Portal o zjawiskach nieznanych i niezbadanych
Strona Główna Artykuły Download Forum Linki Kategorie Newsów Czerwiec 02 2020 19:23:15
Nawigacja
Strona Główna
Artykuły
Download
FAQ
Forum
Linki
Kategorie Newsów
Kontakt
Galeria
Szukaj
Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 66
Najnowszy Użytkownik: Nemezis
tik-tak
trwa inicjalizacja, prosze czekac...dobry fryzjer wrocław
Mapa pogody
.
 Witamy
Śmierć i zmartwychwstanie.Motyw pojawia się w wielu innych kulturach?
Ciekawostki Śmierć i zmartwychwstanie. Czy wiesz, że ten powszechnie kojarzony z postacią Jezusa Chrystusa motyw, pojawia się w wielu innych kulturach?

Choć motyw śmierci i zmartwychwstania powszechnie kojarzy nam się ze świętami Wielkiej Nocy i postacią Jezusa Chrystusa, to jednak występował on w wielu innych kulturach. Oto 3 znane bóstwa, które również odrodziły się po śmierci.

W starożytności obecność w mitologii boga natury, który umiera i odradza się była dość powszechna. W ten sposób ludzie tłumaczyli sobie cykl przemian zachodzących w przyrodzie, a także wyrażali swoje nadzieje na to, że życie nie kończy się wraz ze śmiercią ciała. Przyjrzyjmy się zatem niektórym z nich.


Egipski model nieśmiertelności


Ozyrys jest bóstwem kręgu słonecznego w panteonie egipskim. Był jednym z czworga dzieci Geba i Nut (Ziemi i Nieba). Jego postać silnie związana była z wegetacją roślin – tak jak ziarno złożone w ziemi nie ginie, a wegetuje, aby następnie wydać z siebie plony; tak Ozyrys pomimo swojej śmierci powraca do życia. Bóg wiązany był także z fazami księżyca, ze względu na jego cykliczność w symbolicznym zanikaniu i odradzaniu się. Czyni go to niezwykle podobnym do postaci greckiego Dionizosa.

Mit Ozyrysa opowiada o konflikcie ze spiskującym przeciwko niemu bratem Setem. Set, wymierzywszy potajemnie ciało swojego brata, przygotował piękną skrzynię, którą następnie zaprezentował podczas jednej z uczt. Bóg obiecał skrzynię temu, kto będzie do niej pasować i w ten sposób, kiedy Ozyrys położył się, spiskowcy natychmiast zatrzasnęli wieko i zapieczętowali. Skrzynię z bogiem wrzucono następnie do rzeki.


Ozyrys został przywrócony do życia przez Izydę

Zrozpaczona małżonka Ozyrysa – Izyda udała się na poszukiwanie ciała ukochanego. Odnalazła go dopiero po latach na dworze królewskim w Byblos. Zabrała ciało zmarłego męża do domu i przywróciła do życia. Kiedy Set dowiedział się o tych wydarzeniach, ponownie odszukał ciało Ozyrysa i tym razem pociął je na 14 kawałków, a następnie rozrzucił wzdłuż Nilu.

Izyda ponownie odszukała wszystkie części, a na miejscu ich odnalezienia ustanawiała kult Ozyrysa. Bogini wraz ze swoją siostrą Neftydą przywróciły ponownie do życia ciało boga na tyle, że Izyda mogła zajść w ciążę. Narodzony z tego związku Horus wypowiedział następnie walkę Setowi. Ozyrys jednak nie brał już udziału w dalszych wydarzeniach na ziemi. Od tego czasu bowiem panował w Krainie Umarłych.

Bardzo interesującym aspektem postaci Ozyrysa jest także jego działalność jako króla podczas panowania na ziemi. Według mitu miał on bowiem odmienić życie Egipcjan, pozbawiając ich prymitywnych i brutalnych zwyczajów. Następnie zaś ucywilizował cały świat. Dokonał tego w czasie podróży, podczas których nawracał ludzi swoimi mowami, pieśniami i poezją

Podwójnie narodziny

Grecki Dionizos czy też później rzymski Bakhus to bóstwo szczególne. Powszechnie znany jest jako bóg wina i wegetacji, ale to tylko jeden z aspektów, którym patronował. Poza błogim upojeniem Dionizos potrafił zsyłać też szaleństwo, żądzę krwi. Był powiernikiem i towarzyszem zmarłych dusz, a także opiekunem prześladowanych i cierpiących.


Hera skazała Dionizosa na szaleństwo i wieczną tułaczkę po świecie

Dionizos był synem Zeusa i Semele, która jeszcze przed porodem zmarła w ogniu wywołanym uderzeniem zesłanego przez Zeusa pioruna. Dziecko jednak zostało uratowane. Zeus wyciągnął Dionizosa z brzucha matki i owinął w bluszcz, a następnie schował we własnym ciele, aby płód mógł dojrzeć i ponownie się narodzić.

Jak możemy się domyślić narodziny Dionizosa oznaczały kolejną zdradę Zeusa w stosunku do jego małżonki Hery, ta więc nie zapałała miłością do nowo narodzonego dziecka. W czasach młodości zesłała na niego Tytanów, którzy pochwycili go, rozdarli na kawałki, a następnie ugotowali w kotle. Jednak został on przywrócony do życia przez swą babkę Reę, a następnie zamieniony przez ojca w barana, aby ukryć go przed wściekłością Hery. Boska małżonka przejrzała jednak sztuczkę, zesłała na niego szaleństwo i skazała na wieczną tułaczkę po świecie.


Jednooki bóg mądrości

Odyn był najwyższym i najstarszym nordyckim bogiem epoki wikingów, twórcą wszechrzeczy, panującym nad światem i biegiem wszelkich wydarzeń. Pewnego dnia wiedziony głodem wiedzy wyruszył na wędrówkę do podziemi, aby stanąć przed najgłębszym korzeniem utrzymującego świat Drzewa Yggdrasill. W drzewie tym zawarta była wszelka mądrość, którą pragnął posiąść bóg. Po pewnym czasie jakiś głos podpowiedział mu, że, aby zdobyć wiedzę której pragnie, Odyn będzie musiał poświęcić siebie samego.

Posłuszny bóg pomodlił się do siebie samego o siłę i wytrwałość, a następnie powiesił się na zawieszonej na konarze pętli. Jego ciało umarło, ale jego dusza krążyła dookoła i wyczekiwała odpowiedniego momentu na powrót do swojego pierwotnego miejsca zamieszkania. Po dziewięciu dniach nastąpiła pierwsza ku temu okazja, jednak Odyn odzyskawszy przytomność wiedział, że jest dopiero w połowie drogi do poznania. Złapał zatem za opartą o konar włócznię i przebił własny bok. Tym razem jednak umarł w inny sposób, ponieważ dusza nie opuściła jego ciała.


Odyn poświęcający swoje życie

Będąc zatem świadomym tego, że jest martwy, Odyn wisiał dalej wpatrując się w ziemię, aż oczyma duszy dotarł do ukrytego Źródła Mądrości. Strzegł go olbrzym Mimir, który zażądał zapłaty za dostęp do studni wiedzy. Odyn oddał mu złote naszyjniki, pierścień Herföd, ale oprócz nich olbrzym zażądał jego oka.

Odyn napił się ze źródła i posiadł wiedzę, której pragnął, a następnie powstał z martwych i zszedł z drzewa potężniejszy niż kiedykolwiek wcześniej.

Tęsknota za nieśmiertelnością, czy też życiem po życiu była obecna we wszystkich kulturach świata. Motyw śmierci i odradzania się obecny jest w wierzeniach i obyczajach różnych narodów i kultur do dziś. Umierający i odradzający się bóg mógł przynieść odkupienie, wiedzę, czy przywrócić porządek rytmu natury, a co najważniejsze dawać nadzieję, na życie po śmierci, a także dobrobyt w życiu codziennym na ziemi.
https://ciekawostkihistoryczne.pl





Aszera – małżonka Jahwe?
Ciekawostki Bóg starożytnych Izraelitów prawdopodobnie miał boską towarzyszkę

Czy Jahwe, zazdrosny, jedyny Bóg starożytnego Izraela, miał boską towarzyszkę lub żonę? W świetle źródeł, nie tylko archeologicznych, wydaje się to prawdopodobne. Król judzki Manasses ustawił posąg bogini Aszery nawet w Świątyni Jerozolimskiej. Dodać wypada, że Aszera przedstawiana była z dziwną koroną na głowie, nago, z imponującą pupą i obfitym biustem. Na terenie starożytnego Izraela i Judy archeolodzy odnaleźli już przed II wojną światową niezwykle liczne posążki tego bóstwa. Znaleziska wprawiły pruderyjnych badaczy w zakłopotanie. Brytyjski archeolog Frederick Bliss zapisał: „Ubolewam, że te żeńskie figurki z terrakoty nie mają na sobie żadnych szat”. Obecnie wiadomo, że tych Aszer było na terenie starożytnego Izraela tak wiele, że posążek bogini znajdował się niemal w każdym domu.
Obecnie wystawę poświęconą kobiecym aspektom Boga obejrzeć można w szwajcarskim Fryburgu. Przygotował ją prof. Othmar Keel z Muzeum Orientu i Biblistyki przy miejscowym uniwersytecie. Keel umiejętnie analizuje przekazy ksiąg biblijnych na tle dokumentów archeologicznych ze starożytnego Bliskiego Wschodu – inskrypcji, amuletów, posążków. Z mrówczą pracowitością przebadał 8,5 tys. pieczęci pochodzących z regionu syropalestyńskiego i doszedł do jednoznacznego wniosku – w Kanaanie (w którym powstały państewka Izraela i Judy) wprost roiło się od różnych bóstw, prawie na każdym wzgórzu płonęły ognie ofiarne, niemal każdy wieśniak miał przed swą chatą mały wapienny ołtarz. Jak każdy lud rolniczy, którego pomyślność zależała od opadów, Kananejczycy – a także Izraelici – czcili przede wszystkim Baala, boga pogody i deszczu. Jak się wydaje, jednym z jego wariantów był biblijny Jahwe, Baal z góry Syjon. Autorzy ksiąg Starego Testamentu starannie usunęli wszelkie wzmianki o związkach Jahwe z Baalem, tylko w Psalmie 68 (5) nie dopatrzyli się wersów:

wyrównajcie drogę Temu, co cwałuje na obłokach!
Jahwe mu na imię
(Biblia Tyniecka).

„Cwałujący na obłokach” to jeden z epitetów Baala. W panteonie kananejskim było także wiele bogiń. Do najważniejszych należała Aszera, wywodząca się z Ugarit, miasta-państwa położonego 400 km na północ od Jerozolimy, gdzie czczono ją jako Athirat. Imię to znaczy zapewne Pani Morza.


W źródłach akadyjskich Athirat występuje jako Aszratu, a Hetyci znali ją pod imieniem Aszerdu.
Nie są jasne jej związki z pochodzącą z Mezopotamii Isztar-Asztarte. Z upływem wieków boginie te coraz bardziej utożsamiano ze sobą, aczkolwiek początkowo były to różne bóstwa.
Aszera znana była jako „rodzicielka bogów” – matka Baala i bogini Anat, towarzyszka i małżonka kananejskiego „praboga” o imieniu El. Przypomnieć wypada, że autorzy biblijni nazywają niekiedy El także Boga Izraelitów. Księgi Starego Testamentu wymieniają Aszerę aż 40 razy, czy to jako boginię, czy jako aszery, związane z nią przedmioty: pale, pnie, drzewa, słupy drewniane. Prorocy – Jeremiasz, Ozeasz, Amos, toczyli z Aszerą bezlitosne boje. Dodać należy, że bez wielkich sukcesów. Kiedy Jeremiasz usiłował nakłonić mieszkających w Egipcie Izraelitów, aby nie oddawali czci obcym bogom, usłyszał: „Nie posłuchamy polecenia, jakie nam przekazałeś w imię Pana. Raczej wprowadzimy w czyn wszystko, co postanowiliśmy sobie: składać ofiary kadzielne królowej nieba, składać na jej cześć ofiary płynne, podobnie jak to czyniliśmy my, nasi przodkowie, nasi królowie (…). Wtedy mieliśmy pod dostatkiem chleba, powodziło nam się dobrze (…). Od czasu, kiedy zaprzestaliśmy składać królowej nieba ofiary kadzielne i płynne, cierpimy na niedostatek wszystkiego i giniemy od miecza i głodu” (Jr 44,16-18). Kobiety oznajmiły zaś prorokowi, że za wiedzą mężów pieką ciasteczka z wizerunkiem bogini. „Królowa nieba” to niemal na pewno Aszera.
Rozsierdzony prorok zapowiedział, że oporni Izraelici w kraju nad Nilem wyginą od miecza i głodu.

Mnożą się dowody, że Athirat miała ścisłe związki z Jahwe. Pewna aramejska inskrypcja sławi „Aszerę z Temanu” (to zapewne miasto w krainie zwanej Edom). „Bóg przychodzi z Temanu”, oznajmia prorok Habakuk (3,3). Archeologiczną sensacją stało się odkrycie „jabłka” z kości słoniowej, będącego częścią berła kapłana Świątyni Jerozolimskiej, mającego kształt owocu granatu. Owoc ten jest symbolem kobiecej płodności, a także małżonki Ela, Aszery. W Khirbet el-Kom w pobliżu Hebronu znaleziono zadziwiającą inskrypcję: „Napisał to Urijahu, bogacz. Niech będzie błogosławiony Urijahu przez Jahwe i Jego Aszerę, którzy ocalili go przed nieprzyjaciółmi”.
Podkreślić wypada, że Urijahu to imię jahwistyczne. Twórca inskrypcji był więc wyznawcą Jahwe, ale także „Jego Aszery” i uznał za stosowne uwiecznienie tego dla potomnych.
Duńska badaczka Tilde Binger, autorka wydanej w 1997 r. książki „Asherah: Goddess in Ugarit, Israel, and the Old Testament” nie ma wątpliwości – Aszera była małżonką Jahwe.
Jeszcze bardziej elektryzującego odkrycia dokonano w 1975 r. w północnej części Półwyspu Synaj, w miejscu zwanym Kuntillet ‚Ajrud. Na początku VIII w. p.n.e. znajdował się tu pustynny karawanseraj, czyli stanica dla karawan, której stały personel zajmował się także sprawami kultu. W jednym ze zrujnowanych budynków izraelscy badacze natrafili na niezwykłą obfitość dokumentów, w tym na hebrajskie inskrypcje sporządzone atramentem na wielkich dzbanach (pithoi), na tynkowanych ścianach oraz kamiennych misach. Na inskrypcjach znajdują się teksty w rodzaju: „Niech was błogosławi Jahwe z Samarii i Jego Aszera”. Nad powyższym tekstem, sporządzonym na dzbanie, znajduje się rysunek przedstawiający dwie postacie łączące cechy ludzkie i zwierzęce. To z pewnością para bóstw – bóg z obliczem i wyglądem byka oraz bogini z twarzą krowy i stylizowanymi piersiami – niewątpliwie „Jahwe i jego Aszera”. Aszera mogła być małżonką izraelskiego Boga przed gruntownymi reformami króla judzkiego Jozjasza (639-609 p.n.e.), który przekształcił kult Jahwe, centralizując go w Jerozolimie. Ale potężne żeńskie bóstwo było czczone wspólnie z (rzekomo) jedynym Bogiem jeszcze długo po czasach Jozjasza.
Na wyspie Elefantyna na Nilu znajdowała się kolonia żydowska, której mężczyźni służyli jako najemni żołnierze i utrzymywali korespondencję ze Świątynią Jerozolimską. Gorliwie przysyłali pieniądze do sanktuarium. Świątynia przyjmowała datki, co świadczy o tym, że Żydzi z Elefantyny uważani byli za należących do głównego nurtu religii izraelskiej. A jednak, jak świadczą listy, wysyłali oni pieniądze dla świątyni „Jaho/Anat”. Jaho stanowi formę imienia Jahwe, Anat zaś to kananejska bogini miłości, niekiedy uważana za córkę Aszery. Dowodzi to, że jeszcze u schyłku V w. p.n.e., kiedy Juda (jako prowincja Jehud) znajdowała się pod perskim panowaniem, „jedyny” Bóg Izraela miał boską towarzyszkę czy też małżonkę, albo przynajmniej żeńską hipostazę o imieniu Aszera.
Jak wytłumaczyć, że autorzy ksiąg biblijnych milczą o tym wszystkim? Dlaczego głoszą, że Izraelici byli konsekwentnymi monoteistami od czasów prawodawcy Mojżesza (jakoby 1250 r. p.n.e.) lub przynajmniej królestwa Dawida i Salomona (X w. p.n.e.)? Z pewnością księgi biblijne były wielokrotnie modelowane, redagowane i „twórczo” uzupełniane, powstały też znacznie później, niż zