumiesięcznych w różnych obszarach świata. Wystarczy tylko wspomnieć dwa ostatnie: obserwowane 15 stycznia 2010 r. w Afryce, Indiach i Chinach (nazywane największym zaćmieniem obrączkowym XXI w.) oraz zaćmienia całkowite z 11 lipca 2010 r., widoczne w rejonie Północnego Pacyfiku i w Chile.
Spośród rożnych rodzajów zaćmienia Słońca najbardziej rzadkim jest pojawiające się średnio co 400 lat zaćmienie całkowite. Nad Francją, ojczyzną jasnowidza, doszło do niego 11 sierpnia 1999 r. Wraz z nim, zgodnie z tekstem przepowiedni, powinien pojawić się ,,potwór”. Nostradamus głosi, że ludzkość nie odczyta należycie danego jej ostrzeżenia i przejdzie wobec niego obojętnie.

Gdy jednak pojawi się realne zagrożenie, dojdzie do wszechobecnej paniki i wzrosną ceny produktów, ponieważ każdy w popłochu będzie próbował zaopatrzyć się na niekorzystny czas. W 1999 r. nie wypełniła się przepowiednia. Istnieje kilka możliwości wytłumaczenia: nie udało się prawidłowo zinterpretować jej sensu, a może Bóg zlitował się nad świtem i przesunął wykonanie kary? Powinniśmy baczniej obserwować wydarzenia, bo daty zbijają nas z tropu.
Autor: Mila Sydah
Źródło: Wydawnictwo Astrum
KRZYŻ JEZUSA
Zagadki ludzkości Do najbardziej elektryzujących zagadek związanych z tradycją chrześcijańską należy zaliczyć tajemnice związane z najwspanialszymi relikwiami. Wyznawcy Jezusa zawsze z wielkim szacunkiem odnosili się do obiektów będących kulturową spuścizną po czasach, w których dokonywały się rzeczy przełomowe zarówno dla wiernych, jak i dla całego świata. Mianem relikwii określa się zarówno szczątki świętych, jak i przedmioty, które były z nimi związane. Często są one formą namacalnych dowodów potwierdzających istnienie osób czy zdarzeń związanych z kultywowanym obrządkiem. Ale relikwie powodują też ekscytację u historyków, archeologów, kolekcjonerów czy łowców przygód. U każdej z tych osób na hasło Arka Przymierza, Święty Graal czy Włócznia Przeznaczenia, pojawia się przyspieszone bicie serca. Ale wiele emocji budzi też od wieków sprawa Krzyża Pańskiego - obiektu, który jest częścią fundamentów wiary chrześcijan. Co stało się z "drzewem" na którym umarł Chrystus? Czy kiedykolwiek udało się je odnaleźć, a następnie - jak głoszą niektóre podania - podzielić na drzazgi, które wypełniają setki lub tysiące relikwiarzy na całym świecie? Czy jego fragmenty odnajdziemy w słynnym sanktuarium na Świętym Krzyżu? Co w rzeczywistości wydarzyło się z Vera Crux - prawdziwym krzyżem świętym?
Choć w zbiorach Ewangelii znajdziemy niewiele informacji na temat losów Krzyża Pańskiego, na temat relikwii do dziś krąży wiele legend,. Według "Złotej legendy" - popularnego XIII-wiecznego zbioru żywotów świętych, krzyż, na którym umarł Jezus miał pochodzić z drzewa, które zasadzone zostało przez Setha - syna Adama, a jego przeznaczenie wieścić miała już królowa Saby, która widziała w drzewie znak Zbawiciela. "Złota legenda" przez długi czas uchodziła w wielu zakątkach Europy za historię wiarygodną. Ze sceptycyzmem przysłuchiwali się jej oczywiście historycy i archeologowie.

Odnalezienie Krzyża Pańskiego przypisuje się cesarzowej Helenie (ok. 250-330 n.e.) - matce Konstantyna wielkiego i świętej Kościoła katolickiego, która wybrała się do Ziemi Świętej i na podstawie wskazówek udzielanych przez niebiosa odnalazła rzekomo krzyż Chrystusa.

O odkryciu świętej zaświadczają liczne relacje. W jednej z nich, spisanej wiele lat po śmierci cesarzowej, znaleźć można takie oto słowa: "Helenie, matce Konstantyna, kobiecie niezwykłej wiary, pobożności oraz wyjątkowej szczodrości, która jedyna mogła być matką człowieka takiego, jak Konstantyn, powiedziane zostało za pośrednictwem zesłanych z niebios znaków, aby udać się do Jerozolimy. Tam miała dokonać wśród miejscowych rozeznania, aby znaleźć miejsce, w którym święte ciało Chrystusa przybite zostało do krzyża. Miejsce było trudne do odnalezienia, ponieważ prześladowcy dawno już wnieśli na nim posąg Wenus, aby ci chrześcijanie, którzy chcieli oddawać cześć Jezusowi, czcili boginię. Z tego powodu miejsce to nie było uczęszczane i zostało zapomniane." Choć było to karkołomne zadanie, cesarzowej z bożą pomocą udało się odnaleźć miejsce, w którym znajdowały się trzy krzyże. Odkryto tam również tabliczkę z napisami w trzech językach. Wciąż pozostawały jednak wątpliwości co do tego, który z krzyży należał do Jezusa. Dopiero boski znak sprawił, iż z trzech obiektów wybrano ten właściwy - Vera Crux (łac. Prawdziwy krzyż). Wkrótce całość relikwii podzielono - część odesłano do cesarza, mniejszą część do Rzymu, zaś największy kawałek mieli dla siebie zachować biskupi jerozolimscy.

Oprócz fragmentów Krzyża Pańskiego, cesarz Konstantyn otrzymać miał także pochodzące z niego gwoździe, których użył ponoć do budowy uzdy i hełmu, mających zapewniać mu pomyślność w starciach. Nie wiadomo dokładnie, jak wyglądał sam krzyż. Według tradycji, miał on mierzyć ponad 4.5 m. Do dziś nie ustają natomiast spory historyków na temat jego kształtu, jak i drzewa, z którego został wykonany. Pojawia się też wiele wątpliwości związanych ze sposobem, w jaki Chrystus został na nim zawieszony. Grecki poeta Nonnos wspominał, że był to krzyż czworokątny, a św. Ireneusz dodawał do niego belkę, na które miano posadzić Chrystusa. Św. Justyn przyrównywał go z kolei do rogu, a Tertulian do "półki".
Niektóre z fragmentów krzyża poddawano na przestrzeni lat szczegółowym badaniom. Za pomocą analizy mikroskopowej przeanalizowano m.in. cztery fragmenty Krzyża Świętego, przekazane przez cesarzy bizantyjskich, które umieszczono w świątyniach w Rzymie, Paryżu, Pizie i Florencji. Testy wykazały, że zostały one wykonane z drzewa oliwnego.

Posiadaniem fragmentów "Vera Crux" szczycą się dziś świątynie usytuowane w różnych zakątkach świata; w tym te położone poza Europą i Ziemią Świętą. Elementy relikwii znajdują się rzekomo m.in. na Filipinach i w Etiopii. W Polsce fragment Krzyża przechowywany jest we wspomnianym sanktuarium na Łysej Górze. Największy zachowany kawałek relikwii znajduje się natomiast w klasztorze Koutloumousiou na Górze Athos.
Niestety, nie wiadomo, co stało się z najbardziej okazałą częścią Krzyża Świętego. Wiele wskazuje na to, że przepadła ona w dziejowej zawierusze związanej z niełatwą historią Ziemi Świętej. Zdaniem ekspertów mogło się to stać tuż po bitwie pod Hittin w XII wieku.

Nie można też zapominać o tym, że na temat prawdziwości wspomnianego Krzyża Świętego oraz autentyczności jego fragmentów, ulokowanych w świątyniach na całym świecie, pojawiło się do dziś wiele wątpliwości.

Na temat krzyża odnalezionego przez świętą Helenę sceptycznie wypowiadał się m.in. Jan Kalwin. Na postawie przeprowadzanego przez siebie dochodzenia szybko orzekł, że coś jest z nim nie w porządku. "W niektórych miejscach, takich jak Paryż, Poitiers i Rzym, znajdują się spore fragmenty [krzyża]. Mówiąc krótko, jeśliby zebrać wszystkie jego części razem, dałyby się one załadować na cały statek, choć Ewangelie mówią nam, że to wszystko był w stanie udźwignąć jeden człowiek" - napisał Kalwin. Ale byli też tacy, którzy argumenty prezentowane przez francuskiego teologa uznawali za dowód na cud. Święta Paulina stwierdziła, że szczątki Krzyża w nadprzyrodzony sposób mnożyły się.

Teorie dotyczące losów Krzyża są - jak widać - dość skomplikowane. Czy rzeczywiście jego fragmenty wypełniają rozsiane po całym świecie relikwiarze? Na to pytanie do dziś nie udzielono jednoznacznej odpowiedzi. W tym wypadku tradycja bierze górę nad naukowymi faktami.
http://niewiarygodne.pl/kat,1017181,page,2,title,Gdzie-jest-Vera-Crux-prawdziwy-krzyz,wid,13347065,wiadomosc.html
Ile waży twoja dusza?
Ciekawostki
Od co najmniej stu lat coraz dziwniejsze gałęzie nauki próbowały znaleźć odpowiedź na tę metafizyczną łamigłówkę: Ile waży ludzka dusza?

W 1907 roku lekarz z amerykańskiego stanu Massachussetts, Duncan MacDougall, określił tę masę jako 21 gramów - jest to średnia utrata wagi przez sześciu umierających na gruźlicę pacjentów ważonych w momencie śmierci.

Dwadzieścia lat temu ranczer z Oregonu, Lew Hollander, próbował zważyć dusze jednego barana, siedmiu owiec, trzech jagniąt i kozy. Jego odkrycia: zwierzęta tak naprawdę przybrały na wadze, opuszczając ziemski padół, od 18 do 780 gramów.

Tego lata centrum badawcze The Rhine Research Center w Durham przeprowadzi najnowszy eksperyment mający na celu sprawdzić niedotykalną esencję rodzaju ludzkiego.

Metoda ta wygląda następująco:
1. Stań na wadze
2. Wyjdź z ciała, doświadczając OOBE
3. Zapisz wagę

"Chcemy mieć niezbity dowód, który pokażemy społeczności naukowej", powiedział Jerry Conser, nafciarz i badacz zjawisk psychicznych z Dallas, który wyszedł z inicjatywą. "Przeprowadzimy serię szybkich eksperymentów. Jeśli tylko potrafimy w sposób konsekwentny i powtarzalny wykazać, że za każdym razem, gdy osoba opuszcza ciało, towarzyszy temu utrata wagi..."

Dokończę to zdanie. To byłoby niesamowite.

The Rhine Center, nazwane od pioniera badań zjawisk psychicznych, J. B. Rhine'a, jest znane ze zgłębiania świata niewyjaśnionych zjawisk: ESP, doświadczeń z pogranicza śmierci, czy poltergeistów.

Sam Rhine był najlepiej znany z powodu swoich badań nad ESP, w tym z badania czytającego w myślach konia o imieniu Lady Wonder (Panna Cud). Interesował się jednak również geografią wewnętrznego ludzkiego Ja, co opisał w artykule zatytułowanym "Naukowy dowód: Człowiek posiada duszę" z 1946 roku.

Conser (lat 67) przewodniczy podobnie myślącej grupie, The Psychical Research Foundation, i około ośmiu lat temu zastanawiał się nad dokonanymi w przeszłości próbami określenia wagi ludzkiej duszy, zadając pytanie, "Jeśli nie możesz tego zrobić z pomocą zmarłych ludzi, to jak możesz tego dokonać?"

Wówczas przyszła mu na myśl inna grupa: The Monroe Institute w Virginii, która w istocie prowadzi zajęcia z zakresu osiągania OOBE.

The Monroe Institute posiada ludzi zdolnych do odbywania duchowych podróży, którzy potrafią opuścić ten ziemski padół mniej więcej wtedy, kiedy chcą. Ci ludzie często doświadczający OOBE w ciągu najbliższych 90 dni przeprowadzą w The Rhine Research Center eksperymenty, opuszczając terra firma sześć razy w ciągu weekendu. Co więcej, Conser planuje zważyć ochotników przy pomocy takiej samej cyfrowej wagi, jakiej Hollander używał w przypadku swoich owiec.

"Jeśli zauważymy zmianę wagi, przeprowadzimy pełne, kilkuletnie badanie", powiedział Conser. "Jeśli to okaże się sukcesem, powinniśmy być przygotowani na to, że będzie to kontrowersyjny i dramatyczny projekt badawczy".

Poprosiłem Consera o opisanie niektórych z jego własnych doświadczeń poza ciałem, na co się zgodził, jednak nie były to tak żywe opisy, jakich się spodziewałem. Wyobraziłem sobie wznoszenie się nad Himalajami, ramiona wyciągnięte w stylu Supermana, jednak jest to kreskówkowe wypaczenie rzeczywistego zjawiska.

Staje się to skomplikowane, jednak podróżujesz poprzez różne domeny, z których pierwsza jest całkowitą ciemnością, kolejna to rodzaj horroru pełnego dusz, które nie mogą opuścić swoich ziemskich ciał, pojawiających się na całej drodze do raju. Nie wystarczy tylko zamknąć oczy i... puff. Podróż duszy oznacza dużo pracy.

Czymkolwiek jednak jest dusza, Conser sądzi, że rodzaj ludzki może poznać ją lepiej, przeanalizować, zbadać, zapisać jako dane. Będzie oczekiwał przy wagach, z ołówkiem w dłoni i oczami otwartymi szeroko, dopóki nie rozwiążą się zagadki wszechświata.

Josh Schaffer, newsobserver.com
Tłumaczenie i opracowanie: Ivellios
paranormalium.pl
Wampiryzm
Ciekawostki Legenda mówi, że pierwszym wampirem był Kain. Został on skazany przez Boga na tułacze życie po zabiciu swojego brata, Abla. Został on "naznaczony" piętnem nieśmiertelności i wiecznym łaknieniem krwi. Skąd ta legenda i dziwny pomysł, że on żyje i ma nawet sporo swoich zwolenników nazywanych Kainitami? To jest "wina" Starego Testamentu. W Starym Testamencie , w Księdze Rodzaju {Rdz 5,1-32; 9,29; 11,10-26.32; 25,7.} nie ma wzmianki o długości zycia Kaina. Są informacje o wszystkich patriarchach, tylko nie o Kainie...Na tym opierają właśnie teorie o tym ,ze Kain dalej jest wśród nas.
Przedwieczny strach przed wampirami był zawsze. Fikcja literacka mieszała się z legendami i relacjami osób, które ponoć spotkały osobiście wampiry. Kto interesuje się odkryciami archeologicznymi dotyczącymi wątku istnienia wampiryzmu, ten wie, że natknięto się na szkielety przebite kołkiem drewnianym lub szkielety z odciętymi głowami. Nie odkryto jednak i nie udowodniono jakichś legendarnych cech wampirycznych, takich jak np. odmienne uzębienie. Fakt przebitych kołkiem szkieletów tłumaczono lękiem przez legendarnymi wampirami. Dawniej nie wiedziano, że po śmierci rosną włosy i paznokcie, a ten fakt tłumaczono zjawiskiem wampiryzmu.
Na różnych forach jest mieszana tematyka wampirów, czyli legendy ,tradycje i współczesne wiadomości o wampirach z grami RPG. W poważny sposób wymieniane są Klany wampirze które ktoś wymyslił sobie tylko do gier RPG i z historią o wampirach to nie ma nic wspólnego. Realnymi postaciami historycznymi, które są posądzane o wampiryzm jest Vlad "Palownik" i Elżbieta Batory. Trudno orzec, czy to byli chorzy ludzie czy to był wampiryzm, ale fakt picia krwi przez owe osoby wskazuje, że były to wampiry Sang.
Elzbieta Batory urodziła się w Transylwanii i była siostrzenica króla Stefana Batorego. Była to osoba bardzo inteligentna, wszechstronnie wykształcona i odznaczała się niezwykłą na swe czasy, nieprzeciętną urodą.
Wyszła za mąż w wieku lat piętnastu a męża wybrali jej rodzice jak to było zwyczajem w tamtych czasach.Męża często nie było w domu, wpadał od czasu do czasu pomiędzy jedną bitwą a drugą i dlatego nie zdawał sobie sprawy z tego,że jego żona to potwór. Pewnego dnia przechadzając się po przyzamkowym parku zobaczył zupełnie nagą, przywiązaną do drzewa i obsmarowaną miodem dziewczynę.Jej ciało obsiadły roje much, pszczół i mrówek.Żona wyjaśniła mu, że ta służąca została w ten sposób ukarana za kradzież. Kochajacy mąż nie uwierzył służbie opowiadającej o dziwactwach jego żony. Z czasem bezkarna Elzbieta zaczęła zachowywac się coraz okrutniej. Gdy u Elżbiety pojawiły się pierwsze objawy starości , wpadła w panikę . Jak wszyscy dobrze wiemy w tamtych czasach istniała silna wiara w tajemnicze eliksiry , które pozwalają zachować młodość i urodę . Okrutna księżna postanowiła wypróbować jeden z nich polegający na kapielach w ludzkiej krwi. W tym celu jej służba wyszukiwała młode dziewczyny , zabijała je , a ich krew wlewała do wanny.Tego typu kąpiele stały się stałym elementem toalety księżnej .W Transylwanii miała władzę absolutną i swoich mrocznych praktyk nie urywała. Zwłoki zamordowanych dziewczyn leżały na gościńcu zamkowym , pływały w okolicznej rzece i leżały w lasach.
Długimi latami pobłażano księżnej . Na jej upiorną kurację odmładzającą zwrócono uwagę dopiero wtedy , kiedy pojawiły się pogłoski o tym , że ma konszachty z diabłem i odprawia obrzędy satanistyczne. Stefan Batory niechętnie wszczął śledztwo , które wydobyło na jaw straszną prawdę . Przesłuchano przede wszystkim jej służbę a także naocznych świadków . Okazało się , że na polecenie Elżbiety Batory zabito około 650 młodych dziewczyn. Kilkanaście osób służby biorącej udział w zbrodniach natychmiast stracono, ale w obawie przed skandalem księżna uniknęła oficjalnej kary. Została zamknięta w swoim zamku w Csuj w jednej izbie , w której zamurowano okna i drzwi , a do podawania posiłków pozostawiono tylko mały otwór. Po trzech latach zmarła.

Obecnie istnieją w subkulturze kilka rodzajów rodzaje wampiryzmu .Najbardziej znane to wampiryzm emocjonalny , sang i seksulany.

Najbardziej kontrowersyjnym jest wampiryzm Sang. Sanguinarianie są to wampiry, które piją krew a zwykle jest to własna krew lub krew pochodząca od dawcy. Krew zawsze miała tajemniczą i mroczną symbolikę. Krew, według Sang, to jest źródło życia i posiada największe pokłady energii.
Dla wampira Sang picie krwi to sacrum, to jest część rytuału dającego moc i siłę. Picie krwi nieraz połączone jest z uprawianiem seksu z ukochaną osobą. W ten sposób zbliżają się jeszcze bardziej do siebie i stanowią większą jedność.
Krew dla wampira jest jak narkotyk. Ciągle jej pragnie i co pewien czas musi ją pić. Na forach wampirycznych są specjalnie założone tematy dla osób które poszukują dawcy. Spotykają się wtedy i dopełniają rytuału, który jest , według nich, potrzebny i stanowi część życia.

Emocje i uczucia są częścią naszego życia. Nie ma osób które byłyby obojętne na wszystko i nie odczuwały złości , lęku, frustracji. Wraz z tego typu negatywnymi emocjami tracimy energię i stajemy się przez to słabsi. Energię którą tracimy może pobierać wampir i żywić się nią (raczej czerpać satysfakcję z cudzego bólu), czerpać z niej siłę. Część wampirów specjalnie wywołują takie negatywne emocje i potem pożywiają się energią ofiar (cieszą się). Może to przejawiać się w bardzo różnoraki sposób , mogą wywoływać huśtawki nastrojów np. dawać nadzieję w jakiejś sprawie a później ją odbierać. W niektórych wypadkach ofiara wampiryzmu emocjonalnego może popaść w przygnębienie lub co gorsze, w depresje.
Wampiry niekoniecznie mogą żywic się energią wytworzoną z negatywnych emocji, mogą tez czerpać energię z emocji pozytywnych. Ważne jest, to aby było jak najwięcej huśtawek i zmian nastroju "dawcy". Zmiany nastroju powodują zwiększenie utraty energii i łatwiejsze "pobieranie".(czyli odczucie radości). Osoba taka niekoniecznie może być wampirem, ale może posiadać taki toksyczny dla otoczenia charakter. Jedno jest pewne, że przy wampirze emocjonalnym dawca czuje się źle.
Zachowanie takiego wampira powoduje skrajne wyczerpanie emocjonalne i po pewnym czasie taka ofiara zdaje sobie z tego sprawę.
Jaka obrona ? unikać takich ludzi przy których czujemy się źle i wręcz czujemy do nich niechęć i frustrację

Wampiryzm seksualny natomiat polega na pobieraniu energi, ale energii wytwarzanej podczas aktów seksualnych oraz towarzyszacych mu pieszczot. Wampir wytwarza specjalna wieź z partnerem i go od siebie seksualnie uzaleznia. Seks i pieszczoty są momentem, w którym kanały energetyczne ofiary są najbardziej drożne i otwarte. Pomimo specjalnych warunków, które trzeba wytworzyć do prowadzenia tego typu praktyk - wampiryzm seksualny pozwala zdobyć bardzo duże ilości energii.
Niektóre wampiry potrzebują silniejszej dawki energii i bardziej specyficznej, a wynikającej z pewnych dewiacji seksualnych.
Jednym z przykładów moze być pobieranie energii z aktu seksualnego nalezącego do grupy przemocy seksualnej czyli tzw. sadomasochizm. Pozwala czerpać energię z poniżenia, upokarzania, dominacji, agresji, brutalności i widoku krwi. Wiecej jest tego typu brutalnych form uprawiania seksu połączonego z czerpaniem energii, ale pozwolicie, że już o tym pisać nie będę.

by Simisti
http://www.inholilem.xk.pl/
ARKA PRZYMIERZA
Zagadki ludzkości Z Biblii dowiadujemy się, że Arkę Przymierza nakazał zbudować Bóg. Z Biblii także dowiadujemy się szczegłów co do jej wyglądu. Arka Przymierza była skrzynią z drewna akacjowego długą na 140 cm, szeroką i wysoką na 80 cm. Pokrywa była wykonana ze złota i ozdobiona figurami aniołów. Według biblijnej chronologii, Izraelici pod kierunkiem Mojżesza wykonali ten artefakt około 1440 roku p.n.e. W Arce przechowywano święte przedmioty: kamienne tablice z dziesięciorgiem przykazań, dzban z manną oraz laskę Aarona, która w trakcie prezentacji przed faraonem przemieniła się cudownie na rozkaz Boga.
Po dzień dzisiejszy snute są różne przypuszczenia co do tego, czym była Arka Przymierza i gdzie się obecnie znajduje.
Arka Przymierza gromiła wrogów, prezentowała potęgę Izraela i opiekującego się tym narodem Boga. Postawiono jednak hipotezę, że Bóg Izraelitów, że Jahwe, nie był siłą mistyczną, lecz realna, żyjącą istotą - przybyszem z innej planety. Arka Przymierza, to faktycznie zagadkowy artefakt.

Do tego niedostępny. Bo Arka Przymierza nagle zniknęła z kart Biblii i historii narodu żydowskiego. Co się z nią stało i gdzie jest dzisiaj? Jedną z wersji losów tego tajemniczego obiektu przedstawił popularny film "Poszukiwacze zaginionej arki". Trzeba jednak przyznać, że hipotezy na temat Arki postawione przez niektórych badaczy są daleko barwniejsze od filmowej fabuły.
Biblia dostarcza niewielu informacji na temat powodów, czasu i miejsca zaginięcia lub ukrycia Arki Przymierza. W Drugiej Księdze Machabejskiej znajduje się opis ukrycia Arki w jednej z pieczar góry Nebo, na której Mojżesz spotkał się niegdyś z Bogiem. Gdzie dokładnie? Mówią o tym wersety z wypowiedzią Jeremiasza, jednego z proroków Izraela: "Miejsce to pozostanie nieznane, aż Bóg na powrót zgromadzi swój lud i okaże mu miłosierdzie".

Informacja ta jest enigmatyczna, nic więc dziwnego, że na temat tego jak potoczyły się dalsze losy Arki Przymierza oraz miejsca, w którym została ukryta, powstało wiele hipotez. Przykładowo, Arkę Przymierza mogli zrabować i Babilończycy i kilkaset lat później Rzymianie. Jedni i drudzy w Jerozolimie burzyli kolejne świątynie Jahwe. Arka mogła zaginąć jeszcze wcześniej, stając się łupem faraona Szeszonka (biblijnego Sisaka), który zdobył Jerozolimę w 925 roku p.n.e. Albo też Arkę ukryli przed Egipcjanami sami Izraelici. Według tradycji, co zapisał na stronach Miszna Tora ok. 1180 roku żydowski filozof z Hiszpanii Mojżesz Majmonides, król Salomon wybudował dla Arki Przymierza kryjówkę, którą jego następcy wykorzystali podczas ataku wojsk faraona Szeszonka. Niestety, wojny nie przeżył nikt z tych, którzy znali lokalizację kryjówki i Arka Przymierza pozostaje do dziś w tym sekretnym miejscu.
Najczęściej dziś wspominana hipoteza zakłada, że Menelik, syn królowej Saby i króla Salomona, przekupił jednego z kapłanów i w ten sposób udało mu się ukraść Arkę, a następnie wywieźć ją do Aksum w Etiopii. Święty przedmiot podobno do dziś znajduje się w mieście Aksum, w kościele pod wezwaniem św. Marii z Syjonu. Zgodnie z tradycją, Arką opiekuje się tam strażnik wybierany w tajny sposób. Do Arki Przymierza tylko on ma dostęp, nie wpuszczano tam nawet cesarzy Etiopii. Podobna lokalizację niezwykłego artefaktu wskazuje Erich von Daniken. Z tym, że ten światowej sławy badacz zagadek przeszłości i propagator paleoastronautyki ma zgoła odmienne zdanie na temat historii powstania Arki Przymierza. Według Danikena, ten niezwykły przedmiot jest dziełem przybyszów z innej planety i stanowi technologicznie zaawansowane urządzenie, przypuszczalnie aparaturę łącznościową napędzaną miniaturowym reaktorem jądrowym.
- Wiele fragmentów Biblii mówi o przybyszach z kosmosu, którzy odwiedzili Ziemię - oświadczył Daniken w jednym z wywiadów. - Mówi o tym opis spotkania Boga z Mojżeszem, kiedy przekazuje on przykazania dla ludzkości. Poza tym także historia Sodomy i Gomory. Bardzo techniczny opis pozaziemskiego pojazdu znajduje się również w księdze proroka Ezechiela.

Artefaktem związanym z przybyszami z kosmosu jest Arka Przymierza, której pozostałości znajdują się teraz w podziemiach katedry Najświętszej Marii Panny w etiopskim mieście Aksum. To jest rzeczywiście obiektywny dowód wizyty kosmitów na Ziemi, ale jest on niedostępny. Arka Przymierza, czy to jako dzieło Boga, czy kosmitów, uważana była przez Izraelitów i ich wrogów za obiekt o wielkiej mocy. Raziła ona gromami tych, którzy dotknęli jej bez pozwolenia. Nawet kapłani zajmujący się Arką byli odpowiednio dobierani i nosili specjalne rytualne stroje. Daniken twierdzi, że te rytualne stroje były w istocie odzieżą ochronną zabezpieczającą przed promieniowaniem i wyładowaniami elektrycznymi.
Dlaczego Arkę ukryto? Wg Danikena, dowodzi ona prawdy niewygodnej dla Kościoła, czyli ukrycie jej, to skutek spisku. A jeśli ma my spisek, to obowiązkowo musieli w nim maczać palce templariusze. Jedna z hipotez zakłada, że Arkę Przymierza ukryto w Jerozolimie, w podziemiach świątyni Salomona. Gdy świątynia została zburzona przez rzymskich legionistów ok. 65 r. n.e., pomieszczenie z Arką przysypały gruzy. Na święty artefakt natknęli się dopiero w XI w. założyciele zakonu templariuszy, którzy posiadali tajne informacje na temat Arki Przymierza.

Podobno templariusze wykonali kilka kopii świętego artefaktu i rozwieźli je po świecie. W jakim celu? Nie wiadomo. Czy templariusze skopiowali też moc płynącą przez Arkę z nieznanego źródła? Może do ich rozmaitych legendarnych już możliwości trzeba dodać kontakty z mieszkańcami innych planet?

Są też zwolennicy teorii spiskowej twierdzący, że Arka Przymierza ukryta jest w lochach Watykanu. Nie pokazuje się jej światu, ponieważ dokumentuje ona - zgodnie z koncepcją Danikena, choć nie koniecznie w związku z kosmitami - jakieś prawdy niewygodne dla Kościoła. Gdzie jednak naprawdę ukryta jest Arka Przymierza, nie wiadomo. Nie wiadomo nawet, czy przetrwała, choćby w szczątkach. Przecież to bardzo stary przedmiot z drewna wykonany ponad 3 tysiące 300 lat temu.

http://facet.interia.pl/ciekawostki/news-arka-przymierza-i-kosmici,nId,450126
ŚWIĘTY GRAAL
Zagadki ludzkości Mało jest tematów w literaturze, które wzbudziłyby tyle emocji i poruszyły tak mocno ludzką wyobraźnię, jak motyw Graala. Zainspirował on nie tylko twórców literackiej beletrystyki, ale stał się również źródłem pokaźnej ilości uczonych dociekań, tematem poważnych naukowych dyskusji, przyczyną kontrowersji i sporów. Oprócz wielu średniowiecznych utworów poświęconych Graalowi, zdumienie budzi liczba całkiem współczesnych, bo dwudziestowiecznych odmian tej legendy, wersji nie tylko książkowych, ale i bardzo dziś popularnych filmowych, poświęconych jej esejów, broszur, tomy krytycznych opracowań i często sprzecznych ze sobą interpretacji. Mimo mijających stuleci, pojawiają się nowi chętni, by wzorem Rycerzy Okrągłego Stołu udać się na poszukiwania Graala; czy to będą naukowe poszukiwania korzeni legendy, czy realne wyprawy po zaginiony przed wiekami tajemniczy przedmiot, czy też poszukiwania sposobu osiągnięcia symbolizowanej przez niego doskonałości duchowej1.

Skąd wziął się sam temat i czemu służy dziś to ogromne zainteresowanie świętym Graalem, symbolem chrześcijańskim, wcale przecież nie należącym do szczególnie ważnych? A przede wszystkim, dlaczego legendę tę tak bardzo polubili ci, którzy z myślą chrześcijańską niewiele mają wspólnego - wyznawcy New Age, spadkobiercy myśli gnostycznej, okultyści?

Słowo "Graal" - co nie ulega wątpliwości (właściwie jest to jedyna rzecz, z którą muszą zgodzić się wszyscy badacze i interpretatorzy graalowskich tajemnic, jak bardzo nie różniliby się w swych wnioskach końcowych i drogach dochodzenia do nich) - ma średniowieczną, francuską etymologię i oznacza "półmisek, głębokie i szerokie naczynie". Warto jednak od razu zauważyć, że w literaturze Graal nie zawsze występował w postaci naczynia, bywał i misą i kielichem, ale też kamieniem, klejnotem, księgą, a nawet człowiekiem.

Jako temat literacki opowieść o Graalu powiązana jest dość ściśle z tradycją arturiańską. Wiadomo, że istnieje cała rodzina średniowiecznych poematów i powieści, które określane są jako graalowski pod-cykl wielkiego cyklu literatury arturowej.

W opinii większości uczonych pierwszym znanym tekstem, w którym pojawił się Graal jest XII - wieczny romans Chretiena de Troyes „Percewal, czyli opowieść o Graalu". Poemat Chretiena stanowi najwcześniejszą zachowaną wersję literacką interesującej nas legendy (choć nie można wykluczyć, że wcześniej już krążyły po dworach jakieś opowieści posługujące się podobnymi tematami) i to właśnie od jego pojawienia rozpoczęła się prawdziwa historia świętego Graala. Utwór Chretiena należy do znanego w ówczesnej epoce gatunku literackiego, określanego jako romans rycerski, z tym, że jego autor jako pierwszy wprowadził do dworskiej, związanej z rycerską ideologią literatury, nowy element - chrześcijański charakter rycerskiej przygody. Opowieść jego jest opisem losów rycerza Percewala, zaś Graal pojawia się w niej tylko jeden raz, podczas przejścia tajemniczego orszaku, jako zagadkowe naczynie otoczone pewną szczególną atmosferą magiczności i grozy. Czytelnik zresztą w ogóle niewiele się o nim dowiaduje, nigdzie nie jest powiedziane, co to właściwie jest, wiadomo jedynie, że jest złoty, wysadzany drogimi kamieniami. Z pewnością związany jest on z hostią, jednak autor nie wyjaśnia jego religijnych powiązań, zaś orszak, w którym naczynie to zostaje uroczyście wniesione to nie tyle eucharystyczny obrządek, co dworski rytuał. Tematyka została jednak zainicjowana i na tym polega znaczenie dzieła Chretiena.

Od pojawienia się tej wersji, historia Graala zaczyna w średniowieczu „robić karierę", rozprzestrzeniając się w zachodnioeuropejskiej literaturze, a jej elementy stopniowo nabierają coraz bardziej jednoznacznie chrześcijańskiego charakteru. Wyraźna chrystianizacja cechuje dzieło jednego z ważniejszych kontynuatorów cyklu, tzw. Pseudo-Wauchiera, zaś w romansie Roberta de Boron temat potraktowany został już w sposób czysto religijny. Graal po raz pierwszy nazwany został świętym Graalem i utożsamiony z Kielichem Józefa z Arymatei, w którym miałaby zostać zebrana krew wypływająca z ran ukrzyżowanego Chrystusa.

Najbliższa liturgicznej ortodoksji jest jednak opowieść o świętym Graalu zawarta w XIII - wiecznych romansach prozą składających się na cykl tzw. Wulgaty. Wywodzi się ona ze środowiska cysterskiego, na które silnie oddziaływała myśl świętego Bernarda z Clairvaux. Mistyczna doktryna świętego Bernarda sprawiła, że Graal jednoznacznie stał się symbolem Eucharystii i Łaski Bożej, zaś tajemniczy orszak, w którym się pojawia to eucharystyczna procesja.

O cóż, pokrótce, chodzi w historii Graala? Wprawdzie wersji tej opowieści jest niemal tyle, ilu jest podejmujących to zagadnienie autorów, jednak każda wersja, mimo że różni się, czasem nawet dość istotnie od pozostałych, zawiera zasadniczo ten sam wątek. Spróbujmy ująć jego najbardziej istotne momenty, te które przewijają się w znanych przekazach o Graalu najczęściej. Graal - przedmiot, wokół którego toczą się opisywane w nich historie to kielich z krwią Chrystusa, nad którym opiekę sprawował Józef z Arymatei. Naczynie to zostało sprowadzone do Bretanii przez Króla Rybaka - postać przez pokrewieństwo związaną z samym Józefem. Król Rybak ukrył Graala w twierdzy i tam osobiście trzymał nad nim straż. Codziennie przez zamek przechodził orszak młodych ludzi otaczających Graala i Krwawiącą Lancę. Niestety rana, którą odniósł Król (w różnych wersjach podane są tu różne okoliczności) sprowadziła na niego niemoc, ta zaś stała się w jakiś sposób przyczyną spustoszenia i nieurodzaju, jakie ogarnęły całą jego ziemię, przemieniając ją w "Jałową Krainę". Życie, urodzaj i dawną świetność może nieszczęsnej krainie przywrócić jedynie odkrycie przez kogoś tajemnicy świętego Graala. Poszukiwanie i odnalezienie Graala zarezerwowane jest tylko dla najlepszego - doskonałego duchowo rycerza. Wyprawa po Graala jest więc jednocześnie nawróceniem i duchową przemianą. Rycerze podejmują ten trud, aby osiągnąć szczyt duchowej doskonałości i wyzwolić od zła innych. Wielką rolę w odkryciu tajemnicy Graala zwykle przypisuje się postawionemu w odpowiednim momencie przez rycerza pytaniu. Bohaterowie wszystkich wersji powieści o Graalu, mimo znaczących różnic przy opisywaniu szczegółów ich przygód, są zawsze ci sami: król Artur, czarodziej Merlin, rycerze - Lancelot, Gowen, Percewal, czy też będący ucieleśnieniem rycerskiej doskonałości Galaad. Podstawowy ładunek emocjonalny opowiadania stanowi atmosfera tajemnicy, niebezpieczeństwa, z którym trzeba się zmierzyć, oraz nadzieja na obiecaną nagrodę duchową.

Motyw Graala jest zatem motywem w najwyższym stopniu rycerskim, chrześcijańskim oraz pouczającym i jako taki wzbudza wielkie zaufanie. Żarliwy kult przedmiotów Męki Pańskiej jest wszak aktem autentycznie religijnym. Odnalezienie zaginionego w średniowieczu świętego Graala byłoby odkryciem równie wzniosłym i bezcennym, jak odnalezienie Świętego Krzyża przez świętą Helenę, czy ocalenie Świętej Tuniki i Świętego Całunu. Trzeba jednak przy tym pamiętać, że mamy tu do czynienia z legendą, której rodowód nie wywodzi się z tradycji apostolskiej, jej źródłem nie jest żaden z dokumentów kanonicznych, a co najwyżej apokryfy (pseudo-ewangelia Nikodema, proto-ewangelia Jakuba, Akty Piłata, Windicta Salvatoris). Przekazu dotyczącego świętego Graala, potwierdzonego autorytetem Kościoła trudno się doszukać. Nie pojawia się on również w innych legendach, czy pasyjnych widowiskach.

W połowie XIII w nastąpił drugi rozkwit literatury graalowskiej zapoczątkowany przez Wolframa von Eschenbacha, autora słynnego "Percewala". Oprócz dzieła Chretiena de Troyes, inspiracją dla Wolframa von Eschenbacha było, co sam przyznawał, dzieło niejakiego Kyota, mające czysto arabski wydźwięk i takiegoż ducha. Jego Percewal, mający być zespoleniem chrześcijańskiej legendy z materią arabskiej opowieści, zaczyna niepokojąco pławić się w dziwnym klimacie astrologii i alchemii, akcja toczy się tu w innym - bardzo orientalnym świecie, arturowych bohaterów, a nawet samego Józefa z Arymatei zastępują nowe postaci, a co najciekawsze - zmienia swą naturę sam Graal, stając się wydrążonym kamieniem posiadającym cudowne właściwości, a z pochodzenia będący ... szmaragdem, który zdobił diadem Lucyfera i spadł na ziemię w momencie upadku archanioła. Jakiś związek z chrześcijaństwem zapewnia tu w zasadzie kilka epizodów, np. coroczne zstąpienie w Wielki Piątek gołębicy trzymającej hostię, którą umieszcza następnie w Graalu.

Jeśli chodzi o inne średniowieczne dzieła dotyczące Graala, a pisane po Wolframie von Eschenbach, to ich mało ortodoksyjny wydźwięk rzuca się w oczy.

Legenda, która w średniowieczu inspirowała wielu twórców i cieszyła się dużą popularnością, zniknęła w zasadzie z literatury w renesansie, kiedy rycerskie romanse traktowane były z ostentacyjną wzgardą (wyśmiewał się z nich Cervantes; Montaigne określał jako bajeczki niegodne dorosłego, myślącego człowieka). Przygodami rycerzy Okrągłego Stołu nie byli zainteresowani romantyczni poeci. Do kontynuacji cyklu, co dość znamienne, nie zachęcał wiernych Kościół Katolicki.

Można powiedzieć, że po długim okresie zapomnienia temat Grala powrócił z całą mocą w XX-tym wieku i znów zaczął wywierać swój "urok". Na nowo i z pasją zajęto się tą starą historią, tak tajemniczą zarówno jeśli chodzi o jej niespodziewane zaistnienie w XII w., charakter, nie do końca spójną symbolikę, doniosłą rolę jaką do niej przywiązywano, jak i nagłe zniknięcie. Graalowską falę czasów współczesnych zainspirowała sceniczna wersja Percewala, autorstwa Ryszarda Wagnera. I od tego czasu można łatwo napotkać motywy graalowskie wykorzystane, jak już wspominaliśmy np. w literaturze, filmach, dziecięcych bajkach, jak również - i tu obfitość jest wprost zadziwiająca - w czasopismach, pracach naukowych, jako tematy kongresów, czy też jako ideę, wokół której powstają specjalne stowarzyszenia.

Dziś Graal znów inspiruje zarówno artystów, naukowców, jak i poszukiwaczy skarbów. Artyści starają się zafascynować nas urokiem tajemnicy, zaś badacze i poszukiwacze chcą dla nas przeniknąć sekrety i dotrzeć do korzeni zawartych w niej treści i symboli, które według nich tkwią znacznie głębiej niż w literackiej tradycji czy ludowej wyobraźni. Tropy prowadzą ich w różnych kierunkach. Jednak i twórczość literacko - filmowa, i prowadzone badania oraz poszukiwania zdają się mieć niewielki związek ze starą chrześcijańską legendą i dogmatami naszej wiary, za to można w nich odnaleźć całe mnóstwo wątków nieźle pasujących do myśli gnostycznej. Nie może to ujść naszej uwadze, lecz domaga się pewnych wyjaśnień.

Gnoza, tak historyczna, jak i współczesna działa w ten sam sposób i dąży do tego samego celu. Nie atakuje ona Kościoła Katolickiego wprost, nie chodzi jej bowiem o jego całkowite zniszczenie. Chce go jedynie opanować i włączyć w swój całościowy plan - chce połączyć wszystkie, nawet najbardziej od siebie oddalone religijne kulty i wyznania i doprowadzić do powstania jednej, synkretycznej, uniwersalnej religii, stanowiącej jakby najmniejszy wspólny mianownik wszystkich istniejących na ziemi wyznań. Na razie jeszcze gnoza jest doktryną ezoteryczną, przeznaczoną dla wtajemniczonych, w przestrzeni społecznej istnieją zaś religie egzoteryczne, czyli wielkie oficjalne wyznania religijne, gnoza zaś je powoli i niedostrzegalnie ujednolica. Aby zespolić wszystkie religie wystarczy ujednolicić w nich przede wszystkim trzy elementy: tradycję, symbolikę i mistykę - wykazując, że mimo zewnętrznych różnic ich podłoże jest jedno we wszystkich wyznaniach. Stąd gnoza nie tyle zwalcza myśl chrześcijańską, ile raczej - posługując się zaczerpniętymi z niej pojęciami i ideami - stara się zaszczepić w chrześcijańskiej religii szereg herezji, które pozwalają na dopasowanie chrześcijaństwa do każdego innego wyznania religijnego. Poglądy gnostyckie wprowadzane są w ten sposób, by dzięki umiejętnemu wtopieniu w chrześcijańską terminologię stwarzać wrażenie skrajnej bliskości ortodoksji. Przemyślność z jaką jest to dokonywane sprawia, że często trudno je zidentyfikować niewprawnemu odbiorcy.

Jednym z motywów, bardzo dogodnych, by za jego pośrednictwem niepostrzeżenie przekazać idee gnostyckie, sugerując ich ścisły związek z katolicką tradycją i symboliką, zdaje się być święty Graal.
Nie sposób nie zauważyć, w jak bardzo wygodnym dla szeroko rozumianej gnozy kierunku idą badania tych wszystkich, którzy próbują, w sposób mniej lub bardziej naukowy, dotrzeć do korzeni legendy, odnaleźć realny pierwowzór świętego Graala oraz odkryć symbolizowaną przez niego ideę.

Jedna linia badaczy łączy tę zaginioną chrześcijańską relikwię z największą chrześcijańską herezją średniowiecza - katarami. Jej zwolennicy utrzymują, że opowieści o Graalu, np. te autorstwa Chretiena de Troyes i Wolframa von Eschenbach stanowią zamaskowane interpolacje wątków kataryzmu w samym sercu ortodoksyjnej myśli chrześcijańskiej. Zwracają oni uwagę na fakt, że opowieści o Graalu powstały w okresie, gdy herezja ta rozwijała się z wielką siłą. Powołują się na legendę mówiącą, że to właśnie Graal miałby być tajemnym "skarbem katarów", który czwórce wyznawców udało się cudem wynieść z górskiej twierdzy Montsegur (Pireneje francuskie), gdzie ukryła się grupa ostatnich katarów, przed zdobyciem twierdzy w 1244 r. przez krzyżowców. Ocalony wówczas przez nich Graal zaginął bez śladu. Obecnie grupy okultystów i ezoterystów z całej Europy "pielgrzymują" na szczyt Montsegur, by tam rozpocząć swe poszukiwania Graala3. Jest to oczywiście bardziej hipoteza niż naukowo uzasadniony dowód, faktem jednak jest, że w trakcie antyalbigeńskiej wyprawy krzyżowej wielu duchownych katolickich krytykowało opowieści o Graalu, twierdząc iż są szkodliwe a nawet heretyckie a zapoznanie się z tekstami potwierdza, że niektóre fragmenty tych opowieści zawierają ustępy, które w swej wymowie są wyraźnie dualistyczne (opierają się na uznaniu równoważności przeciwieństw, przeciwstawieniu świata duchowego, utożsamianego z boskim, światu materialnemu - „światu zła") - czyli katarskie.

Za depozytariuszy tajemnicy świętego Graala uważają niektórzy militarny zakon templariuszy, już Eschenbach sugerował, że to oni właśnie są ucieleśnieniem Rycerzy Graala. Z raportów inkwizycji wynika, że rzeczywiście w zakonie tym czczone były różne przedmioty mające mieć cudowne właściwości. Znawcy tajemnic zakonu wskazują na Graala, który miałby być szlachetnym kamieniem mającym moc zachowania młodości, dzięki sile odnawianej w każdy Wielki Piątek przez gołębicę zstępującą z nieba.

Ciekawostką jest, że pod olbrzymim wpływem zawiłych nauk katarów i templariuszy było wielu przywódców nazistowskich. Wykorzystując do stworzenia swej ideologii wątki neopogańskie oraz aryjsko-germańskie odwoływali się chętnie do ezoteryczno-okultystycznej mistyki i kosmologii czy też starych poematów i legendę o Graalu potraktowali bardzo poważnie. Reichsfuhrer SS, Heinrich Himmler utworzył SS z myślą o powołaniu zakonu kontynuującego tradycje Rycerzy Graala. Inicjacja w szeregi SS przebiegała wśród dźwięków wagnerowskiego "Parsifala". Na zlecenie SS, w jaskiniach katarów, poszukiwał śladów Graala znany badacz kataryzmu, Otto Rahn4. "Mistyka", oczywiście, była przez nazistów traktowana tylko jako narzędzie umacniające ich ideologię i usprawiedliwiające działania.

Tajemnica świetego Graala okazała się też inspirująca np. dla współczesnego teozofa Rudolfa Stainera, który wykorzystał ją do swych nauk wskazując na znaczenie Graala jako symbolu Zmartwychwstania Chrystusa Kosmicznego - Miłości zbawiajacej ludzi i ziemię i przekształcającej ją w nową Jeruzalem.

Popularne i cenione są badania wskazujące na związek Graala z prastarymi pogańskimi mitami, kultami, misteriami i magicznymi obrzędami. I tak poszukiwania korzeni Graala prowadzą niektórych, dociekliwych, współczesnych jego poszukiwaczy do tradycji celtyckiej. Stwierdzają oni, iż historia rycerzy świętego Graala wywodzi się z mitów i wierzeń zamieszkujących Europę przed wiekami Celtów, bohaterowie jej to legendarne celtyckie postacie, zaś sam Graal, jako symbol tajemniczego, mającego cudowną moc naczynia ma ścisły związek z licznie występującymi w celtyckich obrzędach magicznymi kotłami i półmiskami, które dostarczały wyznawcom pokarmy o nadnaturalnych właściwościach. Wiąże się go też z prastarymi celtyckimi kultami przedmiotów symbolizujących bogactwo i płodność. W nawiązaniu do celtyckiej wykładni w niektórych wersjach legendy o Graalu, przedmiot ten przybiera postać rogu obfitości, w którym podczas królewskich festynów wiecznie odnawiają się pokarmy, jest to zarazem symboliczne nawiązania do ponownego "otwarcia" ziemskiego raju.

Inni po rozwiązanie zagadki sięgają jeszcze głębiej i dowodzą, iż pod chrześcijańskim folklorem legendy o Graalu kryje się po prostu jeden z wielu opisów ogólnoludzkiego, uniwersalnego, duchowego doświadczenia, które funkcjonuje niezmiennie w każdej epoce, w kultach i misteriach różnych kultur i religii, przybierając jedynie odpowiedni kształt, dostosowany do obowiązującej ideologii, religii, mody i schematów myślowych ludzi. Jest to zatem doświadczenie ezoteryczne, zrozumiałe jedynie dla nielicznych wtajemniczonych, przejawiające się w sposób niejasny i niedostępny w rozumieniu dla zwykłych ludzi, którzy poprzestają na kontakcie z zewnętrzną, egzoteryczną, płytszą i banalniejszą warstwą religii. Za owo wzorcowe doświadczenie uważa się pogańskie kulty na cześć sił rozrodczych. Literatura dotycząca Graala wywodzi się zatem z tajemniczego obrzędu, za pomocą którego można było wyzwolić moce potrzebne dla podtrzymania życia na ziemi. Przedstawiciele tego kierunku uważają, iż popularne niegdyś rytuały związane z czcią dla natury zostały podniesione do rangi kultu misteryjnego, a potem posłużono się nimi do przekazania symbolicznej nauki chrześcijańskiej. Obrzędy związane z kultem wegetacyjnym stały się środkiem przekazania najbardziej wzniosłej, ogólnoludzkiej nauki dotyczącej kosmicznego związku istniejącego pomiędzy bogiem a człowiekiem. Tylko przez uznanie tego niegdyś istniejącego pokrewieństwa między chrześcijaństwem a pogańskimi misteriami, odnajdziemy właściwy klucz do tajemnicy Graala, bowiem te - tak odmienne, jeśli chodzi o ich praktyki celebrowane w życiu publicznym - religie (pogaństwo i chrześcijaństwo) mają ponoć wspólną, najgłębszą, ezoteryczną wykładnię duchową. Sakrament Eucharystii powiązany jest z mistyczną ucztą stanowiacą centralny punkt kultów natury, których celem było osiągnięcie duchowego i wiecznego życia. Chrześcijaństwo jest ich „uwspółcześnieniem" i jakby pełniejszą, duchową wykładnią.

Widać wyraźnie, jak przydatnym dla myśli gnostycznej musi być symbol tak tajemniczy, pełen niedomówień i pozwalający na wielorakie interpretacje, jak Graal. Przypomnijmy, że to dawna gnostyczna sekta naaseńczyków głosiła kiedyś, iż Ewangelia to spełnienie najgłębszej doktryny zawartej w misteriach wszystkich ludów. Wygląda na to, że - mająca za cel ustanowienie uniwersalnej, synkretycznej religii - gnoza posługuje się Graalem z profesjonalizmem, by niezauważalnie podsunąć nam "dowód" na wspólną, ezoteryczną jedność chrześcijaństwa z innymi wierzeniami.

Próby wykazania takich czy innych pozachrześcijańskich źródeł legendy o Graalu wcale nie są nieuzasadnione od strony treściowej opowieści. Wiele form w jakich legenda ta została nam przekazana (i to one głównie bywają inspiracjami autorów współczesnych prezentowanych wersji) zawiera podstawy do bardzo nieortodoksyjnych skojarzeń. Można przedstawić cały zestaw podobieństw łączących niektóre wersje legendy z gnostycznymi poglądami.

Wątek gnostyczny dotyczy w pewnym sensie samego Graala. Dla Chretiena de Troyes był on przedmiotem ze złota wysadzanym kamieniami, dla Roberta de Borron był kielichem z Ostatniej Wieczerzy, już jednak w opowiadaniu Wolframa potraktowany jest w sposób dość wykrętny. Można domyślać się wprawdzie w tym przekazie związków Graala z przedmiotem opisywanym przez Chretiena, ale pojawiają się również bardzo czytelne odniesienia do rogu obfitości, a opis Graala, jaki podaje w pewnej części tekstu pustelnik świadczy o tym, że Graal występuje tu w charakterze tajemniczego kamienia, który spadł z niebios i ma nadprzyrodzoną, magiczną moc. Nadto zdaje się on posiadać swego rodzaju zdolności percepcyjne i świadomość. Wersja, według której Graal pochodzi od klejnotu przyozdabiającego czoło Lucyfera i zgubionego w chwili historycznego upadku archanioła jest wybitnie gnostycka. W wielu ezoterycznych wierzeniach klejnot na czole symbolizował tzw. trzecie oko, będące narzędziem mistycznego wglądu w rzeczywistość.

Przynajmniej po części, Graal jest czymś w rodzaju mistycznego doświadczenia, polegającego na swego rodzaju iluminacji czy połączeniu z Bogiem, umożliwiającym osiągnięcie doskonałości duchowej, a nawet nadprzyrodzonych zdolności - co nieodparcie kojarzy się z gnozą i jej przekonaniem, iż istnieją prawdy niedostępne dla zwykłej wiedzy, do których można natomiast dojść drogą odpowiednich technik wtajemniczania i oświecenia, zaś ich osiągnięcie prowadzi do przemienienia osobowości człowieka, który tego doświadcza.

Odnalezienie Graala związane z osiągnięciem duchowej doskonałości jawi się przy tym jako właściwe gnostyckiej mentalności, ezoteryczne tabu, dostępne jest bowiem jedynie nielicznym, moralnie doskonałym wybrańcom. Bliższa wiedza o Graalu należy tylko do ściśle ograniczonej grupy wtajemniczonych. Sam przedmiot otaczany jest szczególną atmosferą grozy i tajemnicy, zwykły człowiek nie odważa się nawet o nim rozprawiać. Wyodrębnianie w każdej religii dwóch warstw: egzoterycznej - powierzchniowej, będącej publiczną i oficjalną formą religii, właściwej dla "tłumu", czyli tych którzy są tylko bardzo ogólnie zorientowani w sprawach wiary, oraz ezoterycznej - wewnętrznej, zarezerwowanej dla wtajemniczonych, zawierającej wnikliwe wyjaśnienia, niezrozumiałe dla szerokiego ogółu, a które grupie elity dostarczają możliwości głębszego, mniej formalistycznego, za to bardziej uniwersalistycznego zrozumienia oficjalnych ustanowień, jest nie tylko symptomem typowym dla gnozy i spotykanym u wszystkich gnostyckich pisarzy, ale też jej niezwykle istotną cechą, która pozwala na ujednolicanie wszystkich religii przez "wniknięcie w głębię" ich powierzchownie i pozornie tylko zróżnicowanych nauk. Trudno, by Graal - symbol religijny, ale taki, którego poznanie jest przywilejem tylko wybranych - nie kojarzył się z ideologią gnostycką niezwykle ceniącą sobie tajemnice, podkreślającą iż nie mogą być one wyjawiane, a posiadający do nich dostęp muszą trzymać je w ukryciu. Skojarzenie z gnozą dodatkowo wzmacnia fakt, iż często w opowieściach tych pojawiają się napomknienia o sekretnej nauce, której Chrystus udzielił jedynie najbliższym sobie osobom i która w tajemnicy zostaje przekazywana poza instytucjonalnym Kościołem.

Koncentrowanie się na sprawie wiedzy, poznania to w ogóle rys charakterystyczny dla gnozy (nazwa gnoza wywodzi się od greckiego słowa gnosis czyli poznanie). Poszukiwanie wiedzy jest tu wszak swego rodzaju drogą do zbawienia, a raczej samozbawienia. W naszej legendzie również sprawa wiedzy jest silnie zaakcentowana, przewijają się tu różni pustelnicy, posiadający wyższe stopnie wiedzy i będący bliżej tajemnic, a w niemal każdej wersji opowieści podkreślana jest waga postawienia przez poszukującego rycerza w odpowiednim momencie właściwego pytania - tzw. pytania Graala: "Co to wszystko znaczy?". Według komentatorów chodzi tu o pytanie odwieczne i odnoszące się do wszystkich ludzkich problemów.

O gnostyckich powiązaniach niezawodnie świadczą motywy alchemiczne, które niezwykle często i obficie ozdabiają graalowskie historie. Z odnalezieniem Graala, a tym samym z osiągnięciem duchowej doskonałości w większości historii, zwłaszcza tych pisanych po Wolframie, związany jest wszak cały szereg magicznych rytuałów dotyczących uwalniania się od ograniczeń zła, umożliwiających kontakt z wyższymi mocami. Mentalność alchemiczna, typowa dla gnozy, polega na dążeniu do przemieniania tego co nieszlachetne w szlachetne. Wchodzi tu zarówno przemiana różnych przedmiotów - czyli alchemia praktyczna, jak i przemiana duchowa człowieka - alchemia spekulatywna. Alchemicy chcą zmieniać naturę wykorzystując siły, które natura w sobie zawiera. W ramach alchemii duchowej, gnoza posługuje się hojnie chrześcijańskimi terminami "wniebowzięcia" i "przemienienia", które przyłożone do zupełnie obcego sobie kontekstu nabierają całkiem innego znaczenia . Człowiek ma zostać "przemieniony" i "wniebowzięty", ale proces ten nie wymaga Bożej interwencji, lecz dokonuje się siłami natury, a alchemia wspomaga i przyspiesza go za pomocą środków z dziedziny magii. Jest to "auto - zbawianie się". Tą właśnie alchemiczną mentalność łatwo zidentyfikować w graalowskiej literaturze. Wiąże się to z jeszcze jedną typowo gnostyczną myślą, którą wyczytać można i w graalowskich legendach. Według niej przyrodzona i racjonalna doskonałość styka się z początkiem rzeczy nadprzyrodzonych i zachowana jest między nimi ciągłość. To dzięki temu właśnie człowiek sam, bez działania łaski nadprzyrodzonej, może pokonać odległość od świata natury do świata nadprzyrodzonego.

Warto też zwrócić uwagę na specyficzne podejście do Kościoła. W tej "religijnej" literaturze nie pojawia się kwestia kleru parafialnego, biskupa czy kościoła diecezjalnego, napotykamy za to zagadkowych pustelników mniej lub bardziej oświeconych i kapłaństwo, które nie związane jest z instytucją Kościoła katolickiego i nie podlega władzy świętego Piotra, lecz miało zostać udzielone przez samego Chrystusa Józefowi z Arymetei; jako biskup występuje natomiast czasem Jezus. Opisywana jest swoista liturgia Graala, która nie ma wiele wspólnego z uznawaną przez Kościół, a obejmuje procesje religijne ze świętymi przedmiotami, ukazywanie przedmiotów męki pańskiej czy hostii niesionej przez święte Dziecię.

Nic dziwnego, że na przestrzeni wieków graalowskie tajemnice z pieczołowitością przechowywały liczne ezoteryczne sekty, masońskie loże, czy dziwne okultystyczne zakony (np. powstały w 1890 r. Katolicki Zakon Różokrzyża, Świątyni i Grala).

We współczesnych rozpowszechnianych opowieściach o Graalu, tajemnicze aluzje i niejasne interpretacje niemal całkowicie wypierają jego chrześcijańską interpretacje, w której Graal występuje jako cyborium i kielich wraz z paterą i włócznią, będąc symbolem wskazującym na moralną czystość, wiarę, miłość ofiarną i łaskę Bożą.

Wszystko wskazuje na to, że niezwykle piękna chrześcijańska dekoracja okrywa sytuację pełną niedomówień, która pozwala poprzez serię niemal nieuchwytnych „przejść" myślowych, usypiając po drodze naszą czujność, dojść od chrześcijaństwa do gnozy! Sam Graal jawi się zaś jako symbol, o który toczy się wojna między światem chrześcijańskim a pogańskim (antychrześcijańskim).

Zacytujmy na koniec wiele mówiące słowa Jerzego Prokopiuka: "Święty Graal, jak wiadomo, w średniowieczu opuścił świat ziemski. Ale - by przytoczyć informację ustną, jaką otrzymałem od polskiego inicjowanego, Roberta Waltera (1908-1980) - od połowy naszego wieku ponownie związał się z ziemią. Znaczy to, że misteria świętego Graala są ponownie dostępne człowiekowi. Droga do zamku świętego Graala stoi otworem...".

Pierwotnie artykuł ten został opublikowany w piśmie Cywilizacja nr 6/2003
RĘKOPIS VOYNICHA
Tajemnicze księgi Biblioteki Rzadkich Ksiąg i Rękopisów Uniwersytetu Yale w USA w dziale woluminów pod numerem MS 408 znajduje się najbardziej tajemnicza księga świata. Jest nią RĘKOPIS VOYNICHA. Nazwę swą zawdzięcza amerykańskiemu antykwaryście Wilfridowi M. Voynich'owi, który znalazł ją we Frascati niedaleko Rzymu w bibliotece jezuickiej. Jezuici nie wiedzieli co posiadają, więc sprzedali go Voynich'owi, a ten z kolei przesyłał kserokopię kilkunastu uczonym z różnych dziedzin; botanikom, paleografom, historykom, lingwistom, filologom.Oprawiony w cielęcą skórę manuskrypt i składający się ze 136 dwustronnie zapisanych kart, z których do chwili obecnej nienaruszonych przetrwało 120, okazał się jedną z najbardziej zagadkowych i tajemniczych ksiąg w historii ludzkości. Nie wiadomo, kto jest jej autorem i skąd się wziął ,a język którym jest napisany do dziś pozostaje nieznany. Jak to zwykle bywa z tajemnicami uczeni podzielili się na trzy grupy. Jedni uważają ów artefakt za manipulację i żart, inni za sekwencję przypadkowych symboli niemających żadnego znaczenia, są jednak i tacy, którzy manuskryptowi Voynicha przypisują rolę dokumentu zawierającego niezwykłą wiedzę z przeszłości i przyszłości.
Ponieważ były dobrze zachowane rysunki uczeni z początku myśleli, że sobie poradzą, jednak nie odszyfrowano ich znaczenia.
Można jednak pobieżnie prześledzić jej historię, bowiem w księdze znaleziono list pisany w 1665 r. przez Johannesa Marcusa Marci z Kronlandu,rektora uniwersytetu w Pradze a zarazem lekarza austriackiego cesarza, Rudolfa II. List był napisany do poligloty Athanasiusa Kirchera, jezuity, który próbował odszyfrować egipskie hieroglify .Marci darowywał manuskrypt jezuicie, wzmiankując, że należał on niegdyś do cesarza, który był przekonany, że autorem jest angielski zakonnik Roger Bacon (ok. 1214 - ok. 1294), a księga to magnum opus czyli suma nieznanych odkryć tego największego uczonego średniowiecza. Jednak o wcześniejszych losach manuskryptu niczego się nie dowiedział.Więc nawet data powstania manuskryptu jest tajemnicą.
Aleister Crowley - "Bestia"
Niezwykli ludzie . Kim jest Bestia? Sam siebie tak nazwał, uznał siebie za Bestię 666. Cyfra 666 oznacza złość potrójnie spotęgowaną : siedem (dobro) minus jeden= sześć (dobro uszkodzone). Kim była Bestia 666? oczywiście to Aleister Crowley, który uważany jest za Twórcę Thelemy. W rzeczywistości nazywał się Edward Alexander Crowley a dopiero później przyjął imię Aleister. Na dzieciństwo i uformowanie światopoglądu duży wpływ wywarła religia, Crowleyowie należeli bowiem do protestanckiej sekty Braci z Plymouth, załozonej w połowie połowie lat dwudziestych XIX wieku. Owa sekta nie uznawała hierarchii kościoła i nawoływała do reformacji kościoła chrzesścijańskiego w duchu pierwszych ich wyznawców, oraz oczekiwała powtórnego przyjścia chrystusa rozsiewając wizję apokaliptycznego końca świata. Aleister był z natury żywym i pokornym dzieckiem, ale z wiekiem coraz trudniej znosił ciężką dyscyplinę w domu i z czasem zaczął się buntować. Z dnia na dzień stał się nieznośny i złośliwy,a matka w przypływie złości nazwała go Antychrystem. Ponieważ Apokalipsa św. Jana byłą jego ulubioną lekturą, przezwisko jakie nadała mu matka bardzo mu się spodobało. Gdy miał 8 lat zmarł mu ojciec i był zmuszony wraz z matką przenieść się do wuja, który był człowiekiem pozbawionym jakichkolwiek zasad moralnych.W czasie studiów Crowley zaczął pisywać poezję oraz studiował wiedzę tajemną. Chciałam jeszcze dodać, że Crowley wspinał się na największe góry świata takie jak K2 czy Kanczendzungę.
Pierwszym jego nauczycielem w sprawach magii był Allan Bennet. Ponieważ Bennet cierpiał na astmę, jako lek przyjmował heroinę. W krótkim czasie w ślad nauczyciela poszedł Crowley, który uzależnił się od owego narkotyku. Za pośrednictwem swojego nauczyciela szukał kontaktu z innymi mistrzami i w końcu trafił do Złotego Brzasku. Po inicjacji przyjął imię Perdurabo (łac. Wytrwam). Ponieważ mistrz zauważył, ze Crowley może być niebezpieczny, nie wprowadzono go w kolejne stopnie wtajemniczenia, co doprowadziło do konfliktu wewnątrz grupy i usunięcia Bestii. Wtedy Crowley założył nowy zakon pod nazwą Srebrna Gwiazda ciągle w tym czasie ucząc się i podróżując. Był w Indiach, Meksyku, Egipcie, i na Hawajach. Dogłębnie przestudiował techniki jogi tantrycznej, które opracował i przystosował do wymogów świata zachodniego, chińską księgę I Ching , Tarot, rytuały magii ceremonialnej.Przełomem w jego nauce i karierze okazała się podróż do Kairu z jego nowopoślubioną żoną, która okazała się bardzo dobrym medium i która zaczęła otrzymywać przekazy z astralu. Ich nadawcą był byt o imieniu Aiwass a przekaz był kierowany do Crowleya. To co przekazał Aiwess zostało spisane i tak powstała Księga Prawa , najbardziej znane dzieło Bestii 666.
Po napisaniu Księgi Prawa, Crowley obwołał samego siebie "Logosem nowej ery" i zaczął zgromadzać wokół siebie duże rzesze uczniów i zaczął praktykowanie "wolności trzeciego eonu". Niestety, dla wielu owych adeptów zakończyło się chorobą psychiczną a nawet samobójstwem. Nie każdy mógł znieść nie kończące się orgie seksualne, przymujące coraz bardziej wyuzdane formy. Uczestniczenie w tego typu spotkaniach niestety było obowiązkowe, bowiem droga do wolności i komunii z Wszechświatem wiodła, zdaniem Crowleya, poprzez rytuały magii seksualnej. W 1920 r Crowley był głównym bohaterem prasy brukowej w Europie. Dziennikarze z wielką gorliwością opisywali ekscesy jakich dopuszczał się Crowley .Pisano, że w Opactwie Thelemy w Cefalu,- Leah Hirsing, utażsamiająca się z Wielką Nierządnicą z Apokalipsy- dopuszcza się zoofilii. Rolling Eyes Pisano oczywiście tez o tym, że sam Crowley uprawiał seks z mężczyznami i kobietami. W końcu jeden z uczestników "diabelskich misteriów " zmarł w tajemniczych okolicznościach i to dopełniło wściekłości Benito Mussoliniego , który wreszcie wydalił z Włoszech Crowleya. Był to wielki cios dla Bestii. W sześć lat później w podobnych okolicznościach został on wypędzony z Francji. Ostatnie lata życia spędził w Anglii, zmagając się z nałogami i ubóstwem. Gdyby nie przyjaciele , którzy wspomagali go finansowo, nie mógłby sobie pozwolić na dzienną dawkę heroiny, bez której już nie potrafił normalnie funkcjonować. Dzięki temu pracował i na trzy lata przed śmiercią wydał własną interpretację Tarota, zatytułowaną The Book of Thoth. Interesował się także reinkarnacją i owe rozmyślania doprowadziły go do przekonania, że w poprzednim życiu był miedzy innymi : hrabią Cagliostro oraz Edwardem Kalleyem.
Zmarł osamotniony 1 grudnia 1947 r przeklinając podobno przed śmiercią lekarz, który odmówił mu podania narkotyku, a ów medyk zmarł po nim w nie całe 24h.
Współcześni okultyści doceniają wkład Crowleya w rozwój ezoteryki jednak zaznaczają, ze jego filozofię trudno akceptować w całość i i brać wszystko dosłownie. Wejście na drogę, którą podążał Crowley, to według niektórych "igranie z ogniem", który łatwo może śmiałka pochłonąć.

Jelena Pietrowna Bławatska
Niezwykli ludzie Jelena Pietrowna Bławatska była pochodzenia rosyjskiego. Założycielka teozofii , była także medium i okultystką.We wrześniu 1875 założyła Towarzystwo Teozoficzne które działa do chwili obecnej.

"Oprócz nawiązywania kontaktu z duchami i przywoływania zjaw Bławatska potrafiła również lewitować, materializować przedmioty oraz przesuwać je samą tylko siłą woli. Kolejnymi jej zdolnościami były też telepatia oraz jasnowidzenie. Co ciekawe, jej przepowiednie często się spełniały.

Życie Heleny Bławatskiej było fascynującą przygodą pełną podróży, zgłębiania tajemnych nauk i badania zjawisk, których nikt nie potrafił wyjaśnić. Sama kobieta posiadała podobno wiele niezwykłych umiejętności, jednak chętniej poddawała je analizie, niż decydowała się na ich demonstrowanie. Pozostawiła po sobie proroctwa, książki i wiele niewiadomych.

Burzliwe początki

Helena Pietrowna Bławatska przyszła na świat 12 sierpnia 1831 roku Jekatierinosławiu (obecnie Dniepropietrowsk na Ukrainie). Początkowo mieszkała z rodzicami, jednak po śmierci matki ojciec wysłał ją do domu dziadków, by nie spędzała dzieciństwa w bazie wojskowej.

Tuż przed siedemnastymi urodzinami w jej życiu doszło do pierwszego wielkiego przełomu - została zmuszona do małżeństwa z czterdziestoletnim mężczyzną, z którym nie łączyło Heleny żadne ciepłe uczucie. W efekcie dziewczyna szybko, bo już po trzech miesiącach, postanowiła się zbuntować i uciekła od męża. Kobieta wsiadła na konia, pognała nim do Tblisi i wsiadła na statek do Stambułu. Od tego momentu jej życie polegało na ciągłych podróżach, o których wiele kobiet żyjących w czasach Bławatskiej mogło tylko marzyć. Podobno przez dwa lata mieszkała w Tybecie, gdzie pobierała nauki od tamtejszych mnichów, po czym odwiedziła Indie, Egipt, Amerykę Południową, Francję i inne miejsca rozsiane po całym świecie. Do kraju wróciła mając 27 lat. Wtedy też rozpoczęła swoją przygodę z ezoteryką i okultyzmem.

W tym czasie też, jak twierdzą niektórzy, zaszła w ciążę i urodziła zdeformowanego synka, Yurija, którego nie odstępowała nawet na krok. W wieku pięciu lat chłopiec zmarł. Sama Bławatska wypierała się dziecka twierdząc, że nie jest jej, ale bardzo je kocha. Kobieta utrzymywała, że do końca życia pozostała dziewicą.

Kobieta paranormalnych talentów

Po powrocie z zagranicznych wojaży Bławatska odkryła w sobie niezwykłe zdolności i postanowiła uczynić z nich swój sposób na życie. Dlatego też zaczęła organizować w domu swojego dziadka seanse spirytystyczne, które cieszyły się dużą popularnością, zwłaszcza wśród rosyjskiej elity intelektualnej.

Był to złoty okres dla spirytystów i zjawisk paranormalnych, kiedy spotkania przy stole i kontakty z zaświatami były powszechne i traktowane jako coś niemal normalnego. Tak samo zresztą sprawa wyglądała również w Polsce, gdzie stałym bywalcem seansów spirytystycznych był np. noblista, Władysław Reymont.

Wracając jednak do Bławatskiej, kobieta wsławiła się wyjątkowo szerokim wachlarzem niezwykłych umiejętności. Do rangi legendy urosły seanse z jej udziałem, podczas których przybysze z zaświatów nie tylko komunikowali się z uczestnikami spotkania, ale i potrafili pojawić się w pomieszczeniu w całkiem materialnej postaci. Oprócz nawiązywania kontaktu z duchami i przywoływania zjaw Bławatska potrafiła również lewitować, materializować przedmioty oraz przesuwać je samą tylko siłą woli. Kolejnymi jej zdolnościami były też telepatia oraz jasnowidzenie.

Proroctwa Heleny Bławatskiej

Bławatska twierdziła, że jej przepowiednie pochodzą od duchowych przewodników, których nazywała "mahatmami". Podobno byli oni niewidzialnymi mędrcami rządzącymi światem, a podawane przez nich informacje miały na celu oświecenie ludzkości.

Wśród zachowanych do dnia dzisiejszego proroctw Heleny Bławatskiej znalazło się wiele informacji na temat mitycznej Atlantydy, która ma wynurzyć się ponownie oraz innej zatopionej wyspy - Lemurii. Co ciekawe, wiele spośród przepowiedni Bławatskiej dotyczących kwestii geograficznych sprawdziło się.

W swojej słynnej książce, "Nauka tajemna" Bławatska zawarła wizję dotyczącą katastrof na skalę światową: "Anglia znajduje się w przededniu takiej lub innej katastrofy. Francja zbliża się do takiego punktu na swojej drodze, a Europa w ogólności zagrożona jest kataklizmem, a raczej znajduje się w przededniu tegoż. W miejsce Atlantydy, cała Anglia i części północnozachodniego wybrzeża Europy zapadną się do morza. W przeciwieństwie do nich zatopiony region Azorów, Wyspa Posejdona, ponownie wzniesie się nad morze".

Na tym nie kończą się rozważania kobiety na temat przyszłości świata, choć kolejny fragment nie jest aż tak ponury: "Jesteśmy u kresu obecnego, liczącego 5000 lat Ariańskiego Kali Yuga albo ciemnego wieku. Po nim nastąpi wiek światła. Już teraz, na naszych oczach, trwa wprowadzanie do formowania się nowej rasy lub ras, i to w Ameryce transformacja będzie miała miejsce, i już się po cichu rozpoczęła. Umysłowość tej rasy będzie odmienna i przesunie się ona ku bardziej doskonałej duchowej egzystencji". (Oba fragmenty pochodzą z książki Sylvii Browne - "2012. Dni ostatnie według proroków i wielkich religii świata", Wydawnictwo Fontanna)

Teozofia i oszustwa

Gdy okultyzm i seanse spirytystyczne przestały być w Rosji popularne i dochodowe, Helena Bławatska została zmuszona do szukania innego sposobu na życie. W końcu wyjechała do Stanów Zjednoczonych, gdzie wiara w duchy i próby nawiązywania kontaktu z duchami dalej były chętnie praktykowane. Szybko jednak kobieta przeszła od seansów do rzeczy znacznie poważniejszych - założyła bowiem Towarzystwo Teozoficzne, które w późniejszych latach przeobraziło się w międzynarodowa organizację. Jego powstanie przyczyniło się jednak do zakwestionowania paranormalnych zdolności Heleny Bławatskiej. Głęboka rysa na wizerunku mistyczki pojawiła się bowiem w chwili, gdy jej niezwykłe zdolności wziął na celownik Richard Hudgson z konkurencyjnej organizacji - Stowarzyszenia Badań Psychicznych. Odrył on podobno, że listy pisane rzekomo przez duchy wychodziły w rzeczywistości spod pióra kobiety, a karteczki materializujące się samoistnie w trakcie seansów wyskakują po prostu ze zmyślnie opracowanej machiny.

Wątpliwości co do faktycznych uzdolnień Heleny Bławatskiej nie przekreśliły jednak jej dorobku i znaczenia dla ezoteryki i okultyzmu. To właśnie ją uważa się za matkę ruchu New Age, a jej nazwisko do dziś wspomina się z zaciekawieniem, nie zaś z cynicznym uśmiechem. Jej przepowiednie z kolei nadal czekają na to, by się wypełnić."
http://strefatajemnic.onet.pl/przepowiednie/co-przewidziala-blawatska,2,5086114,artykul.html
Strona 2 z 3 < 1 2 3 >
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
 
Ankieta
Czy wierzysz w duchy?

Nie, nie mogą wrócić i straszyć

Wierzę, że mogą straszyć

Nie ma duszy więc nie ma duchów

Nie interesuję mnie to

Jestem ateistą, nie wierzę w świat duchowy

Musisz się zalogować, żeby móc głosować w tej Ankiecie.
 
facebook
 
Copyright © 2006


Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie