Portal o zjawiskach nieznanych i niezbadanych
Strona Główna Artykuły Download Forum Linki Kategorie Newsów Wrzesień 25 2017 11:32:29
Nawigacja
Strona Główna
Artykuły
Download
FAQ
Forum
Linki
Kategorie Newsów
Kontakt
Galeria
Szukaj
 
Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 65
Najnowszy Użytkownik: ScottyCus
 
tik-tak
 
Mapa pogody
.
 
mapa
 
kolor
 
kolor1
 
kolor2
 
 Witamy
Klątwa czy przypadek
Zagadki ludzkości Przeklęte diamenty, przeklęte obrazy czy obdarzone niszczycielską mocą samochody.
To klątwa, czy może tylko przypadek?

Paranormalne i dziwne zdarzenia są bardzo nagłośniane.
Dlaczego?
Bo ludzie lubią sensacyjne i dziwne opowieści.
Nieważne, czy są prawdziwe, czy może to tylko legenda, najważniejsze, że opowieść trzyma w napięciu i dowodzi, że w całej historii maczało swoje łapy coś nie z tego świata.

Diament Hope jest słynny na cały świat. Przynosił nieszczęscie każdemu, kto go posiadał. Świadomość, że posiada się coś, co przynosić może nieszczęscie, samo w sobie jest nieszczęsciem. Traci się wtedy wiarę w siebie, w swoją wolę i swoją moc kierowania losem.

Znamy legendę o autach, które sprowadzały na swoich włascicieli nieszczęscie.
Jednym z nich był pojazd, w którym zastrzelono w Sarajewie Arcyksięcia i jego żonę. To zdarzenie zapoczatkowało I Wojnę Światową.
Drugim słynnym pojazdem było Porsche należące do James'a Dean'a - aktora, który właśnie w bardzo młodym wieku stracił życie w tym pojeździe.
Każdego, kolejnego właściciela spotykał bardzo smutny los.
Do przedmiotów przeklętych i przynoszących nieszczęscia można zaliczyć obrazy, na szczęscie jest ich bardzo mało za to sprowadziły one serię głośnych, niewytłumaczalnych zjawisk. Jednym z takich obrazów jest Płaczący chłopiec.
W latach osiemdziesiątych w Wielkiej Brytanii masowo zaczęto produkować kopie różnych słynnych obrazów w tym także obraz Płaczącego chłopca. Obraz zapłakanego chłopca o smutnej buzi cieszył się szczególnie dużym powodzeniem. I nic ciekawego może by się nie działo w związku z tym , ale dziennik "Sun" swoim artykułem wywołał prawdziwą burzę, bo oskarżał on reprodukcję owego obrazu o paranormalne wywoływanie pożarów. Oczywiście artykuł wywołał lawinę ironicznych komentarzy, a prześmiewcy na ten temat snuli różne komiczne teorie. Jednak po pewnym czasie nawet najwięksi sceptycy umilkli i obserwowali rozwój wydarzeń. Okazało się, że w domach gdzie wybuchały pożary był zawieszony na ścianie obraz Płaczącego chłopca, który w płomienich w jakiś niezwykły sposób nie uległ zniszczeniu. Spłonęło w domach wszystko ,oprócz owego obrazu. Zaczęły napływać do redakcji gazety listy podające adresy domów, które zostały zniszczone w płomieniach, a własciciele posiadali przeklętą reprodukcję obrazu.
W każdym przypadku scenariusz był ten sam : wybuchał nagle pożar, spłonął dom czy mieszkanie, zniszczone zostało wszystko ....oprócz obrazu. Tysiące ludzi wyrzuciło w wielkim popłochu kopie obrazu z Płaczącym chłopcem paląc w ogniskach. Niesamowite? Dziwne? Faktycznie.
Drugim przekletym obrazem jest "Hands Resist Him" , ktory powstał w 1972 roku w pracowni Billa Stonehama. Przedstawia on artystę, jako 5-cioletniego chłopca prowadzonego przez lalkę na obchód po jego minionych życiach.

Artysta nie wie jak to się stało że obraz zyskał miano przeklętego, ale ludzie, którzy zetknęli się z tym obrazem mieli bardzo dziwne przeżycia i byli przekonani, ze jest przeklety. Założyciel galerii, w której "Hands resist him" był wystawiany, zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach, z życiem pożegnał się rownież człowiek, który jako pierwszy opisał obraz w jednym z katalogów. Ludzie, ktorzy zetknęli się z obrazem mieli zawroty głowy, niektórzy mdleli. Wielu z nich widziało postacie z obrazu pojawiajace się w ich mieszkaniach, mieli omamy i halucynacje zwiazane z tym obrazem. Dzieci zaczynały płakać gdy patrzyły na obraz a niektóre z nich były tak przerażone, że wogóle na niego patrzeć nie chciały.
Obraz "Hands resist him" zostal wreszcie sprzedany w 2000 roku na aukcjach Ebay za sumę 1,025.00 dolarów.

Czy to klątwa przedmiotów, czy to tylko przypadek, który w naturalny sposób zaczął działać na wyobraźnię następnych włascicieli na których działała magia złej sławy owych przedmiot.
Ludzie, którzy wierzą w istnienie złych mocy twierdzą, że to dzieło samego szatana, który "naznaczył" owe przedmioty,ale dla racjonalistów to jest tylko przypadek.
FAKTY I MITY W BIBLII
Ciekawostki Wiele wydarzeń opisywanych w Biblii to fakty potwierdzone przez naukę

Krytycy Biblii twierdzą, że jest ona zbiorem podań i legend nie mających wiele wspólnego z rzeczywistością. Jej fanatyczni wielbiciele wierzą bez zastrzeżeń w każde zapisane w niej słowo. A może prawda leży pośrodku? Może wiele cudownych z pozoru historii zapisanych w Starym Testamencie należy rozumieć inaczej, nie zaprzeczając jednocześnie ich istnieniu...
Zapewne osoba Noego pozostałaby w sferze wierzeń, gdyby nauka nie udowodniła ponad wszelką wątpliwość, że ludzkość rzeczywiście przeżyła kataklizm potopu.
Badania archeologiczne na terenie legendarnego sumeryjskiego miasta Ur, założonego dwadzieścia trzy stulecia przed naszą erą, rozpoczęli na przełomie XIX i XX wieku Anglicy. To oni potwierdzili istnienie władców wymienionych w Księdze Daniela. Największy sukces odniósł młody, błyskotliwy i niezwykle skrupulatny Leonard Woolley, który odnalazł m.in. bajkowy skarb z grobowców królewskich (można go podziwiać w British Museum i w mauzoleum archeologicznym w Bagdadzie). W 1922 roku Woolley wysłał do Londynu zaskakujący telegram: "Odnalazłem ślady potopu".
Nie były to bynajmniej czcze przechwałki żądnego sławy młodzika. Do Ur popędziły tłumy archeologów, geologów, biologów, chemików i fizyków. Wszyscy oni rzucili się na wykopaliska, ze szczególnym zainteresowaniem przyglądając się skamielinom wodnych żyjątek ilastych. W tym różnojęzycznym zbiorowisku uczonych głów nie było rozbieżności: potop rzeczywiście miał miejsce, zniszczył dawną cywilizację, grzebiąc ją pod dziesiątkami metrów mułu, po czym, jak oznajmiła to Biblia, narodził się nowy świat, a rasa ludzka odrodziła się w Kisz, czyli na terenach obecnej Armenii, gdzie na górze Ararat osiadła Arka.
Kolejny telegram Wolleya, wysłany w dwa miesiące po pierwszej rewelacji, brzmiał: "Szesnaście stóp od warstwy cegieł, których pochodzenie możemy ocenić na około 2700 lat p.n.e., dotarliśmy do ruin Ur sprzed potopu".
Zawrzało, i to nie tylko w środowisku uczonych. Biblia mówiła prawdę. Znalezione przez Wolleya przedmioty stanowiły dowód.
Kontynuatorzy pracy angielskiego badacza odnaleźli ślady pięciu "przedpotopowych" miast wymienianych w Biblii. Jednym z nich było miasto babilońskiego boga mądrości Eridu, zniszczone przez Elamitów pod koniec trzeciego tysiąclecia p.n.e. i wyludnione, kiedy w drugim tysiącleciu nastąpiła zmiana kierunku płynięcia wód Eufratu (to jedna z odsłon dramatu pt. potop). Drugie to Bada Tibira, trzecim był Larak, czwartym - Sippar. Piątym wielkim miastem, którego pozostałości zostały odkopane przez archeologów, był Szuruppak. Znaleziono tam tabliczki, które podają, że 2500 lat p.n.e. w Szuruppak mieściła się pierwsza w historii ludzkości szkoła skrybów, czyli ówczesnych sekretarzy.
"Dawno, dawno temu - czytamy w epilogu arcyciekawej książki Maurice i Pulette Deribere pt. "Światowa historia potopu" - nastąpił Potop, o którym doniosły nam stare podania sumeryjskie i babilońskie, a z którego Biblia uczyniła dogmatyczny fundament. (...) Wydarzyły się też inne podobne kataklizmy - albo na nizinnym obszarze Mezopotamii, albo w innych miejscach Azji i całego świata. Każda z mitologii tych krajów zachowała pamięć o nich i uwieczniła płynące z nich nauki; każda religia przejęła ich podstawowe elementy. Potop, a nawet potopy, wyryły w ludzkich umysłach myśli o zbawieniu oraz głęboki szacunek dla sił przyrody".

Prawdziwa wieża Babel
Dawno temu ludzie mówili jednym językiem. Pewnego razu postanowili zbudować wieżę tak wysoką, aby sięgała nieba. Bogowi nie spodobał się ten pomysł, więc pomieszał budowniczym języki, by przestali się rozumieć i przerwali bezbożne dzieło.
Badacze przez wiele wieków uważali, że zarówno wieża, jak i historia o pomieszaniu języków były jedynie mitem, alegoryczną przypowieścią o tym, jak niezgoda może doprowadzić do klęski. Jednak archeolodzy odnaleźli ruiny budowanej przez babilońskiego króla Nimroda - i nigdy nie ukończonej - wielkiej świątyni (zikkuratu) - Etemenanki. Naturalnie, nigdy nie stałaby się tak wysoka, by sięgnąć nieba, ale może nie o to dokładnie chodziło? W Biblii jest napisane, że celem budowy było nawiązanie łączności z bogiem, ze światem duchowym. Znany badacz starożytności, Zecharia Stitchin, twierdzi, że zikkuraty, a także tak bardzo do nich podobne piramidy w Ameryce Południowej, były w pewnym sensie odbiornikami radiowymi służącymi do nawiązywania łączności z "bogami z kosmosu", czyli z astronautami z innych cywilizacji. Teoria ta, choć bardzo kontrowersyjna, ma wielu zwolenników, którzy zwracają uwagę na fakt, że słowo babel w językach semickich brzmiało ba bel i znaczyło "brama do boga".
No dobrze - wieża Babel istniała naprawdę. Nieważne, w jakim celu ją budowano: by była świątynią dumania, medytacji czy stacją nadawczo-odbiorczą. Ale co z tym pomieszaniem języków?
John Otler, profesor lingwistyki na uniwersytecie w Nowym Meksyku, napisał w swej książce "Language and Experience": "Na świecie jest jakieś pięć tysięcy języków oraz 50-60 ras. Możemy prześledzić najlepiej znane języki z rodziny indoeuropejskiej, sięgając do roku 3000 p.n.e., w przybliżeniu do czasów wieży Babel. Dalej nie da rady." Naukowcy, m.in. brytyjski archeolog Colin Renfrew, dr John Otler czy dr Richard Bliss, udowodnili, że 3000 lat temu ludzie zamieszkujący Mezopotamię mówili jednym językiem, tzw. protojęzykiem, z którego powstała rodzina języków indoeuropejskich (polski też do niej należy, ale chiński czy węgierski już nie).
Oczywiście, nie oznacza to, że Bóg, zezłościwszy się na bezczelność ludzi, pomieszał im języki. Oznacza to, że po potopie na terenie Sumeru i Babilonu żyło plemię ludzi mówiących jednym językiem (może byli to potomkowie Noego?). Po jakimś czasie, gdy się rozmnożyli, przestali się mieścić na ograniczonym terenie i zaczęli migrować. Naturalnie, z biegiem czasu język musiał się zróżnicować. Gdyby ktoś zaczął do nas mówić językiem Polan - plemienia z początków naszej państwowości - nic byśmy nie zrozumieli. Być może właśnie o tym mówi legenda o wieży Babel, przekazywana z pokolenia na pokolenie w formie ustnej opowieści (w oryginalnej historii to sumeryjski bóg mądrości Enki pomieszał ludziom języki), która jak w znanej grze w "głuchy telefon" zmienia pierwotną informację w prawdziwego dziwoląga...
Prorok-historyk
Daniel, autor jednej z biblijnych ksiąg, który przekonywał babilońskiego króla Nabuchodonozora i jego wnuka Baltazara o mocy Jahwe, był postacią historyczną. Ferdinand Hitzig, amerykański biblista niemieckiego pochodzenia, nie ma wątpliwości, że pochodził on z zamożnego oraz wpływowego żydowskiego rodu i że po podbiciu Jerozolimy przez Babilon został przeznaczony do służby w najbliższym otoczeniu władcy. Świadczy o tym zarówno znajomość realiów, jak i język, którym posługuje się prorok. Sceptycy mieli jednak wątpliwości, ponieważ w żadnych przekazach, poza Biblią, nie pojawiało się imię następcy Nabuchodonozora - Baltazara. Jednak w 1854 roku pośród ruin starożytnego miasta Ur, na terenie leżącym dziś w południowej części Iraku, odnaleziono niewielkie gliniane cylindry pokryte pismem klinowym. Dokumenty te, sporządzone przez syna Nabuchodonozora, Nabonida, zawierają modlitwę w intencji najstarszego wnuka Nabuchodonozora, Baltazara. Nawet ci, którzy uważali tę postać za wytwór wyobraźni Daniela, musieli przyznać, że istniała naprawdę. Widoczna u Daniela drobiazgowa znajomość starożytnego Babilonu jest dowodem autentyczności jego relacji. Daniel wspomina o ogromnej pysze króla Nabuchodonozora, który pragnął uwiecznić swe imię, wznosząc monumentalne budowle. Współcześni archeolodzy potwierdzili, że faktycznie należy mu przypisać wiele przedsięwzięć budowlanych w ówczesnym Babilonie. Odnaleziono nawet cegły, na których budowniczowie wypalali imię króla. Gdyby, jak twierdzą krytycy Księgi Daniela, prorok był oszustem żyjącym w czasach machabejskich, czyli cztery wieki po Nabuchodonozorze, nie miałby takiej wiedzy o dawnym Babilonie, gdyż od odkryć archeologicznych dzieliły go setki lat, a Babilon na długo przed nastaniem Machabeuszy został doszczętnie zniszczony przez Persów. Tymczasem przejmujący opis uczty u Baltazara, tej samej, podczas której na pałacowej ścianie pojawił się złowieszczy napis: "Mane, Tekel, Fares" (policzone, zważone, rozdzielone), jest zgodny z wizerunkami na płaskorzeźbach przedstawiających podobne uczty. Jak widać po tych kilku jedynie przykładach, nie można wszystkiego, co jest napisane w Starym Testamencie, traktować dosłownie, ale nie można też tych historii wrzucać do worka z bajkami. Biblia jest kroniką historyczną narodu żydowskiego. Jej twórcy zapisali wydarzenia tak, jak je rozumieli, a teraz naukowcy starają się oddzielić fantazję od rzeczywistości, by lepiej poznać korzenie ludzkości.
10 PLAG EGIPSKICH
Plagi, jakie spadły na Egipt, gdy - jak można przeczytać w Starym Testamencie - faraon odmówił prośbie Aarona, by pozwolił Żydom odejść, były skutkiem jednego z największych wybuchów wulkanów w starożytności - twierdzi geolog George Bennet.
Wulkan wybuchł na Therze - małej wyspie u wybrzeży Grecji. Dokładnie w tym czasie, według Biblii, miało miejsce wyjście Żydów z Egiptu. Wybuch był tak potężny, że nie tylko zniszczył cywilizację Thery (spod grubej warstwy pyłu wulkanicznego odkopano wspaniałe miasto o brukowanyh ulicach, ze świątyniami, tarasami, wodną kanalizacją, łazienkami, ubikacjami) - która, jak niektórzy wierzą, była wzorem dla opowieści Platona o Atlantydzie - ale także odbił się echem na całej Ziemi.
Grzmot wybuchu ogłuszył wszystkich w promieniu 500 kilometrów, a potem fala dźwiękowa 16 razy otoczyła Ziemię. W powietrzu i w morzu znalazło się 200 tys. metrów sześciennych skał. Tysiące ton pyłu wyrzuconego w atmosferę na wiele dni zasłoniły słońce (nawet chińskie kroniki wspominają o niezwykłym ochłodzeniu klimatu w lipcu i o ciemnościach). Pył, który opadł, zakwasił rzeki i zmienił ich kolor na krwisty, zniszczył zasiewy; sprawił, że jedne zwierzęta ginęły, inne się pleniły ponad miarę - zwłaszcza muchy i komary (plaga trzecia i czwarta), które roznosiły choroby, np. ospę ("Pył będzie się unosił nad całym krajem egipskim i sprawi u człowieka i bydła wrzody i pryszcze" - plaga szósta).
Uciekającym z Egiptu pobratymcom Mojżesza w dzień towarzyszył słup dymu, a w nocy słup ognia - być może ma to związek z wybuchem wulkanu na Therze.


Straszliwe kataklizmy wywoływane przez siły natury dawniej były traktowane przez ludzi jak gniew bogów. Opowieści przekazywane ustnie z pokolenia na pokolenie ubarwiano, dopowiadano kolejne rozdziały tragedii. Czytając w Biblii o zniszczeniu dwóch grzesznych miast, Sodomy i Gomory, widzimy w wyobraźni rozgniewanego Boga, który zrzuca na miasta ogień i siarkę. Niektórzy miłośnicy astroarcheologii, widzący w każdej niezwykłej historii rękę kosmitów, twierdzą, że na miasta zrzucono bomby atomowe. Jednakże bardziej trzeźwo patrzący na życie naukowcy mówią: po co bomby? Wystarczyło potężne trzęsienie ziemi, które zapaliło gazy z pokładów ropy naftowej, obficie tam występującej, i nieszczęście gotowe!
A co z żoną Lota, tą, która zamieniła się w słup soli? Sodoma i Gomora, czyli, jak twierdzą archeolodzy i antropolodzy, Bab edh-Dra i Numeira, leżały na równinie blisko Morza Martwego (zwanego tak, dlatego że stopień zasolenia wód wyklucza istnienie w nim życia). Wokół znajdowały się wielkie kopalnie soli, wręcz całe łańcuchy gór zbudowanych z soli. Wysoka temperatura ognia żywiącego się ropą oraz trzęsienie ziemi sprawiły, że wszędzie rozlały się jeziora płynnej soli. Kto w nie wpadł, zamieniał się w solny posąg. Może żona Lota (lub mnóstwo uciekających z miasta ludzi) była nieostrożna i wpadła do takiego jeziora, co zostało odnotowane w formie przypowieści...
http://www.gwiazdy.com.pl/component/content/article/4137-mity-udowodnione?start=1
Kiedy narodził się Chrystus?
Ciekawostki "dziś wiemy już na pewno, że gdy ustalano daty od narodzin Chrystusa pomylono się o 3 lata wstecz".Choć to zabrzmi jak paradoks, tak naprawdę Chrystus urodził się z całą pewnością wcześniej niż to przyjmujemy w naszych obliczeniach.

Dlaczego tak się stało? Cały ten problem wynika z pomyłki, jaka zaistniała przy obliczaniu daty narodzenia Jezusa. Ale dlaczego trzeba było obliczać datę narodzenia Chrystusa? Przecież mamy ją zapisaną w Ewangelii. Rzeczywiście św. Łukasz zanotował: W owym czasie wyszło rozporządzenie cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie. Pierwszy ten spis odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz [Łk 2,1-2]. Wiemy poza tym, że królem Palestyny był wówczas Herod zwany Wielkim. To pozwala na pewne kalkulacje. Otóż cezar August panował od 30 roku przed do 14 po Chrystusie. Kwiryniusz był namiestnikiem Syrii od 12 do przełomu 9 i 8 roku przed Chrystusem. Rzeczywiście przeprowadzał on spis ludności, przy czym nie zdołał go dokończyć przed swym odejściem z urzędu namiestnika Syrii i skończył ów spis jego następca Senecjusz, który rządził od przełomu 9 i 8 do 6 roku przed Chrystusem. I jeszcze Herod Wielki, który zmarł na początku kwietnia 4 roku przed Chrystusem. Wiemy również z Ewangelii, że Herod ten dokonał rzezi dzieci w Betlejem mniej więcej w dwa lata po narodzeniu Jezusa. Po uwzględnieniu tych wszystkich danych otrzymujemy datę około roku 7 na narodzenie Jezusa.

Dodatkowo datę taką potwierdzają zachowane do dziś wspomnienia astronomów z tamtego czasu, którzy opisali zjawisko astronomiczne polegające na pokryciu się Jowisza i Saturna, co mogło być Gwiazdą Betlejemską. Wszystkie te wywody nie dają absolutnej pewności. Jednakże obecnie za taką tezą opowiada się większość znawców tematu.



Jeden z papieży, Jan I (523 - 526), polecił swojemu sekretarzowi Dionizemu dokładnie sprawdzić, w którym roku urodził się Pan Jezus. Tenże Dionizy zwany Małym, który pochodził ze Scytii (dzisiejsza Rumunia) ustalił, że Pan Jezus urodził się w roku 754 od założenia Rzymu. Jednak w swych obliczeniach się pomylił. Pomyłki tej nie wychwycono. Datę podaną przez Dionizego przyjęto. Co więcej, papież nakazał, aby zaprzestano obliczania lat od założenia Rzymu, jak czyniono do tej pory, a zaczęto liczyć czas od daty narodzenia Jezusa ustalonej przez Dionizego. I tak już zostało. Gdy pomyłka wyszła na jaw, nie było sensu korygować, powstałby z tego tylko ogromny zamęt.

JEZUS NIE URODZIŁ SIĘ W GRUDNIU!

To twierdzenie jest na pewno szokujące, ale prawdziwe. Czy to jednak możliwe, aby miliony szczerych ludzi świętujących narodziny Chrystusa 25 grudnia było w błędzie?

Zwróć uwagę na jasne stwierdzenie znajdujące się w Twojej Biblii: w dniu narodzin Chrystusa "przebywali w polu pasterze i trzymali straż nocną nad swoją trzodą" (Łukasz 2,8).

Musimy pamiętać o tym, że w Izraelu od początku listopada do początku marca panuje "zima". Jest to pora deszczowa, która charakteryzuje się chłodem i opadami deszczu. "Bo oto minęła już zima, deszcz ustał i przeszedł" (Pnp 2,11).

Pasterze wtedy nie mogli przebywać na polach pilnując bydła gdyż było za zimno. Tym bardziej nie mogli tego robić nocą, gdyż temperatura spada wówczas jeszcze niżej. Czy możemy to udowodnić? Oczywiście! Otwórzmy księgę Ezdrasza rozdział 10,9.13:

"I w ciągu owych trzech dni zebrali się wszyscy mężczyźni z Judy i Beniamina w Jerozolimie dwudziestego dnia miesiąca - był to miesiąc dziewiąty; i cały lud rozsiadł się na dziedzińcu domu Bożego, drżąc z powodu sprawy i deszczów" (10,9).

Kiedy wypadał dziewiąty miesiąc? Oto przypis z BT do tego tekstu:

"Czyli Kislew = listopad/grudzień".

A więc miało to miejsce mniej więcej wtedy kiedy miał się narodzić Chrystus. Lud drżał z powodu deszczów gdyż było chłodno. Czy pasterze mogli wtedy przebywać nocą na polu? Przeczytajmy teraz wiersz 13:

"Ale lud jest liczny a pora deszczowa, tak że nie można pozostać na dworze; a sprawa ta - nie na dzień jeden ani dwa, gdyż wielu z nas w tej sprawie zawiniło".

Jak więc widać nie można było wówczas przebywać na dworze z powodu zimna nie mówiąc już o nocowaniu. Być może ktoś powie, że w Betlejem mogło być o tej porze cieplej. Jednak opisane powyżej wydarzenie miało miejsce w Jerozolimie, a Betlejem leży tylko 8 kilometrów od Jerozolimy. Sama więc Biblia wskazuje, że narodzenie Chrystusa nie mogło mieć miejsca w grudniu.

Oto co na ten temat pisze Werner Keller:

"W okresie świąt Bożego Narodzenia panuje w Betlejem mróz i przy temperaturze poniżej zera nie było pewnie w Ziemi Świętej bydła na pastwiskach. Fakt ten potwierdza również zawarta w Talmudzie notatka, według której w tej okolicy w marcu wypędza się bydło na pastwiska, a z początkiem listopada znów się je spędza. Przez okres niemal ośmiu miesięcy trzody pozostają na wolnym powietrzu. W okresie naszych świąt Bożego Narodzenia także i w Palestynie zwierzęta pozostają w stajni, a wraz z nimi i pasterze. Wobec tego opowiadanie w Ewangelii św. Łukasza wskazuje na narodzenie Chrystusa Pana przed nastaniem zimy, ..."

("A jednak Pismo Święte ma rację" Pax Warszawa 1959 s. 287).

KIEDY NAPRAWDĘ NARODZIŁ SIĘ JEZUS CHRYSTUS?

Jeżeli jednak Jezus nie urodził się w grudniu, to czy jest możliwe, aby ustalić właściwy czas Jego narodzin? Czy jesteśmy w stanie rozwikłać ten problem?

Łukasz informuje nas w 1,24-38, że Maria poczęła Jezusa wówczas kiedy jej kuzynka Elżbieta była w szóstym miesiącu ciąży z Janem Chrzcicielem. Jezus, więc musiał się narodzić sześć miesięcy po narodzeniu Jana Chrzciciela.

Jeżeli jest, więc możliwe ustalenie czasu narodzin Jana Chrzciciela to wówczas musimy po prostu dodać sześć miesięcy i otrzymamy czas narodzin Chrystusa.

A więc, czy Biblia objawia nam czas narodzin Jana Chrzciciela?

Zwróć uwagę na następujące fakty.

Mąż Elżbiety Zachariasz był kapłanem w świątyni w Jerozolimie. Łukasz w 1,5 stwierdza, że Zachariasz był "z oddziału Abiasza". W czasach króla Dawida liczba kapłanów była tak duża, że wszystkich podzielono na 24 oddziały. Możemy o tym przeczytać w 1 Kronik 24 rozdział. Każdy oddział służył w świątyni jeden tydzień, rozpoczynając swoją służbę i kończąc w szabat (2 Kronik 23,8). Oddział Abiasza był ósmy z kolei. Przeczytajmy również przypis do Łk 1,5 z BT: "Kapłani byli podzieleni na 24 oddziały (zmiany), z których każdy pełnił służbę w świątyni przez tydzień. Oddział Abiasza był ósmy (Krn 24,10)".

Pierwszy oddział zaczynał służbę w pierwszym tygodniu pierwszego miesiąca hebrajskiego kalendarza. Drugi oddział służył w drugim tygodniu. W trzecim tygodniu wypadała Pascha i święto Przaśników i wówczas w świątyni służyły razem wszystkie 24 oddziały. W czwartym więc tygodniu zaczynał służbę trzeci oddział kapłanów.

Ósmy oddział Abiasza, w którym służył Zachariasz zaczynał więc służbę w dziewiątym tygodniu roku. Ale oddział Abiasza służył także w świątyni i w dziesiątym tygodniu razem z wszystkimi 24 oddziałami, gdyż wypadało w tym tygodniu święto Piędziesiątnicy.

W czasie jednego z tych dwóch tygodni - dziewiątego lub dziesiątego "kiedy w wyznaczonej dla swego oddziału kolei pełnił służbę kapłańską przed Bogiem" przyszedł anioł Gabriel do Zachariasza z niewiarygodnie radosnym poselstwem, że żona Zachariasza Elżbieta pocznie syna (Łk 1,8-20). Kiedy służba świątynna Zachariasza dobiegła końca i powrócił on do domu, jego żona Elżbieta poczęła (Łk 1,23-24). Nie wiemy jednak czy poczęcie nastąpiło dokładnie w owym dziewiątym czy dziesiątym tygodniu. Mogło ono nastąpić tydzień lub dwa tygodnie później. W każdym razie wypadało ono gdzieś w końcu czerwca lub na początku lipca.

Teraz będą nam pomocne podstawowe wiadomości z biologii i elementarne podstawy arytmetyki - głównie umiejętność dodawania.

Jeżeli do czasu poczęcia - koniec czerwca lub początek lipca - dodamy dziewięć miesięcy otrzymamy czas narodzin Jana Chrzciciela, który wypadnie w końcu marca lub na początku kwietnia. Dokładnie sześć miesięcy później - koniec września lub początek października - narodził się nasz Pan, Jezus Chrystus.

Podsumujmy to:

NARODZINY JANA CHRZCICIELA:

koniec czerwca lub początek lipca + dziewięć miesięcy = koniec marca lub początek kwietnia

NARODZINY JEZUSA CHRYSTUSA:

koniec marca lub początek kwietnia + sześć miesięcy = koniec września lub początek października

W końcu września lub na początku października pasterze mogli całkiem swobodnie nawet nocą przebywać na pastwiskach strzegąc bydła.

Ale czy można ustalić właściwą datę narodzin Chrystusa?

Wszystkie ważne wydarzenia z życia Jezusa Chrystusa miały miejsce w czasie jakiegoś święta.

Jeżeli śmierć Chrystusa nastąpiła w dniu święta Paschy, a Jego zmartwychwstanie miało miejsce w dniu Pierwocin, natomiast zesłanie Ducha Świętego nastąpiło w święto Pięćdziesiątnicy to czy nie jest logiczne, że Jego narodziny miały związek z jakimś świętem?

Chrystus jak ustaliliśmy narodził się w końcu września lub początku października. Jaki wówczas był hebrajski miesiąc?

Oto przypis z Biblii Tysiąclecia do tekstu Nehemiasz 7,72:

"Siódmy - czyli Tiszri = wrzesień/październik".

Na przełomie września i października wypadał w hebrajskim kalendarzu siódmy miesiąc zwany Tiszri.

Jakie święta wypadały w siódmym miesiącu?

W tym miesiącu wypadały aż trzy szczególne okresy. Mianowicie;

1 Tiszri wypadało święto Trąbienia,

10 Tiszri wypadał Dzień Pojednania,

15-22 Tiszri wypadało święto Namiotów (zobacz Kapłańska 23,23-44).

Czy nie jest logiczne zatem, że skoro ten miesiąc był tak "naszpikowany" świętami to Chrystus narodził się w któreś z tych świąt? Dobrze, ale w które?

Apostoł św. Jan daje nam natchnioną odpowiedź, w które święto narodził się Jezus Chrystus. Oto szokujące wyznanie św. Jana:

"A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas" (Jana 1,14).

Jako "zamieszkało" przetłumaczono tutaj greckie słowo "skenoo", które oznacza:

żyć lub mieszkać pod namiotami; rozbić namiot;

(zobacz "Słownik Grecko-Polski Nowego testamentu" ks. Remigiusza Popowskiego wyd. Vocatio str 302 oraz nr.4638 Stronga).

Dlatego interlinearny przekład oddaje to w ten sposób: "I słowo ciałem stało się i rozbiło namiot wśród nas, i ujrzeliśmy chwałę jego, chwałę jako jednorodzonego od Ojca, pełen łaski i prawdy" (wydwnictwo Vocatio).

A właśnie świętem, podczas którego rozbijano namioty i przez siedem dni w nich mieszkano było Święto Namiotów wypadające od 15-22 Tiszri. Apostoł Jan wskazuje więc, że Jezus Chrystus narodził się właśnie w okresie tego święta. Że tak właśnie było potwierdza zachowana u niektórych Ojców Kościoła świadomość tego. Mianowicie wiązali oni narodzenie Chrystusa właśnie ze świętem Namiotów pomimo tego, że świętowali je w 25 grudnia. Na przykład Grzegorz z Nazjanu (329-389) w kazaniu z okazji święta Narodzenia łączy święto Narodzenia z 25 grudnia ze świętem Namiotów. Pisze on:

"Tematem dzisiejszego święta (25 grudnia) jest prawdziwe święto Namiotów. Rzeczywiście, w tym święcie, ludzki namiot został zbudowany przez Tego, który włożył na siebie z naszego powodu ludzką naturę. Nasze namioty, które zostały dotknięte przez śmierć, są wzbudzone ponownie przez Tego, Który buduje nasze mieszkanie od początku. Dlatego, złączywszy nasz głos z Dawidem, zaśpiewajmy Psalm: "Błogosławiony, Który przychodzi w imię Pańskie". Jak On przybywa? Nie łodzią, ani nie wozem. Ale On wchodzi do ludzkiego życia przez niepokalaną dziewicę"

(Kazanie na Dzień Narodzenia, Patrologia Grecka 46, 1129 B-C).

Co ciekawe Psalm 118, który on cytuje jest właśnie śpiewany przez Żydów podczas obchodów święta Namiotów.

Posiadamy więc opartą na Piśmie Świętym datę narodzin naszego Pana. Dlaczego wobec tego niemal cały chrześcijański świat święci i uznaje inną datę narodzin Chrystusa?

DLACZEGO 25 GRUDNIA?

Być może niejeden spyta, dlaczego wobec tego wszyscy dzisiaj świętują narodzenie Chrystusa 25 grudnia?

Przykro o tym pisać, ale zadecydował o tym wzgląd na bardzo popularne pogańskie święto ku czci perskiego boga Mitry obchodzone właśnie tego dnia. Kościół nie mogąc sobie dać rady z tym świętem przemianował je wspaniałomyślnie na narodziny Chrystusa. Świadczy o tym fakt, że na początku przyjmowano różne daty narodzin Jezusa. Jednak w końcu wybrano 25 grudnia.

Oto co pisze katolicki historyk Daniel Rops:

"Dzień zaś narodzenia, za który dziś cała ziemia przyjmuje 25 grudnia, jest datą opartą wyłącznie na tradycji. W wieku III Klemens Aleksandryjski wyznaczył Boże Narodzenie na 19 kwietnia; czasem wysuwano także 29 maja i 28 marca, na Wschodzie przez długi czas obchodzono to święto 6 stycznia; wydaje się, że dziś przyjęta data zostaje na dobre ustalona dopiero około roku 350. Niektórzy przypuszczali, że mogła mieć jakiś związek ze świętem boga Mitry lub "Słońca niezwyciężonego", przypadającego wedle kalendarza rzymskiego w okresie przesilenia zimowego. Znamy wiele wypadków, gdy liturgia chrześcijańska wyzyskała dla swoich celów święta pogańskie"

(Dzieje Chrystusa, Daniel Rops, Pax, Warszawa 1987, str 98-99).

W katolickiej "Historii Kościoła" możemy przeczytać:

"Wspomnienie o Bożym Narodzeniu w dniu 25 grudnia pojawia się w Rzymie na jakiś czas przed rokiem 336; wydaje się, że tryumfujące chrześcijaństwo zaanektowało dla siebie, nadając mu nowe znaczenie, pogańskie święto Niezwyciężonego Słońca, którego kult cesarz Aurelian usiłował wprowadzić w roku 274 jako powszechną religię Cesarstwa"

(Historia Kościoła, Pax, Warszawa 1984, str 237).

Natomiast rzymskokatolicki ks. Mieczysław Żywczyński rozbrajająco szczerze przyznaje pisząc o kulcie boga Mitry:

"Dzień jego przyjścia na ziemię czczono 25 grudnia. Dlatego też chrześcijanie, którzy widzieli w mitraizmie śmiertelne niebezpieczeństwo, przyjęli 25 grudnia jako dzień narodzin Chrystusa" (Kościół i społeczeństwo pierwszych wieków, Pax, Warszawa 1985, str 148).

Polska historyk Maria Janczewska pisze:

"Kult Mitry przez długi czas był bardzo poważnym rywalem chrześcijaństwa w szerokim oddziaływaniu na masy ludności, obie religie miały zresztą wiele cech podobnych, a zwyciężony ostatecznie mitraizm wywarł pewien wpływ na chrześcijaństwo. Tak np. świętowana przez wyznawców Mitry data jego urodzin (25 grudnia), obchodzona jako główne święto w kulcie solarnym Słońca Niezwyciężonego, została przez chrześcijan uznana za dzień Bożego Narodzenia"

(Historia starożytnego Rzymu, PWN, Warszawa 1976, str 298).

Czy godzi się, aby zmieniać prawdziwą datę narodzin Jezusa tylko po to, aby zyskać przychylność niewierzącego świata? Gdyby Bóg tego chciał to mógł sprawić, aby Chrystus naprawdę narodził się 25 grudnia. Bóg jednak sprawił narodziny Swego Syna w innym terminie. Czy jest słuszne, aby człowiek poprawiał Boga?
zrodlo Link

PRZEZNACZENIE CZY WOLNA WOLA?
Zagadki ludzkości Według mitologii greckiej trzy Mojry przędą nitki naszego losu. Kloto ("Prządka" nici żywota), Lachesis ("Udzielająca", która tej nici strzeże) i Atropos ("Nieodwracalna", która ją przecina). Wiara w los i przeznaczenie oznacza przyzwolenie na to aby Bóg/Bogowie manipulowali naszym życiem.To byłoby tak, jak z pionkami na szachownicy, ..jakaś niewidzialna,potężna dłoń poruszała nami i naszym życiem. Okropna perspektywa, bo według tej teorii na nic nie mielibyśmy wpływu. Wszystko byłoby ustalone wieki temu, cała historia życia od pojedynczego człowieka po cały los planety.
Inna teoria na temat losu i przeznaczenia dowodzi,że mamy kilka ścieżek losu do wyboru i to my decydujemy którą wybierzemy.
Z mojej praktyki mogę wynika, że przyszłość nie zawsze jest nieznana i niezmienna.
Dowodem na to mogą być sny prorocze lub wyciek info z podświadomości a czasem fala indukcji projekcyjnej , mogą one być samoczynne , mimowolnym wejściem w projekcję czasową.
Najdoskonalsza opcja istnienia naszego losu i szczęscia to taka,abysmy sami o sobie decydowali, o naszym losie i o naszym szczęsciu.Jeśli popełnimy błąd, to powinien być nasz błąd i nasz wybór. Sploty wydarzeń i dziwne przypadki dowodzą jednak inaczej. Za istnieniem losu i przeznaczenia przemawiają zdolnosci niektórych ludzi do przepowiadania przyszłosci i istnienie wieszczych snów czy wieszczych wizji. To jest fakt nad którym prowadzone są skrupulatne bada nianaukowe a w niektórych dziedzinach życia wykorzystywane są zdolnosciludzi do przepowiadania przyszłosci. Policja czy FBI ma swoich usługachjasnowidzów i to nie jest żart. Czemu to dowodzi? Tylko jednemu,.....istnieje przeznaczenie tylko kwestią problematyczną jest czy jesteśmy tylko pionkami na szachownicy losu i kieruje nami "świtlista istota" czy tez mamy wybor ruchu czyli wybór drogi życie. Byłoby straszne jakbyśmy byli bezwolnymi zabawkami bez swojego prawa do decydowania o swoim losie. Los i przeznaczenie jest to zagadka którą pasjonują się ludzie od wieków, jest ulubionym wątkiem pisarzy i ciekawym tematem do fabuły filmu. Kto oglądał film "Oszukac przeznaczenie " ten wie, że opcja o jednej, narzuconej
ścieżce życia może byś straszna.
A moze nie zyjemy tylko jeden, jedyny raz. Moze istnieje reinkarnacja?
Nasze obecne zycie, jaki prowadzimy zadecyduje, czy w nastepnym bedziemy zyc w szczesciu i dostatku, a zlo ktore czynimy bedziemy musieli odpokutowac w nastepnym zyciu. Dziwne jest to, ze jedni maja bardzo dobry start w zyciu, bo obdazeni sa szczesciem i powodzeniem, a inni od urodzenia maja ciezko i idzie im wszytko jak "po grudzie". Czemu tak jest ? To tajemnica zycia i chyba nikt na tym swiecie na to nie ospowie, a nasi zmarli takze nie kwapia sie z podpowiedzia.
KAMIEN FILOZOFICZNY
Zagadki ludzkości W poszukiwanie Kamienia Filozoficznego bardzo intensywnie zaangazowali się już alchemicy w starożytnym Egipcie, ale rozkwit fascynatów owym mistycznym specyfikiem przypada na Średniowiecze kiedy to wszystkie niewyjasnione zjawiska były przypisywane nadnaturalnym mocom. Nie wiadomo skąd powatała nazwa "Kamień Filozoficzny", bo wbrew swej nazwie miał być to proszek, który dokonywał transmutacji- przemiany dowolnego metalu w złoto. Oprócz tego ów tajemny proszek miał być lekerstwem na wszystkie choroby i ponoć miał dawać nieśmiertelność. Było wielu fanatyków, którzy całe zycie poszukiwali sekretu eliksiru życia i bogactwa ale przy okazji przeprowadzanych doświadczeń odkrywali inne, nieraz bardzo przydatne substancje, zdarzało się nawet, że wybuchowe. Owe doswiadczenia alchemiczne, które przeprowadzali dominikanie spowodowały pożar w klasztorze świetej Trójcy w Krakowie, a oprócz tego spłonął przy okazji Pałac Biskupi i domy na przyległych ulicach. Wszyscy alchemicy swoje doświadczenia spisywali w dziennikach za pomocą sobie tylko znanych szyfrów, aby "konkurencja" nie zdołała odczytać i podkraść efektów ich pracy. Trudno w tej chwili ustalić, czy Kamień Filozoficzny jest legendą czy faktycznie komuś , kiedyś udało się taki specyfik uzyskać. Była jednak jedna osoba która poszukując eliksir stała się w pewnym momencie bardzo bogata.Tą osoba był Francuz Mikołaj Flamel żyjący na przełomie XIII i XIV w. Pracował on jako kopista i natrafił na księgę której nie mógł odczytać. Okazało się, że był to stary żydowski traktat alchemiczny który ponoć zawierał przepis na sporządzenie Kamienia Filozoficznego. Po wielu eksperymentach chyba udało mu się przemienić metal w złoto,bo od tej pory Flamel wraz z małzonka żył w bogactwie. Ufundowali bardzo duzo Kościołów i Klasztorów co zostało skrupulatnie odnotowane w ówczesnych kronikach.Po śmierci Flamelów w poszukiwaniu przepisu na Kamień Filozoficzny rozebrano ich dom po same fundamenty, ale nie odnaleziono żadnych dowodów na istnienie tajemniczego specyfiku. Kolejnym alchemikiem któremu ponoć udało się odkryć tajemniczy przepis na eliksir życia był Aleksander Seton. Z kronik wynika, ze wiele razy w obecności kilku osób dokonywał udanej przemiany metalu w złoto i nigdy nie udowodniono mu oszustwa. Los nie obszedł się z nim łaskawie, bo został on uwieziony przez elektora saskiego Chrystiana II. Za pomocą tortur próbował zdobyć od Setona tajemnice pozyskania bogactwa,ale alchemik nie powiedział nic. Przez wiele miesiacy był na przemian leczony i torturowany, przypalany rozżarzonym metalami, a jego ciało szarpane cęgami.Wykupiony został z niewoli dopiero przez Michała Sedziwoja z Krakowa ,który liczył na to, że Seton w przypływie wdzięcznosci odkryje tajemnice Kamienia Filozoficznego. Wkótce po odzyskaniu wolności Seton zmarła zabierając swoją tajemnicę do grobu. Pozostało jednak trochę tajemniczego proszku z którego Sedziwój uzyskał sporo złota. Proszek jednak szybko się skończył a tajemnice jego składu nikt nie zdołał odkryć. Tajemnicą Kamienia Filozoficznego był zafascynowany Hitler kóremu do prowadzenia działań wojennych było potrzebne bardzo dużo pieniedzy.Hitler od zawsze interesował się okultyzmem i przeprowadzał na szeroką skalę różne doświadczenia i poszukiwania. Doswiadczenia w celu uzyskania składu Kamienia Filozoficznego prowadził Franz Tausend, który odniósł spektakularne sukcesy. Podczas II Wojny światowej krążyły opiowieści o tym, ze w laboratoriach hitlerowcy wytważają złoty kruszec z innych metali. Jedynym jednak kruszcem jaki znaleziono po klęsce Hitlera było złoto pochadzace z zębów zabitych jeńców.

W poszukiwaniu kamienia flozoficznego ludzie niejednokrotnie byli w stanie zrobić wszystko . Dopuszczali się nawet strasznym mordów a nawet popadali w obłęd.

Był wiek XV.Francja.
Baron Gilles de Laval z powodu swojego wyglądu, a głównie z powodu brody był nazywany Sinobrodym. Był on bardzo bogaty, miał wspaniały zamek i licznych dworzan składających się z licznych paziów, śpiewaków i tancerzy. Dziwny był jednak fak, że dużo z pośród owej swity po pewnym czasie ginęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Ponieważ pochodzili oni z biednych rodzin albo były to sieroty, więc nie robiono z tego powodu dużego problemu, a na ich miejsce przychodzili inni. Sinobrody nie miał tez szczęscia w miłosci, bo dziwnym trafem jego żony umierały niedługo po ślubie. Baron prawie całe noce i dnie spędzał w wieży zamku Machecoul do którego nie miał nikt wstepu oprócz dwóch jego najbardziej zaufanych ludzi. W zwiazku z tym zaniedbywaną poczuła się jego młoda , kolejna żona i postanowiła pewnego razu sprawdzić, czym zajmuje się jej małżonek.Korzystając z jego nieobecności poszła do wieży w której zobaczyła całe laboratorium alchemiczne i pełno pułek na których stały dzbany....wypełnione krwią.
Najstraszniejsza jednak tajemnice skrywały lochy wieży, w których wisiały okaleczone zwłoki młodych dworzan barona. Żona Sinobrodego zobaczywszy czym zajmuje się jej małzonek, czym predzej w szoku opusciła zamek, a Sinobrody został aresztowany przez królewskie wojsko. W czasie procesu wyszły na jaw okropne rzeczy, które wstrząsneły ówczesnym społeczeństwem. Sinobrody podczas odprawiania czarnych mszy złożył w ofierze szatanowi około 200 dzieci i wszystkie swoje ciężarne żony. Ich krew poddawał próbom alchemicznym z użyciem rtęci, siarki i soli. Okazało się, że te wszystkie doświadczenia przeprowadzał po to, aby uzyskać kamień filozoficzny i zdobyć niesmiertelność oraz stać się .......jeszcze bogatszym i poteżniejszym. Po procesie został spalony na stosie.
PIATEK TRZYNASTEGO
Ciekawostki Większość ludzi wierzy w zabobony, chociaż niektórzy wstydzą się do tego przyznać. Wiara ta wywodzi się od zamierzchłych czasów i jest przekazywana z pokolenia na pokolenie.
Piątek trzynastego uznawany jest od dawna za pechowy już od starożytności, bo poprzedzająca go dwunastka, była uznawana za liczbę doskonałą.
Innym powodem uznawania Trzynastki za pechową było pojmanie tego akurat dnia prawie wszystkich Templariuszy. Miało to miejsce 13 października 1307 roku. Dla wielu z nich skończyło się to spaleniem na stosie.
Inną sprawą to , że już w okresie średniowiecza 13 uważana była za liczbę pechową, a to dlatego , że przy stole podczas ostatniej wieczerzy 13-ty uczen sprzedał swojego nauczyciela i mistrza - Jezusa. Już w XVI w. uznano powszechnie piątek za najgorszy dzień tygodnia. Dlaczego? W tym dniu, według wierzeń chrześcijańskich, ukrzyżowano Jezusa, co stanowi największe dla chrześcijan nieszczęście.

Piątek trzynastego napawa ludzi niepokojem, a załatwienie ważnych spraw przekładają na inny dzień, bezpieczniejszy.

Wiara w czarnego kota przynoszącego pecha, czy rozbite lustro dające siedem lat nieszczęść nie mają logicznego wytłumaczenia, ale mimochodem myślimy o nich jako o czymś pechowym i wystrzegamy się tak "na wszelki wypadek".

Mamy XXI wiek, ale dalej istnieje przekonanie, że ktoś może na nas rzucić urok lub klątwę. Wiara w "złe spojrzenie" czy w "złe słowo" dalej żyje w naszym przekonaniu. Aby ustrzec się przed urokiem matki zawiązują na przegubie rączki dziecka czerwoną wstążkę.

Remedium na pecha to noszenie różnego rodzaju amuletów. Czy pomagają? to już jest kwestią wiary, a wiara w ochronną moc przedmiotów daje nam nadzieję, że pech nas oszczędzi.


Dzisiaj jest piątek trzynastego, jedyny taki dzień w roku.
Życzę Wszystkim, abyście go przeżyli bez pecha i w radosnych nastojach.
ŁAMACZ CHMUR CZYLI ARMATKA ORGONOWA
Zagadki ludzkości Urządzenie pod nazwą armatki orgonowej jest przez naukę i uczonych oficjalnie ignorowane. Wszystko jednak na to wskazuje, że są przesłanki na to, że istnienie tego urządzenia jest faktem. Czym jest orgon?.Wilhelm Reich twierdził, że orgon jest energią, która napędza wszystko od pogody, po ludzką psychikę. Obecność energii orgonalnej moze być stwierdzona wzrokowo (na kolorowym filmie przyjmuje postać szarobłekitnego promieniowania) albo termicznie.Możną ją tez zmierzyć licznikiem Geigera-Mullera albo elektroskopem. Reich za swoje odkrycie i poglądy był wyśmiewany. Odkrycie energii orgonowej zawdziecza obserwowaniu nadmorskiego piasku i stwierdził on że emituje jakiś rodzaj promieniowania. Reich wreszcie po wielu badaniach i obserwacjach zbudował urządzenie do magazynowania owej energii - akumulator orgonowy. Miało wygląd budki telefonicznej a Reich uznał, że przesiadywanie w akumulatorze daje bardzo dobre efekty lecznicze. Przeprowadził w tym kierunku wiele doświadczeń z dobrym skutkiem. Badając orgon przetestował jego wpływ na radioaktywność, ale skutki okazały się fatalne. Od tego czasu nie zajmował się badaniem nad własciwościami leczniczymi, ale zaprojektował aparat słuzący do oczyszczania atmosfery z zabójczej energii. W ten sposób powstało działko orgonowe, inaczej cloud-bustera (łamacz hmur) . Urządzenie to pozwalało na wywołanie opadów deszczu o róznym natężeniu. Reich uznał, że wszelkie zjawiska atmosferyczne, takie jak huragany, trąby powietrzne czy ulewy, powstają w skutek koncentracji energii orgonu w atmosferze. W lipcu 1953r. prasa w USA opisała pierwszy udany eksperyment z armatką orgonową i próbę sterowania w ten sposób pogodą. Był to czas suszy i od wielu tygodni w tym rejonie nie spadł deszcz. Wielu meteorologów na pytanie o pogodę odpowiedziało zgodnie, ze dalej bedzie trwac susza. Po skierowaniu armatki orgonowej w kierunku nieba, po kilku godzinach spadł taki deszcz, że przypominał oberwanie chmury. Rok później, gdy obawiano się huraganu Edna, że przejdzie przez Nowy York i narobi dużo szkód, Raich znów użył wtedy działa orgonowego. Kierunek nadciągającego sztormu zmienił się ale mało kto dał wiarę w to, że odbyło się to z pomocą armatki. Wiele razy jeszcze przeprowadzał tego typu eksperymenty i swiadkowi etwierdzą, ze z dobrym skutkiem.
Reich nie był jedyny, który wybudował armatkę i manipulował pogodą.
Wcześnie był to Pier-Luigi Ighina i Charles Hatfield, ktory skonstruował armatkę orgonową i tym samym stał się posmiewiskiem przedstawicieli wszelkich Biur d.s Pogody w USA. Nazywano go oszołomem i wariatem. Inni jednak uważali, że potrafi pomóc, bo wielokrotnie przychodził z pomocą rejonom Stanów, gdzie panowała susza. Przytrafiła mu się w związku z tym zabawna sytuacja, która spowodowałą, że zdobył rozgłos i sławę. W 1916 roku zatrudniło go miasto San Diego, które borykało się od kilku miesięcy z suszą. Władze miasta były zdesperowane i uznałym że Hatfield mimo, ze uznany za szarlatana, może okazac się skuteczny. Co mieli do stracenia w obliczu klęski? Nic. Jak postanowili , tak tez zrobili. Zaprosili "łamacza chmur". I stał sie albo cud, albo to jednak sprawiła armatka orgonowa, bo na San Diego i okolice w ciągu dwóch tygodni spadła rekordowa ilość deszczu. Niestety,ale taka ilośc deszczu spowodowała potop i Haltfield ledwo co uciekł przed rozeźlonym tłumem farmerów, którym zalało gospodarstwa. W tym potopie zginęło około 50 osób a władze miasta nie dośc, że nie zapłaciły obiecanego honorarium za wykonaną pracę, to jeszcze podali go do sądu. "Zaklinacz" wcale nie poczuwał się do winy, bo zamówioną pracę wykonał i poinformował władze miasta ile deszczu spadnie.
Oczywiście proces w sądzie zakończył się na korzyść Hatfielda, bo sąd uznał, że deszcz był dziełem Boga a nie człowieka. Nakręcono na podstawie tej historii film "The Rainmaker".
CO WIDZIAL HENOCH?
Zagadki ludzkości Najbardziej tajemniczym patriarchą opisanym w Biblii był Henoch. Był on ojcem Matuzalema i pradziadem Noego. Spisane przez niego wizje i wspomnienia, które możemy przeczytać w księdze Henocha, narobiły dużo kłopotów dostojnikom kościelnym. Po długich namysłach Księga Henocha w 325 r. n.e. została usunięta z kanonu biblii, a dostojnicy kościelni ten fakt skomentowali w ten sposób, że Henoch opisywał swoje wizje nie będąc pod wpływem ducha świętego.
Pomimo, że "czarni" są bardzo sprytni, to zrobili jeden błąd : zostawili kawałek historii opowiedzianej przez Henocha w Księdze Rodzaju, będącej oficjalną i uznaną wersją Biblii.

"Synowie Boga widząc, że córki człowiecze są piękne, brali je sobie za żony, wszystkie jakie im się tylko podobały. Wtedy Bóg rzekł: 'Nie może pozostawać duch mój w człowieku na zawsze, gdyż człowiek jest istotą cielesną; niechaj więc żyje tylko 120 lat.' A w owych czasach byli na ziemi giganci; a także później, gdy synowie Boga zbliżali się do córek człowieczych, te im rodziły. Byli to więc owi mocarze, mający sławę w owych dawnych czasach." (Rdz 6, 1-4).

Ten cytat od wielu dziesiątek lat jest przedmiotem badań i domysłów. Dalszy ciąg tej historii jest taki, że Bóg rozgniewał się na swoich wysłanników i uznał, że ich potomstwo, czyli owi giganci powinni zginąć.
W efekcie tego Bóg zesłał potop, aby ślad po romansie Snów Bożych i cór ludzkich miał w ten sposób zaginąć.
W Biblii jest o tym tylko wzmianka, natomiast Henoch o tym zdarzeniu napisał znacznie więcej.
Zgodnie z relacją Noego, aniołów, których zauroczyły ludzkie kobiety ,było dwunastu. Opowiadał, że zstąpili oni na górę Hermon i wybrali sobie po jednej kobiecie a oto cytat z Księgi Henocha:

"Kiedy ludzie rozmnożyli się, urodziły im się w owych dniach ładne i piękne córki. Ujrzeli je synowie nieba, aniołowie, i zapragnęli ich. Jeden drugiemu powiedział: 'Chodźmy, wybierzmy sobie żony z córek ludzkich i spłódźmy sobie dzieci' (...) Zstąpili na Ardis, szczyt góry Hermon. Nazwali ją górą Hermon, albowiem na niej przysięgali i związali się wzajemnie przekleństwami. Te są imiona ich przywódców: Szemihaza, ich dowódca, Urakiba, Ramiel, Kokabiel (...). Są to dowódcy dwustu aniołów i wszystkich innych z nimi. Wzięli sobie żony, każdy po jednej. Zaczęli do nich chodzić i przestawali z nimi. Nauczyli je czarów i zaklęć i pokazali im, jak wycinać korzenie i drzewa. Zaszły one w ciążę i zrodziły wielkich gigantów." (1Hen 6, 1- 7, 2)

Więc te osoby boskie, czyli aniołowie byli nie osobami duchowymi ale cielesnymi. Zaczeli przekazywać całą swoją wiedze ludziom i naprzykład anioł o imieniu Azazel nauczał ludzi wyrabiania mieczy i ozdób, a Barakiel uczył astronomii.
Każdy z 12 aniołów nauczał czegoś innego, a ponieważ byli oni istotami cielesnymi, więc zrodziła się teoria, że byli to przybysze z kosmosu, lub przedstawiciele innej, bardzo rozwiniętej kultury.
O tym, że teoria o przybyszach z kosmosu może być prawdziwa, zdaje się wskazywać dalsze opisy Henocha, tak piętnowane przez dostojników kościelnych.
Kiedy Bóg zapowiedział, ze dzieci, czyli giganci zostaną zabite, aniołowie zwrócili się o pomoc do Henocha, aby się za nimi wstawił i poprosił Boga o łaskę. I od tego momentu zaczyna się dziwna przygoda Henocha, który ognistym rydwanem podróżował do nieba, a niebo według jego relacji, było gdzieś na dalekiej Północy z murem zbudowanym z kryształu :

" Później skierowałem się ku północy, na krańce Ziemi. A tam, na granicach świata, widziałem wielki i wspaniały cud. widziałem otwarte bramy nieba, było ich trzy, każda oddzielna.."

Tam, w owym niebie czekał na Henocha Bóg ubrany w szatę jaśniejszą od słońca. Prośby Henocha na nic się nie zdały bo Bóg zdecydował uwięzić 12 aniołów po wsze czasy, a na ich potomstwo potop.
Kim wiec byli aniołowie ? musicie przyznać, że to bardzo dziwny opis i bardzo dziwna historia, a opis tego typu bogów podróżujących na ognistych rydwanach można znaleźć w legendach sumeryjskich.
TRANSSUBSTANCJACJA
Zagadki ludzkości Dla przecietnego laika, nie studiujacego teologie, ale dla człowieka myślącego, cały dogmat transsubstancjacji jest dziwny, wręcz makabryczny.
Już wyjasniam dlaczego.

1. Jakby zapytać pierwszego z brzegu katolika, to nie wie na czym polega owa przemiana.

2. Ów dogmat podzielił na odłamy całe chrześcijaństwo, bo różnie to było rozumiane, a wręcz nieuznawane.

3. Dość późno, bo na IV Soborze Laterańskim w 1215 r. został ten dogmat sformułowany przez papieża Innocentego III . Przy okazji, tak na wszelki wypadek, obłożono klątwą ludzi, którzy uznają przemianę za symboliczną.
Sobór Trydencki:
KANON I: "Jeżeli ktokolwiek zaprzeczy, że ciało i krew razem z duszą i Bóstwem naszego Pana Jezusa Chrystusa, a więc cały Chrystus są prawdziwe, rzeczywiste i cieleśnie obecne w sakramencie Przenajświętszej Eucharystii i jeżeli twierdzi, że jest On tam tylko w sposób symboliczny r12; to niech będzie przeklęty!"
KANON II: "Jeżeli ktokolwiek będzie twierdził, że materia chleba i wina pozostaje w sakramencie Przenajświętszej Eucharystii razem z ciałem i krwią naszego Pana Jezusa Chrystusar30; r12; niech będzie przeklęty!"
KANON IV: "Jeżeli ktokolwiek będzie twierdził, że Chrystus r12; jednorodzony Syn Boga nie powinien być czczony w świętym sakramencie Eucharystii i publicznie uwielbiony (w Latrii), i że nie należy Mu oddawać czci w zewnętrznych, uroczystych procesjach zgodnie z chwalebnymi i powszechnymi obrzędami i zwyczajami Kościoła Świętego, i że uwielbiający Go są bałwochwalcami r12; niech będzie przeklęty!"

żeby nie było wątpliwości Sobór Trydencki dał następujące wytyczne:

"Wyznaję także, iż nawet pod jedną tylko postacią przyjmujemy całego i nie umniejszonego Chrystusa".

idąc tym powyzszym tokiem myślenia, w tysiącach kościołów zamieniany jest chleb i wino w tysiące Chrystusów i tyleż zostaje zjadanych przez księży i wiernych. Kanibalizm?
Jak to się odbywa pod względem fizycznym?
Oczywiście objaśnili to dokłądnie teolodzy we Włoskim Gregorianum: "Stosując w odniesieniu do dogmatu o Eucharystii określone kryteria, musimy stwierdzić, że w czasie przeistoczenia za sprawą słów Chrystusa, cała substancja chleba i wina przemienia się w Ciało i Krew Pańską. Tym samym protony, neutrony i elektrony wchodzące w skład zakonserwowanej materii, jej atomy, cząstki, jony, zespoły molekularne, mikrokryształy r12; słowem całość składników, z których składa się chleb i wino, przestaje istnieć, przekształcając się w Ciało i Krew Chrystusa. Pozostają natomiast wszystkie formy zewnętrzne charakterystyczne dla tych substancji: rozmiar, masa, ładunki elektryczne wraz ze związaną z tym całą aktualną i potencjalna energią magnetyczną, elektryczna i tym samym wszystkie efekty optyczne, akustyczne, termodynamiczne, elektromagnetyczne, które te siły mogą wytworzyć. Wszystko to razem stanowi cechy eucharystyczne, czyli całość zjawisk bezpośrednio eksperymentalnychr30;". (lipiec 1957 r., tłum. Z. Morawski).

Do tej pory spór się toczy o to, kiedy dokładnie to się odbywa, czy przy wypowiedzianych słowach kapłana, czy może później.
To jest drugi taki niezrozumiały dogmat obok dogmatu "Trójcy świętej", ale wierzyć trzeba, bo inaczej wiernych czeka piekło.

4. Co ciekawe, to jedzenie Pana Boga nie jest nowością, bo w starożytnym Egipcie był podobny zwyczaj jedzenia ciasteczek, które miały się przemienić w ....... ciało Ozyrysa).
WIELOWYMIAROWOSC?
Zagadki ludzkości Na naszej planecie odkryto sporo miejsc, w których wystepuja zjawiska niezwykle trudne do wytłumaczenia. Nazwano je elegancko anomaliami i odlożono na bok. Mało kto w obrębie oficjalnej nauki zwraca uwage na fakt, ze są to anomalie w kazdej niemal dziedzinie: klimatyczne, geologiczne, elektryczne, magnetyczne, a nawet grawitacyjne.Juz w 1928 r. sławny astronom amerykanski James Jeans nazwał nasz świat Przekrojem Swiata Rzeczywistego. Oznacza to, ze ów świat rzeczywisty ma wiecej wymiarów od naszego. Oczywiście Jeans nie znał teorii dziesieciowymiarowego Wszechświata, która obecnie z najwyższą uwagą jest studiowana przez najlepszych fizyków teoretycznych.Mamy więc prawo zapytać: ....skoro anomalie wszelkiego typu są tak częste, czy nie moga również wystapić anomalie wymiarowe lub, jak to lubią określać niektórzy fizycy, geometryczne'! (Właściwie, skoro chodzi o cały Kosmos, należałoby mówić o hoiometrii).Prof. John Taylor z Uniwersytetu Londyńskiego stwierdził 30 lat temu: " Nigdy nie będziemy wiedzieć czy istnieją dalsze wymiary poza naszymi trzema. Sladów takich dodatkowych wymiarów mogłoby nam dostarczyć jedynie nieoczekiwane pojawienie się lub znikniecie obiektów z naszego trójwymiarowego świata. Otóż okazuje się, ze istnieje ogromna ilość takich przypadków, tyle, ze nie uwzglednionych lub pomijanych milczeniem przez profesora i jego kolegów.

Znikajacy ludzie i statki
Seabird pływał z Hondurasu do USA z ładunkiem kawy i drewna. Po czterech miesiacach rejsu statek pojawil się w 1850 r. w Newport w stanie Rhode Island pod pełnymi żaglami. W jego wyglądzie bylo jednak coś dziwnego. Dopiero po chwili obserwatorzy zrozumieli, na czym polegała osobliwość : na pokladzie nie bylo nikogo. Ponieważ dziwna sytuacja przedłużala się, z kapitanatu wyruszyła lódź, by zorientować się czy załogi nie dotkneła jakaś epidemia. Ale pracowników portu powital tylko pies. Kapitan John Durharn wraz z zaloga znikneli. Najbardziej zdumiewajace jest jednak, ze poza tym wszystko bylo w absolutnym porzadku, a w czajniku... gotowala się woda. W dzienniku okretowym widnial zapis, ze zgodnie z oczekiwaniem marynarze zblizyli się do portu i mineli rafe przybrzezna. Naturalnie każdemu milośnikowi niezwyklych historii przypomni się tu natychmiast dyskutowane do dzis zdarzenie z transportowym statkiem Mary Celeste. Jak wiadomo zostal on znaleziony w 1883 r. na pólnocnym Atlantyku w podobnym stanie, co Seabird: w kubkach parowała goraca kawa, na stole leżały rozłożone karty do gry, a obiad byl gotowy do podania. Nie znaleziono natomiasl sladu po zalodze. Ocean nie byl wzburzony, nikt tez nie donosil o chorobie wsród marynarzy. Sprawa była przez dlugi czas omawiana przez prase anglosaska, a sławny Conan Doyle wymyslił nawet wyjaśnienie tego incydentu. Podzielilo ono los paru innych, bowiem zadne nie tlumaczylo wszystkich okolicznosci zdarzenia.Jedenascie lat wczesniej parowiec Iron Mountain w pogodny, czerwcowy poranek wyplynal z Vicksburga, ciagnac za soba po Missisipi barki z melasą i bawełną. Kilka godzin pózniej inny parowiec Iroauois Chiefnatknal się na nie, gdy dryfowały z pradem. Lina holownicza nie była zerwana, lecz przecięta. Nikt nigdy nie natknął się na jakiekolwiek ślady po Iron Mountain. Gdyby zatonął, beczki melasy i bele bawełny unosiłyby się na powierzchni rzeki -gdyby rozerwal się kociol parowy, szczatki bylyby widoczne na sporej przestrzeni.W XX wieku, obfitujacym w wojny i nowe sposoby destrukcji, zaginionych bez sladu statków bylo co najmniej kilkadziesiat. Jednak kilkanascie przypadków nadal pozostaje bez zadnego wytlumaczenia. Np. w grudniu 1928 r. zniknal bez sladu duński statek szkolny Kopenharen, i to wkrótce po wyplynieciu z macierzystego portu. Nie widzial go bowiem zaden okret, jakich po tym ruchliwym przeciez akwenie porusza się bardzo wiele.Od lat 30., rejestruje się czeste przypadki zaginiec w rejonie Wysp Bermudzkich. Kiedys odebrano tam sygnal wolania o pomoc, przy czym radiotelegrafista, który go nadawal byl w stanie paniki z powodu czegos, czego nie umial opisac. Podobne do losu Marii Celesty byly historie brytyjskiego statku Holchu, który wyplynął w 1913 r. z Colombo i holenderskiego Carol Dering (1921 r.), opuszczonego przez zalogę, w trakcie obiadu. Ważna ceche tych przypadków stanowil fakt złamania lub zgniecenia (?) wierzcholków masztów; poza tym nie stwierdzono żadnych zniszczen. Na Marii Celescie dodatkowo coś strzaskało kompas.Szczególnie dramatyczny okazal się przypadek holenderskiego motorowca Ourang. W 1948 r. w czasie żeglugi cieśniną Malakka pomiedzy Sumatra, a Malajami, nadal on sygnał SOS. Potem usłyszano radiotelegrafiste: - Wszyscy na statku martwi, kapitan także... po czym nastapil jakis belkot i okrzyk: - Umieram! Statek znaleziono bez trudu. Wszyscy czlonkowie zalogi lezeli martwi na swoich stanowiskach pracy. Na ich twarzach malowalo się przerazenie...Także i tu górna cześć masztu była zniszczona. Bardziej jednak w pamięć ratowników wyryło się to, co nastapilo później. Otóż na moment przed rozpoczeciem holowania we wnętrzu okretu wybuch! niezwykle silny pożar, który już po chwili ogamal cala jednostke, zas po paru minutach Ourangzostal zniszczony w wyniku ogromnej eksplozji.

Zaginiecia calych armii

Samoloty niemal od poczatku swego istnienia byly zaopatrzone w radiostacje, tak wiec tego rodzaju tajemniczych zaginiec powinno byc mniej. A jednak historia lotnictwa zna ich wiele.Pierwszy oficjalnie stwierdzony fakt tajemniczego zaginiecia samolotu mial miejsce w 1922 r. Pilot wojskowy Brian Holding wystartowal z lotniska kolo Chester na krótki lot nad Walia - po czym przepadl bez wiesci. Tereny te są dosc gesto zaludnione i katastrofa, albo przynajmniej jej slady, musialyby byc zauwazone. A jednak nikt niczego nie spostrzegl.Dwa lata pózniej dwóch doswiadczonych brytyjskich pilotów wylecialo na rekonesans nad Mezopotamie. Gdy nie powrócili, rozpoczęto poszukiwania -i prawie natychmiast znaleziono na pustyni samolot niemal w idealnym stanie. W jego bakach bylo pod dostatkiem benzyny, a od maszyny prowadzily ślady, które nagle urywaly się! Tu nie próbowano nawet stawiać jakichś hipotez. Historie te jako nie mieszczaca się w glowie schowano po prostu gdzies w archiwum.Naturalnie dzis w takich sytuacjach automatycznie myslimy o UFO. Kosmiczni porywacze przychodza takze na mysl, gdy czytamy o zaglowcach, które mialy zgniecione wierzcholki masztów -i których zalogi byly tak zaszokowane lub sparalizowane jakims nieznanym nam oddzialywaniem, ze najwyrazniej nie zdolaly przekazac komunikatu. To samo wytlumaczenie nasuwa się w przypadku angielskiego samolotu mysliwskiego, który podczas wojny w Korei, wlecial w samotna, niewielka chmure i nigdy z niej nie wylecial.Przepadaly równiez bez sladu duze są-mololy pasazerskie, i to na calej powierzchni globu. UFO jest tez, byc moze, odpowiedzialne za zdarzenie w wiosce eskimoskiej, która badacz kanadyjski zastal w 1908 r. kompletnie pusta, ale... z pozostawiona w niej zywnoscia i sprzetem lowieckim. Na slad mieszkanców nigdy nie natrafiono.Jak jednak wytlumaczyc znikniecie calych armii? Podczas hiszpanskiej wojny sukcesyjnej w 1702 roku cztery tysiace zolnierzy francuskich obozowalo przez jedna noc w Pirenejach. Nastepnego dnia zwineli obóz, sformowali szeregi i pomaszerowali za pasmo wzgórz.Nikt ich wiecej nie widzial.Mozna wysunac hipoteze, ze być może to co zdarzalo się wtedy nagminnie - zolnierze nie dostawali żołdu, więc zabili oficerów i zdezerterowali. Spisek obejmujacy 4 tysiace ludzi jest jednak trudny do zorganizowania, a fakt, ze nikt nigdy nie puscilby na ten temat pary z geby,wydaje się wysoce nieprawdopodobny.Jednak dla swietego spokoju możemy zrezygnować i z tego przypadku, bo mamy inny. Już nie do wytłumaczenia.W 1858 roku Cesarstwo Francuskie Napoleona III podbija Indochiny. Operacje przeciw zle uzbrojonym tubylcom rozwijaja się pomyslnie. Nadchodzi końcowy etap kampanii: 650 żołnierzy francuskich wyrusza do stolicy królestwa Wietnamu, Sajgonu. Kilkaset metrów od warownego obozu, na szczerym polu - znikają po prostu.Francja przeżywa wtedy początek epoki pozytywizmu: wszystko sprowadza się do praw materii. Ponieważ takie sprawy są nie do pojęcia, lepiej, żeby ich nie bylo. W tej sytuacji historia z drugiego krańca świata zostaje wepchnięta pod dywan. Nieco wiecej wiemy o identycznym zdarzeniu, które miało miejsce w grudniu 1939., kiedy wojska japonskie dokonywaly inwazji na Chiny i zbliżały się do ówczesnej stolicy państwa Nankinu. Na południe od miasta zajęła stanowiska brygada chińska w sile 3 tysiecy zolnierzy. Bylo pózne popoludnie.Dwie godziny pózniej adiutant plk. Li Fu Siena zameldował, że z brygada nie ma łączności. Wysłany patrol odkrył wygasające ogniska, a przy nich złożone porządnie karabiny - natomiast oddziały żołnierzy zniknęły. Stało się to w szczerym polu. Co więcej - okoliczna ludność żywotnie zainteresowana obrona przed agresorami, natychmiast spostrzeglaby dezercje trzech tysiecy ludzi. Ale oni po prostu rozplyneli się w powietrzu. Dodajmy, ze po wojnie w dokumentach japonskich sprawdzono, ze zolnierze ci nie zostali wzieci do niewoli. Ich rodziny nigdy nie otrzymaly od nich zadnej wiadomosci.Bodaj najlepiej jednak zostal udokumentowany przypadek farmera Davida Langa. 23 wrzesnia 1880 r. wyszedl on na droge przed zabudowaniami, by zabrac się do miasta bryczka miejscowego sedziego Augusta Pecka. Bryczka nadjechala o umówionej porze i Lang zrobil w jej kierunku kilkanascie kroków, po czym na oczach swojej rodziny oraz sedziego... zniknął! Jego zona wpadla w histerie. Dzieci staly oniemiale. Sedzia ze swoim szwagrem pobiegli do nich przez pole. Nie bylo tam zadnej ukrytej studni czy szczeliny.Sprawa stala się glosna, a sluzba, podejrzewajac diabelska sprawke, odeszla. Przez wiele tygodni wladze utrzymywaly ciekawskich z dala od farmy. Niczego nie zdolano wyjasnic.Historia ta ma jeden znamienny aspekt: mianowicie wystapilo w niej cos w rodzaju echa. W kwietniu nastepnego roku dzieci spostrzegl) bowiem niedaleko domu kolo wypalonej trawy o srednicy mniej wiecej 5 metrów. Poruszona tym widokiem 11-letnia Sarah zawolala ojca. Ku ich zdumieniu rozlegl się jego glos wolajacy o pomoc! Glos wolal i wolal z coraz dalszej odleglosci, az wkrótce zamarl gdzies w oddali.Zdarzenie to wskazuje na mozliwosc jednoczesnego - z przejsciem do innego wymiaru - przesuniecia w czasie. Lang zawolal od razu, lecz uslyszano go dopiero po 7 miesiacach.

Okna do innych rzeczywistosci
Ten ostatni fakt warto podkreslic, gdyz spotykamy się z nim czesto w przypadku róznego stopnia spotkan z UFO. Nie wiemy, czy zjawiskiem tym rzadzi jakies prawo, czy tez jest ono sterowane. Rosyjski kosmonauta Wladimir Solowiow twierdzi np., ze podczas swego lotu w 1986 r. widzial... pierwszy Wostok Jurija Gagarina. Widzialem go bardzo realnie, jak leci z rozchylonymi antenami. Nie wiem, moze to jakis kontakt z przeszloscia? - mówil potem.Ba, ale dlaczego tylko on go mial? A moze nie tylko on? Moze jedynie Solowiow odwazyl się to powiedziec?Znany ufolog Jacaues Vallee napisal: Kiedy widzimy na jawie UFO, stanowi on, jak sądze, w tym samym czasie obiekt fizyczny, jak i okno do innego poziomu rzeczywistosci...Idea istnienia innych, niedostepnych naszej aparaturze wymiarów jest nowa i wciaz kontrowersyjna. Tym bardziej byla taka przed 20 laty, gdy Philip Morris, badacz zjawisk paranormalnych, pisal w ksiazce Bez wyjasnienia: Ostatnie sprawozdania opisuja obiekty, które pojawiają się i znikają. Tylko, ze tych obserwacji się nie publikuje. Badacze UFO czuja do nich niechęć. Sami swiadkowie tez nie maja ochoty wystepowac z opowiesciami, w które się nie wierzy. (...) Posród przypadków, które przez samych ufologów zostaly przemilczane, jest zdarzenie z 30 wrzesnia 1954 r. w Nauatre,w Departamencie Indre-et-Loire. Tego dnia, ok. 16.30 szef brygady budowlanej Georges Gatay uswiadomil sobie, ze nie wiadomo dlaczego oddala się od swojej ekipy. Jednoczesnie czul dziwna sennosc. Wtedy, nagle, stanal wobec dziwnej istoty, która wziela się nie wiadomo skad. Byl to czlowiek w szklanym, nieprzezroczystym helmie i podluznym przedmiotem w reku. Za nim ujrzal pojazd w ksztalcie wielkiego, odwróconego spodka. (...) Nagle ów czlowiek zniknal: jakby ktos zgasil obraz w telewizorze. Potem dal się slyszec gwizdzacy dzwiek. Spodek uniósl się w pionie, skokowo - a nastepnie przeistoczyl w rodzaj blekitnej mgielki.John Keel w wydanej 33 lata temu ksiazce UFO Mysteries obliczyl, ze tylko w latach 1954-1969, i jedynie w USA, zdarzyly się 44 przypadki ludzi znalezionych na odludziach, nieodpowiednio ubranych i placzacych lub szlochajacych. Mozna by to uznac za przypadki zwyklego zgubienia się, jednak gdy przypadkowy kierowca sciagal straz lesna lub policje, ta nie zastawala nikogo. Niektórzy odnajdywali się pózniej, ale w kiepskim stanie.Policjant Chester Archey z Filadelfii spowodowal w 1966 r. wypadek w stanie Minnesota, tysiace kilometrów od swojego miejsca zamieszkania nie majac pojecia jak się tam znalazl. Ron Solis z Bostonu zostal w 1978 r. znaleziony w stanie Idaho po siedmiu miesiacach od zaginiecia. Ledwo zywy, lezal w jaskini i niczego nie pamietal.

- Brytyjski Instytut Parapsychologii spisal juz ok. 7 tysiecy takich zdarzen -

Nasuwa się oczywiste pytanie: czy statki, samoloty i ludzie nagle znikajacy z naszej rzeczywistosci, są przedmiotem dzialania jakichs praw - to znaczy nieswiadomie wpadaja w dziure miedzy wymiarami -czy tez stanowia obiekt dzialania jakiejs nieznanej nam inteligencji? Przypadkowe kolizje z innym swiatem - czy tez anomalie geometrii naszej czasoprzestrzeni -zdarzaja się tez obecnie, ale wydaja się tak absurdalne, ze tylko wyjatkowo ich uczestnicy zwierzaja się z owych niewytlumaczalnych incydentów.W tym kontekscie warto przedstawic zdarzenie, jakie stalo się udzialem rzezbiar-ki, pisarki i przez jakis czas zawodowej wrózki Joanny Waliszewskiej (jest autorka m.in. lubianej przez czytelników Sowy w kominie, Wyd. Pruszynski 1996 r.). W polowie lat 60. spacerowala ona Krakowskim Przedmiesciem obok Palacu Staszica, gdy ujrzala lezacy na chodniku szkolny atlas swiata. Uznajac, ze wypadl komus z torby, podniosla go z ziemi, majac jednoczesnie nadzieje, ze ujrzy ucznia szukajacego zguby. Ale spotkalo ja zupelnie cos innego. Nagle bowiem, po uniesieniu glowy, znalazla się w innym czasie lub - co teraz przyznaje - jakims innym wariancie naszej rzeczywistosci. Nie byla juz w centrum, lecz na przedmiesciach, gdzie domy staly luzno, miedzy pasami zieleni. Choc miala poczucie tozsamosci miejsca,, zdawalo jej się, ze przeniosla się w czas odleglej przyszlosci, byly to bowiem jakies bungalowy o innej architekturze. Slonce padalo od wschodu, podczas gdy jeszcze przed chwila byla pora popoludniowa, caly zas widok wydawal się oddalony, jakby patrzyla nan z dystansu.Artystka stala oszolomiona, po czym wizja zniknela.To wielce prawdopodobne, ze Joanna Waliszewska znalazla się przypadkiem (?) w szczelinie miedzywymiarowej. Dodajmy, ze jest ona osoba sensytywna i w jej zyciu (choc szczyci się swoim trzezwym stosunkiem do swiata) bylo wiecej takich zdumiewajacych przypadków. M.in. pisarka podczas zapasci na stole operacyjnym przezyla doznanie, które dzis kwalifikujemy jako NDE.

Ruch w obie strony

Nasuwa się pytanie: czy tylko z naszej strony tak latwo mozna przeniesc się w inny wymiar? A moze takze z tej drugiej rzeczywistosci wpadaja do nas jakies przedmioty i istoty? Opisy deszczy dziwnych biologicznych substancji przytacza wielokrotnie w swoich antologiach nieoceniony Charles Fort.Posluzymy się tu tylko jednym przykladem zdarzenia z 15 stycznia 1877 r. w Memphis w USA. O 10-ej przez ok.20 minut padal tam deszcz. Kiedy rozpogodzilo się, ludzie spostrzegli cos zadziwiajacego: podwórka, chodniki, rynsztoki i ulice pokryte byly malymi, pelzajacymi we wszystkich kierunkach wezami. Bylo ich co najmniej pareset tysiecy. Mialy od 15 do 30 cm, dziwna glówke i grubosc drutu. Nie byly jadowite i poruszaly się inaczej niz ziemskie weze. Wiekszosc tych stworzen zdechla po parunastu godzinach; tylko niektóre dozyly trzeciego dnia.Znacznie bardziej dzialaja na nasza wyobraznie historie o przedziwnych stworach, które nie wiadomo jak i po co pojawiaja się nagle na naszej planecie, po czym znikaja. Byloby lo najprostszym wyjasnieniem sprawy potwora z Loch Ness, który raz na jakis czas daje się zauwazyc, a potem ginie nie wiadomo gdzie. Nie sposób tez inaczej wytlumaczyc odkrycia zywej zaby, jakby wtopionej w warstwe wapienia wysadzona w powietrze w kopalni Black Diamond niedaleko San Francisco w 1873 r. Zaba byla slepa, ale ruszala jedna noga i zyla jeszcze caly dzien. Przeslano ja do lokalnej Akademii Nauk w San Francisco, gdzie nikt nie podjal się wyjasnienia fenomenu.Ale najbardziej frapujace są doniesienia o dziwnych ludziach, którzy pojawiaja się nie wiadomo skad i jak. Opowiesc o Szczurolapie z Hamelin, który wyprowadzil z tej wioski wszystkie dzieci, a potem zniknal wraz z nimi, jest tak niesamowita i pozbawiona moralu, ze nie bardzo wiadomo po co ktos mialby ja wymyslac. Dodajmy, ze taka wies istniala i rzeczywiscie z nieznanych powodów opustoszala w XIII wieku. Z kolei w XVIII wieku w Anglii opowiadano o dwojgu zielonych dzieciach, które wyszly z jaskini i, nauczywszy się angielskiego, opowiadaly, ze w ich swiecie slonce swieci zielonym swiatlem, a klimat jest staly i lagodny. Zmarly po jakims czasie, nie mogac przyzwyczaic się do nowego pozywienia.Najciekawsza historia zdarzyla się jednak stosunkowo niedawno, bo w 1906 roku. Wtedy to proboszcz w bretonskiej wiosce Brisson d'OHonne pewnej burzliwej nocy zosta! obudzony glosnym waleniem w drzwi. Gdy je otworzyl na progu zastal zdumiewajacego goscia: malego, chudego chlopca o dziwnych oczach i klatce piersiowej w ksztalcie odwróconej litery V. Przybysz mial u rak tylko trzy palce i nie mówil zadnym znanym jezykiem. Zamiast niego wydawal dzwieki przypominajace ptasi swiergot. Patrzyl w oszolomieniu na gorace mleko i domowe sprzety, wyraznie widzac je po raz pierwszy. Bardzo bal się burzy, za to godzinami wpatrywal się w niebo i ptaki. Ksiadz nie zdolal go nauczyc francuskiego, za to po trzech miesiacach eksperymentów odkryl, ze chlopiec jest fenomenalnie uzdolniony matematycznie, przy czym obliczen dokonywal w jakis niezrozumialy sposób. Postanowil przewiezc go do Paryza, ale wówczas nastolatek dostal zapalenia pluc i zmarl.

W pierwszym czy trzecim niebie,tylko Bóg to wie

Niewatpliwie wielka pokuse stanowi mozliwosc wytlumaczenia wiekszosci przezyc religijnych przeniesieniem do innych wymiarów. Gdy Saul doznal takiego przezycia na drodze do Damaszku, pisal pózniej, ze nie wie, gdzie się wtedy znalazl: w pierwszym czy w trzecim niebie; tylko Bóg to wie.Wkraczamy tu w najbardziej tajemnicze rejony i kazde zdanie nalezaloby opatrywac znakiem zapytania. Bez watpienia jednakze trzeba z uwaga rozpatrzyc fakty podane przez Petera i Johannesa Kiebagów, którzy w ksiazce Znaki na niebie analizuja objawienia w Fatimie. Ich zdaniem jest to przypadek interwencji istot pozaziemskich (co zreszta obejmuje tez teologiczna definicje aniolów). Biskup prowincji Leira, gdzie mialy miejsca objawienia, Joan Quaresma, relacjonowal: Nagle, ku memu ogromnemu zaskoczeniu, ujrzalem jasno i wyraznie swiecaca kule, przemieszczajaca się ze wschodu na zachód, slizgajaca przez powietrze... Swiadek innego objawienia (bylo ich piec) mówil o samolocie ze swiatla, a jedno z trojga dzieci, Hiacynta, opowiadalo o postaci kobiecej, która uwazala za Matke Boska, ze kiedy powracala do nieba, drzwi zamykaly się tak szybko, ze myslalam, iz jej przytrzasna stopy.Widac tu wyrazne podobienstwo do tych NOL-i, które pojawiaja się znikad i niespodziewanie znikaja. Tak wlasnie, jak twierdza fizycy, powinno wygladac przejscie do rzeczywistosci innowymiarowej.Fiebagowie wskazuja na sprzecznosci teologiczne objawien i podaja inne przyklady, które wykraczaja juz poza nasz temat. Uczciwy badacz musi jednak zanotowac przypadki, kiedy wzieci przez UFO doznaja przezyc religijnych, takze maryjnych.Lucjan Znicz wydal w latach 1982-1991 cztery tomy Nieznanych obiektów latajacych. Na koncu ostatniego umiescil przypadek, który nalezy do kategorii zdarzen, jakie przez ufologa francuskiego A. Michela zostaly okreslone jako tak nieprawdopodobne, ze badacze chowaja je gleboko w szufladzie. Otóz zamieszkaly we Wloszech Adam Chudecki opisal w liscie do autora niewiarygodna historie, jak uniesiony zostal do wielkiego statku kosmicznego, w którym... doznal religijnego przezycia wraz z rozmowa z Matka Boska! Dziennikarz dodaje przy tym, ze w liscie autor opisuje jeszcze jedna, równie niewiarygodna przygode ufologiczna, która - dla czystosci obrazu - calkowicie pomijam.O spotkaniu Matki Boskiej opowiedziala wydawcy kwartalnika UFO takze pani, która przezyla spotkanie IV stopnia jako mala dziewczynka. Opisany w pierwszym numerze tego pisma (1990 r.) przypadek równiez zostal opatrzony komentarzem, ze ze wzgledu na stopien nieprawdopodobienstwa pewne aspekty tej historii zostaly przez redaktorów przemilczane.(nagrodzony Pulitzerem) pisze wrecz o metafizycznym aspekcie tej teorii.O tym, ze moga istniec jakies drzwi do innych swiatów pisal juz dawno temu Jacques Bergier; natomiast Allen Greenfeld nazywal te przejscia oknami. Ostatnio, w dobie komputerów, mówi się o portalach. Miejsca takie charakteryzuja się zaburzeniami pola grawitacyjnego i magnetycznego. Barbara Marciniak w swojej glosnej ksiazce Zwiastuni switu twierdzi, ze to w tych rejonach znajduja się przejscia dla istot pozaziemskich, które obecnie... walcza o panowanie nad Ziemia.

Coraz wiecej ludzi uswiadamia sobie swoja podwójna tozsamosc, a inne wymiary, które wyznaczaja rzeczywistosc Universum, formuja tez swiat duchowy

Stopien komplikacji

Wszystko to wskazuje na stopien komplikacji, z jakim mamy tu do czynienia. Zostalismy wychowani w przeswiadczeniu o przepasci miedzy materia a duchem. Ale ten wlasnie parareligijny charakter wspomnianych doswiadczen wprowadza nas na plaszczyzne metafizyczna.Rozwijana obecnie teoria o dziesiecio-wymiarowym Wszechswiecie, która jako jedyna usuwa wszystkie sprzecznosci fizyki dwudziestowiecznej, przepasc te zdaje się zasypywac. W innych wymiarach obowiazywac bowiem moga inne prawa fizyki (czy tez prawa innej fizyki). Najwybitniejsi naukowcy przyznaja, ze jest to tak, jakbysmy otrzymali nagle wglad w matematyke przyszlosci, której doswiadczalnie nie umiemy dowiesc. Znany autor popularnonaukowy John Horgan.Jednym z takich wielkich portali,o które obecnie toczy się walka jest portal na bliskim wschodzie.To olbrzymi portal o promieniu ok. 1300 km. To dlatego tyle się dzieje na Bliskim Wschodzie. (...) Starozytna cywilizacja Mezopotamii byla kolonia kosmitom.Marciniak - a raczej grupa Plejadan, których jest ona (jak twierdzi) rzecznikiem - utrzymuje, ze przedostaja się tamtedy na Ziemie wstawki holograficzne, uzywane w celu manipulacji i dezinformacji ludzi. Po czym serwuje nader istotna wiadomosc: Wiele wstawek holograficznych i scen zostalo wprowadzonych przez gigantyczny portal na Bliskim Wschodzie, aby zdezorganizowac umysly i wierzenia ludnosci. (...) Jedna z wersji zycia Jezusa zostala wymodelowana jako scenariusz filmu holograficznego, który zostal nastepnie wprowadzony na Ziemie.Po takiej rewelacji umysl kazdego czytelnika moze stac się nieco zdezorganizowany, lepiej wiec traktowac ja na raziez dystansem. Niemniej takze inni autorzy zwracaja uwage, ze w tego rodzaju miejscach - niektórzy twierdza, ze jest ich na Ziemi 12 - pojawiaja się dziwne postacie lub zjawy. Podobno taki portal znajduje się w miejscowosci Chimney Rock w Karolinie Pólnocnej, gdzie juz od 1800 r. zdarzaja się dziwne zjawiska. Np. w 1806 r. miejscowy sedzia widzial plynace w powietrzu nieco ponad ziemia tysiace istot. Byly one podobne do ludzi, lecz mialy lsniace ubrania. Po artykule na ten temat zamieszczonym w lokalnej gazecie zglosilo się wielu swiadków, którzy równiez je widzieli. Znacznie pózniej etnografowie odkryli, ze Irokezi uwazali ten teren za szczególny i uznawali go za miejsce kontaktu z duchami. (Tam tez, dodajmy, widywano slady wlochatego, olbrzymiego humanoida, którego Amerykanie nazywaja Wielka Stopa).Czy obrzedy róznych tubylczych plemion, zwykle polaczone z zazywaniem narkotyków, ulatwiaja przejscia do innych rzeczywistosci? Tak twierdzi nie tylko Carlos Castaneda, ale takze inni antropolodzy. Profesor Hildebert Wagner z Kolonii wydal prace na temat rosnacego w Ameryce Srodkowej grzyba o nazwie teonancatl, czyli pozywienie bogów. który zawiera substancje zwana psylocy-bina. Jak czytamy, w stanie odurzenia psylocybina dochodzi do zaniku trójwymiarowej rzeczywistosci. Gdy studentom Harvardu podano ten srodek i nastepnie wyslano ich na msze, opisywali oni potem wizje znane z opisów mistyków katolickich.W Zwiastunach switu czytamy, iz sny są podrózami do innych wymiarów. Dotyczy to takze zwierzat. Niektóre z nich przedostaja się do innych swiatów równiez i na jawie, choc w tym kontekscie trzeba by to slowo na nowo zdefiniowac...Dla przykladu, owady i zaby, za pomoca wydawanych przez siebie dzwieków, otwieraja przejscia miedzy wymiarami. Owady są wielowymiarowe i odgrywaja role niewidzialnych strazników wielu swiatów. (...) Wszystkie zwierzeta są znacznie lepiej dostrojone do licznych rzeczywistosci niz ludzie i moga nauczyc was czegos na ten temat. Kiedy zaba wydaje rechotliwy dzwiek, tworzy on szczeline prowadzaca do innych wymiarów, dostepna dla zwierzecego królestwa: szczególnie dla owadów, ale takze dla wielu innych gatunków.Najslynniejszym podróznikiem miedzy róznymi swiatami byl Robert Monroe (jesli pominac nieczytelne juz dzis osiem tomów zawiklanych i metnych zapisów Emanuela Swedenborga z XVIII w.). Jego sposób polegal, jak wiadomo, na opuszczeniu ciala, co nazwano eksterio-ryzacja. W ksiazce Daleka podróz z 1985 r. Monroe napisal: Ostatnie badania wykazaly, ze ok. 25% ludzi w USA pamieta przynajmniej jedno doswiadczenie ekste-rioryzacji. Historia ludzkosci pelna jest relacji o takich przypadkach.Z jego pionierskich eksploracji i z badan uczniów (glównie Bruce'a Moena) wylania się obraz ducha ludzkiego jako wielkiej, wielowymiarowej istoty, której tylko czastke stanowia nasze ludzkie wcielenia. Duchowi pomocnicy tlumacza autorowi, ze jego uczennica nieprzypadkowo ma zdumiewajace przezycia podczas kontrolowanych wyjsc z ciala. Staramy się jej pokazac, ze ma wiele wymiarów i dlatego wlasnie moze zobaczyc siebie jako wielkie kolo jazni — jako jazn, która posiada wiele wlasnych form.Podobna wizje przedstawia nam Jane Roberts w glosnych swego czasu channe-lingowych zapisach Rozmowy z Sethem: ...Istnieje jednak wasza glebsza tozsamosc - jadro waszej tozsamosci, psychiczne nasienie, z którego wzrosliscie, wielowymiarowa osobowosc, której jestescie czescia. (...). Istnieja inne czesci waszej wielowymiarowej osobowosci, które zyja w innych rzeczywistosciach, lecz są tak samo swiadome.

Wielowymiarowe osobowosci?
John Mack jest profesorem psychiatrii, laureatem niezwykle cenionej nagrody Pulitzera i autorem ksiazki Abductions. Human Encounters with Aliens z 1994 r.Dla Macka najbardziej frapujace jest zjawisko, które okresla jako zdolnosc narzucania porwanym przez Obcych iluzji. Jaka technika lub proces sprawia, ze umysl ludzki ulega tak silnej sugestii, ze widzi gesty las lub sale konferencyjna w miejscu, gdzie znajduje się zwykly gabinet? Chodzi tu takze o wyglad kosmitów, którzy w oczach swiadków prezentuja się (do czasu) np. jak motocyklisci. Philip Morris i inni badacze uwazaja, ze ta maskujaca technika przejawiala się przez cala historie kontaktów ludzi z istotami pozaziemskimi, czego odbiciem jest folklor ludowy.Interesujaca w tym kontekscie wydaje się mozliwosc przybrania kostiumów nieaktualnych lub nietrafionych. Whitley Strieber twierdzi np., ze widzial swoich gosci ubranych w groteskowo obszerne garnitury i zbyt szerokie kapelusze! Niezwykla historie przezylo tez osmiu 10-letnich uczniów z miejscowosci Chittem Hill w Anglii. 28 stycznia 1967 r. ujrzeli oni... malego niebieskiego ludzika z broda i w wysokim kapeluszu. Pojawia! się on i znikal w coraz to innym miejscu. Chlopcy uslyszeli tez jakies paplajace glosy, w efekcie czego wystraszeni pobiegli do szkoly. Przesluchani osobno przedstawili taka sama relacje, zgadzajaca się w kazdym szczególe.Takze jedna z pacjentek profesora Macka imieniem Eva uwaza, ze fizyczne formy, takie jak humanoidalne istoty, statki kosmiczne i inne - są wyrazem próby przystosowania wyzszej wibracji w wyzszych wymiarach do ograniczonych mozliwosci percepcji ludzkiej swiadomosci.Relacje pacjentów Macka, wydobyte pod hipnoza przynosza wiele przykladów nie tylko na przesuniecia w czasie, ale przede wszystkim tego, co akcentuja przekazy channelingowe: ze inne wymiary, które wyznaczaja rzeczywistosc Universum, formuja tez swiat duchowy. Zwlaszcza niezwykly przypadek Paula dostarcza nam w tej mierze ogromna ilosc informacji. Jak twierdzi mezczyzna, Obcy moga fizycznie przebywac w naszym wymiarze i jednoczesnie kontaktowac się z istotami z innego wymiaru. Sam Paul funkcjonowal na dwóch plaszczyznach rzeczywistosci: byl jednoczesnie czlowiekiem i kosmita. Jego rola jest funkcja łącznika między oboma światami. Utrzymuje on zarazem, ze coraz wiecej ludzi uświadamia sobie swoja podwójną tożsamość .Mack pisze: ... "Relacje Paula przecza czasem uznawanej przez nas koncepcji czasoprzestrzeni: przykladem moze byc jego obserwacja w wieku 9 lat katastrofy w Roswell, która miala miejsce 19 lat przed jego urodzeniem...Jeszcze bardziej zdumiewajacy jest przyklad pacjenta imieniem Dave wzietego przez UFO. Jak czytamy: ...Jego przyjaciel Bob takze byl uprowadzony. Jego syn zginal w wypadku. Dave spotkal go dwa dni po jego smierci na statku Obcych.Jednak, skoro zgadzamy się, ze w przypadku przemieszczen miedzywymiarowych dochodzi do deformacji przestrzeni, mozna przeciez sobie wyobrazic, ze podobnym znieksztalceniom ulega czas.Pod koniec ksiazki Macka zaprezentowano historie Evy, która takze czuje się obywatelka dwóch swiatów. Tlumaczy ona, ze przejscie do innego wymiaru wymaga przyspieszenia: to jak rollercoaster w wesolym miasteczku. Podczas przejscia z jednej rzeczywistosci do drugiej czujesz się tak, jakbys jednoczesnie kurczyl się i rozrastal lakbys z jednej strony stawal się czescia wszystkiego, a z drugiej - wszystko stawalo się czescia ciebie.Wyktadajacy na slawnym uniwersytecie Harvarda profesor Mack konkluduje: ...Uprowadzeniprzez UFO staja się odarci na rzeczywistosc znajdujaca się poza nasza czasoprzestrzenia, na swiaty ukryte -jak mówia za zasłoną". Gdy pytam ich o ten rodzaj doswiadczen, nie potrafia znależć słów, jakie moglyby oddać to kurczenie się" czasoprzestrzeni. Mówia, ze w tym samym momencie znajduja się w róznych miejscach i czasach. (...) Sara, najbardziej wyksztalcona z moich pacjentów, opisywala swoje doswiadczenia jako zlewanie się wymiarów"... Nie sposób opisac tego procesu za pomoca pojec i terminologii z naszego wymiaru, poniewaz tak naprawde dzieje się to zupelnie gdzie indziej.

Upadek murów iluzjiWydaje się, ze nauka i duchowosc nie tylko podazaja dzis równoleglymi torami, ale wreszcie, po stuleciach rozdzialu, zaczynaja się do siebie zblizac. Uznanie wielowymiarowosci Uniwersum jest wlasnie takim pomostem.Slawny pisarz i agnostyk Andre Malraux napisal 40 lat temu: XX wiek bedzie wiekiem religii albo nie bedzie go wcale. Zyczliwi nam Plejadanie obwieszczaja za posrednictwem swego medium: ...Rozpoczął się dla was przelom choroby, narasta goraczka. Powstanie wielki ruch, wywolujacy na całej planecie strach i zamet. Równoczesnie zacznie się wielkie scalanie wielowymiarowego jestestwa - ponieważ otwarte zostana pola energii pochodzącej z przestrzeni kosmicznej. (...) Oczekujcie na przebudzenie nowej formy świadomości...Czy wiec - zamiast poddawac się lękom - nie powinniśmy raczej cieszyć się z upadku murów iluzji? Dopiero zaczynamy odkrywać bogactwo Rzeczywistosci.
Źródło: Nieznany Świat nr. 161
NIESPOKOJNE GROBY
Zagadki ludzkości Cmentarze są to miejsca kultu, oraz miejsca na którym spoczywają nasi bliscy i które odwiedzamy.
Cmentarze są to jednak także miejsca, które napawają nas niepokojem, a w godzinach nocnych, nawet strachem.
Opowieści o duchach nawiedzajacych cmentarze kazdy z nas zna, bo w kazdym zakątku kraju, czy świata takie żyją własnym życiem.

1. Wampir z Highgate

Pod koniec lat sześćdziesiątych XX wieku na cmentarzu Highgate w Londynie wokół grobów i na ścieżkach znajdowano martwe koty, psy i szczury. Zwierzęta nie miały widocznych ran ani śladów walki. Podejrzewano, że zostały otrute przez bezlitosnego sadystę-psychopatę. Obserwacje i przeszukanie cmentarza niczego nie wyjaśniły. Martwe zwierzęta zbadał lekarz weterynarii. Okazało się, że żadne ze zwierząt nie miało w sobie kropli krwi. "Wygląda na to, że została spuszczona lub wyssana"- napisał w orzeczeniu. Nie wyjaśnił jednak, w jaki sposób ciała pozbawiono krwi. Pojawiły się więc opowieści o wampirze wysysającym krew ze zwierząt, przybyszach z kosmosu, tajemniczej sekcie. Mieszkańcy Highgate poczuli się zagrożeni. Morderca był bezkarny, a policja nie mogła nawet sporządzić jego portretu psychologicznego. W roku 1969 wypadkami na cmentarzu zainteresował się przewodniczący brytyjskiego towarzystwa zajmującego się wampiryzmem, Sean Manchester.Też nie postawił diagnozy. Uznał natomiast, że przyczyny śmierci zwierząt są paranormalne.

Zdecydował się na przeprowadzenie rytuału przepędzenia zła z cmentarza, jak to ogólnie określił. Szczegółów nie zdradził. Wiedziano jedynie, że odprawił go nad trzema pustymi trumnami. Magia jednak nie zadziałała i na cmentarzu ciągle znajdowano martwe zwierzęta. Manchester dalej szukał rozwiązania. W starych kronikach wyczytał o żyjącym niegdyś w okolicy "potomku" Draculi. Przeszukiwał okolicę, aż wreszcie obok zrujnowanego domu znalazł grób, w którym według wszelkich wskazówek miał spoczywać wampir z Highgate. Zgodnie z przepisami o ekshumacji, wykopano trumnę z resztkami zwłok i przeniesiono na odległy cmentarz. I trzeba przyznać, że gdy w nowym miejscu zasypano trumnę ziemią, na cmentarzu w Highgate nie znaleziono już ani jednego martwego zwierzęcia. Manchester triumfował.

2.Zagadka wrzeszczących czaszek

Jak interpretować fenomen krzyczących czaszek, oddzielonych od ciała po śmierci na wyraźne życzenie umierających ??

Czaszki zawodziły i lamentowały wówczas, gdy żywi próbowali połączyć je z ciałami, łamiąc ostatnią wolę zmarłych. Czy był to protest przeciwko ingerencji, czy paranormalna zagadka do rozwiązania ??

Turyści przyjeżdżający do wioski Chilton Cantelo w Anglii, odwiedzając cmentarz zatrzymują się przy grobie z roku 1670. To miejsce ostatniego spoczynku Teofila Broome'a. Zgodnie z jego wolą w trumnie złożono ciało, czaszkę natomiast umieszczono na półce w szafie, w jednym z pokoi jego posiadłości. W miarę upływu lat kolejne pokolenia chciały się pozbyć z domu kłopotliwej pamiątki. Niestety, kiedy tylko czaszkę wkładano do grobu, rozlegał się tak przeraźliwy krzyk, że natychmiast odnoszono ją z powrotem.

W Wardley Hall koło Manchasteru w roku 1641 z powodu zdrady stracono rzymskokatolickiego księdza. Jego czaszkę przechowywano w kościelnej wieży, dopóki pewna katolicka rodzina nie przeniosła jej na cmentarz. Po zakopaniu w grobie rozległ się potężny krzyk i lament. Co więcej, w tej samej chwili niebo pokryło się ciężkimi chmurami i zaczął padać deszcz. Wówczas znany w Anglii łowca duchów, Eryk Maple polecił odniesienie czaszki do wieży. Wrzasj ucichł, pojawiło się słońce i przestało padać.

Podobnie było w Burton Agnes Hall. Zgodnie z wolą Anne Griffith jej czaszka spoczywała w domu, ale domownicy kilkakrotnie próbowali przenieść ją na cmentarz. Kiedy docierali na miejsce, rozlegały się tak przeraźliwe krzyki, że rezygnowano z podjętych prób. W końcu, w roku 1990, ktoś wpadł na pomysł, żeby czaszkę zamurować w jednej ze ściań posiadłości. Już nigdy więcej nie słyszano lamentów, a do Burton Agnes Hall powrócił spokój.

3. Twarze z Belmez

W małej hiszpańskiej wiosce Belmez w Andaluzji, w sierpniu 1971 roku Maria Gomez przygotowując obiad, zobaczyła na podłodze kuchni osobliwą plamę- ludzkie oblicze. Zawołała męża, Juana i razem ryżową szczotką chcieli ją usunąć. Bezskutecznie! W końcu, po kilku tygodniach zerwali podłogę i położyli nową. Miesiąc później pojawiły się kolejne twarze. Były tak wyraźne, że małżeństwo omijało je, chodząc po podłodze. Mieszkańcy wioski byli przekonani, że po śmierci Marii Gomez twarze na podłodze znikną same. Tymczasem, po jej odejściu w wieku 85 lat, pojawiły się następne oblicza, choć nie w dotychczasowym miejscu, ale w domu, w którym Maria się urodziła i mieszkała do 22. roku życia. Było ich 21. Do Belmez przyjechał przewodniczący hiszpańskiego Towarzystwa Parapsychologicznego, Pedro Amoros. Już po pierwszych badaniach wykluczył ingerencję ludzkiej ręki. Ponieważ podłoga z twarzami była przykryta dywanem, zaproponowano jego usunięcie, by je uwolnić. Niedowiarkowie podejrzewali rodzinę Marii Gomez o świadome działanie, by zdobyć pieniądze. Dotarcie do starych kronik i księg kościelnych częściowo wyjaśniło te osobliwe zjawiska. Okazało się bowiem, że domy zbudowano na miejscu, gdzie jeszcze w XIII wieku znajdował się cmentarz! Rozpoczęto prace wykopaliskowe. I opłaciło się, bo spod podłogi w kuchni wydobyto dwa szkielety pozbawione głów.

4. Grób rodziny Chase: co tam się działo?
Źródło: Nieznany Świat 02/2009 (218)

Image Szymon Kazimierski, emerytowany lekarz i oficer, autor opowiadań z dziedziny fantastyki, a jednocześnie wytrwały tropiciel tajemnic opisuje niesamowitą zagadkę związaną z grobowcem rodziny Chase na starym cmentarzu w Christ Church na wyspie Barbados. W miejscu tym trumny same się przemieszczały, a niektóre po ponownym otwarciu szczelnie zamkniętego pomieszczenia, w którym spoczywały, okazały się poprzewracane i porozbijane. Z kolei z innego grobowca na tej samej wyspie w absolutnie niewytłumaczalny sposób „wyparowały” zwłoki pochowanego tam przed kilkudziesięciu laty założyciela loży masońskiej. Niektóre incydenty miały miejsce jeszcze w XX wieku! To nie dziennikarska kaczka – o wszystkim tym mówią relacje licznych świadków i urzędowe dokumenty

Po otwarciu zapieczętowanych drzwi i odsunięciu na bok kamiennej ogromnej płyty grabarzom i wyslannikom zagrodzily droge cegly pietrzace się w komorze grobowej. Bylo to dziwne. Grabarze zabrali się do uprzatania przejscia Spod stosu cegiel, zmniejszajacego się powoli, wylonil się przedmiot z metalu. Poczatkowo nikt nie wiedzial, co to moze byc, jednak po uprzatnieciu cegiel okazalo się, ze jest to olowiana trumna. Stala pionowo do góry nogami, oparta o stos cegiel zagradzajacy wejscie. Grabarze ostroznie wyjeli z pod niej cegly aby ponownie mogla spoczac poziomo na ziemi. Delegacja masonska byla zdumiona: W jaki sposób wazaca 600 funtów trumna McGregora mogla się tutaj znalezc, skoro jej miejsce bylo wykute w niszy w przeciwleglej scianie? Krypta byla zamknieta, a pieczecie nie naruszone. I skad się wziely trzy male dziurki w samej trumnie? To byly jeszcze proste pytania, jak się zaraz mialo okazac. Trumny z doczesnymi szczatkami slynnego masona Aleksandra Irvine'a w ogóle tam nie bylo! Delegaci postanowili powiadomic wladze, te zas wezwaly na pomoc ekspertów. Zaczelo się szczególowe dochodzenie, które odslonilo w rezultacie jeszcze wiecej zagadek. Obaj, Alexander Irvine i Evan McGregor, byli pochowani w tym grobowcu, w ciezkich trumnach metalowych, obitych olowiana blacha. Trumny te staly obok siebie w oddzielnych wnekach w scianie. Nie bylo co do tego zadnych watpliwosci. Trzeba bylo równiez wykluczyc dzialalnosc cmentarnych zlodziei, glupie zarty, wybryki fanatyków albo szalenców. Przyczyna dziwnego zdarzenia nie mogli byc ludzie, nie mogly takze tego dokonac znane zdarzenia naturalne. Ktokolwiek byl odpowiedzialny za to, co się stalo w krypcie, musialby albo wejsc bez naruszania pieczeci, albo je pózniej z powrotem zalozyc. Nie bylo takze drobnostka ruszenie poteznych kamiennych plyt. Na tym nie konczy dzialalnosc zwyczajna. Wyniesienie jednej trumny z grobowca, wymagajace wczesniej ciezkich zabiegów polegajacych na postawieniu drugiej trumny pionowo i oparciu jej o wejscie uprzednio zagrodzone murem z cegiel, bylo zadaniem nie do wykonania. Wladze sledcze musialy się z tym pogodzic. Tak wiec sprawa ta zostala zagadka. Co dzieje się w grobowcu na wyspie Barbados? Klopotliwe pytania cisna się na usta: czy na malenkim skrawku ziemi o nazwie Barbados manifestuja się zagadkowe sily, jedyne w swoim rodzaju? A jesli tak, to jakie są to sily? A moze to po prostu sprawil tylko przypadek, ze na wyspie Barbados az dwukrotnie wystapilo zjawisko, które zdrowy rozsadek z trudem akceptuje.

Jedna niejasnosc rodzi nastepna. Zanim poczucie absurdu ostatecznie wezmie nad nami góre, przyjrzyjmy się zdarzeniu wczesniejszemu. Tak wlasnie - dziennikarze przypomnieli sobie, ze to nie pierwszy przypadek w grobowcu na wyspie Barbados. Przy pewnej dozie wyobrazni mozna by porównac odizolowana od swiata wyspe Barbados do wielkiego laboratorium. Zachodza tam procesy, które, choc niezrozumiale powoduja realne efekty, wystepujace takze gdzie indziej. Zdarzenie to o którym bedzie teraz mowa znane jest z historii wyspy Barbados jako "niespokojny grób" albo "wedrujace trumny rodziny Chase". Nawet w legendach ludowych z Indii zachodnich napotykamy wzmianki o pelzajacych trumnach; legendy te wziely poczatek wlasnie na Barbados. Cofnijmy się teraz mysla do poczatku ubieglego wieku. Nad zatoka Oistins, na poludniowym wybrzezu wyspy Barbados wznosi się cmentarz Christ Church. Grobowiec rodziny Chase równiez móglby się równac z prywatnym bunkrem atomowym (jakie juz dzis miewaja w swoich ogródkach niektórzy z naszych wspólczesnych, zywiacy przedziwne pragnienie przetrwania kilku miesiecy dluzej na zgliszczach skazonych promieniowaniem). Zbudowany z wielkich scementowanych bloków rafy koralowej, o wymiarach cztery na dwa metry, byl do polowy zaglebiony w ziemi. Marmurowa plyta wazaca tone stanowila solidne zamkniecie. 31 lipca 1807 roku znalazla się tu pierwsza trumna, jednak nie bylo to dla nieboszczyka miejsce spoczynku. W trumnie spoczywaly zwloki pani Thomasiny Goddard. Pochówek mial zupelnie zwykly przebieg i nic nie zapowiadalo nadzwyczajnych wydarzen.

Wkrótce potem, dokladnie 22 lutego 1808 roku w krypcie umieszczono druga trumne. Byla znacznie mniejsza gdyz lezaly w niej zwloki dziecka Mary Anny Marii Chase, wnuczki pani Goddard. I tym razem wszystko odbylo się jak zazwyczaj. Kiedy wiec 6 lipca 1812 roku otwarto krypte w celu pochowania w niej starszej siostry Mary Anny, Dorcas Chase, zalobnicy i grabarze staneli jak razeni piorunem na widok tego, co w niej ujrzeli: mniejsza trumna lezala w jednym kacie, a trumna pani Goddard byla oparta o sciane. Wygladalo to tak, jakby jakis olbrzym dla psoty ruszyl trumny z miejsca albo odsunal na bok bez nalezytego respektu. O sile sprawcy swiadczylo to, ze trumny byly obite olowiana blacha i takie zadanie nie nalezalo do latwych. Poniewaz trudno bylo ustalic co zaszlo, w milczacym porozumieniu ustawiono trumny na swoje miejsca i postawiono obok nich nowa trumne, nastepnie zamknieto komore grobowca. Zaczeto snuc rozwazania iz sprawcami są murzynscy niewolnicy którzy byli traktowani przez swego pana Thomasa Chase gorzej niz zwierzeta, a tak samo traktowal swoja rodzine (to on córce Dorcas zycie zmienil w pieklo, co popchnelo ja do samobójstwa). Jakis czas potem, jak się wydawalo, problem sam się rozwiazal: Thomas Chase umarl i 9 sierpnia 1812 r. zostal pochowany w tymze grobowcu. Wszystko znowu bylo w porzadku a o sensacji zaczynano zapominac. Az nadszedl dzien 25 wrzesnia 1816 r., kiedy znowu wszystko odzylo. Tego dnia mial się odbyc pogrzeb dziecka Samuela Brewstera Amesa. Otworzono w tym celu grobowiec, zastajac tam znowu znany nam juz nielad. Tym razem nikt nie mial watpliwosci: to mogli zrobic tylko Murzyni! Ale czy naprawde ono mogli by to zrobic i to w sposób taki, aby nikt tego nie zauwazyl? Ponadto Murzyni zabobonnie bali się zmarlych. Wszystko to jednak bylo bez znaczenia. Przed grobowcem wystawiono straze, co pozwalalo sadzic ze polozy to kres wszelkim profanacjom.

17 listopada tego samego roku znowu odbyl się pogrzeb. Tym razem miano pochowac doroslego nazwiskiem Samuela Brewstera przeniesionego do grobowca rodziny Chase z pierwotnego miejsca spoczynku na cmentarzu sw. Filipa. Ceremonia pogrzebowa przypominala ludowy festyn. Zgromadzil się tlum ludzi, przyjmowano zaklady; kto stawial na powtórzenie się dziwnych zjawisk, ten wygral: w grobowcu panowal chaos. Musialy dzialac tam tak gwaltowne sily ze trumna pani Goddard, która jako pierwsza "mieszkanka" grobowca byla na nie najdluzej narazona, zostala rozbita na kawalki. Tak dalej byc nie moglo - zabrano się do badania grobowca. Zbadano centymetr po centymetrze i niczego nie stwierdzono: sciany, podloga, sufit, plyta zamykajaca wejscie, wszystko bylo w nienagannym stanie, nawet mysz nie mogla by się przeslizgnac. Choc wyniki badan nie sklanialy do optymizmu, poukladano trumny na swoje miejsca oraz pozbierano szczatki pani Goddard i porozwalane kawalki trumny. Na trzy lata zapanowal spokój. 17 lipca 1819 r. w rodzinnym grobowcu, który zaslynal juz na calym swiecie miala zostac pochowana Thomasina Clarke. Ceremonia ta w swietle poprzednich wydarzen wzbudzila miedzynarodowe zainteresowanie. Przy otwarciu grobowca obecni byli, oprócz setek ciekawskich, brytyjski gubernator Barbados, wicehrabia lord Combermere, i dwóch innych urzedników rzadowych. Murarze odkuli marmurowa plyte zamykajaca wejscie i niewolnicy odsuneli ja na bok. Kiedy wnetrze grobowca stanelo otworem przez tlum gapiów przeszedl okrzyk a potem zalegla cisza. Grobowiec znowu nawiedzila niewytlumaczalna sila - zadna z trumien nie znajdowala się na swoim miejscu. Znowu poddano grobowiec badaniu ale nic nie stwierdzono. I znowu poukladano wszystkie trumny na swoich miejscach, ale tym razem podloge posypano gruba warstwa piasku. Krypte zamknieto, a lord Combermere osobiscie ja zapieczetowal. Przed wejsciem postawiono wartownika. Jak się jednak okazalo niespelna rok pózniej, wszystko to nie wystarczylo, by zapobiec zagadkowym zdarzeniom.

18 kwietnia 1820 roku ponownie otwarto grobowiec, mimo, ze nie planowano pogrzebu. Stalo się to jednak niezbedne pod naciskiem opinii publicznej. Znów przybyli wyzsi urzednicy wraz z Lordem Combermere, a gromada murzynów z trwoga otwierala grobowiec. Pieczecie znaleziono w nienaruszonym stanie, wiec nikt nie mógl dostac się do srodka. W czasie odsuwania na bok wielkiej plyty zamykajacej wejscie dal się slyszec przejmujacy zgrzytliwy odglos. Odglos ten bral się stad, ze jedna z wiekszych trumien opierala się o wejscie i trzeba bylo ja odsunac. To byl dopiero poczatek. Wszystkie trumny lezaly dookola w zupelnym nieladzie. Wygladalo to tak, jakby mala trumna dziecka Mary Anny Chase zostala z ogromna sila rzucona o tylnia sciane krypty i przy tej okazji odlupala wielki kawal kamiennej sciany. Na grubej warstwie piasku nie bylo zadnych innych sladów, oprócz tych które pozostawily poruszone trumny. Po kolejnym sledztwie, które nic nie przynioslo, gubernator zatwierdzil rozwiazanie praktyczne, które pozwolilo nareszcie zaprowadzic spokój. Trumny przeniesiono do innej krypty, gdzie do dzis spoczywaja nieruchome. Grobowiec rodziny Chase pozostawiono otwarty i pusty. Mozna go zwiedzac, jeszcze do dzis, jest mocny i nienaruszony jak dawniej. I tak oto przedstawia się zagadka grobowca rodziny Chase. Nastepnym razem przedstawie tezy i teorie jakie kraza wsród naukowców dotyczace zagadki na wyspie Barbados, a takze opisze inne przypadki niespokojnych zmarlych; min. makabryczne przedstawienie w miasteczku Arensburg.
Strona 1 z 3 1 2 3 >
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
 
Ankieta
Czy wierzysz w duchy?

Nie, nie mogą wrócić i straszyć

Wierzę, że mogą straszyć

Nie ma duszy więc nie ma duchów

Nie interesuję mnie to

Jestem ateistą, nie wierzę w świat duchowy

Musisz się zalogować, żeby móc głosować w tej Ankiecie.
 
facebook
 
Copyright © 2006


Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie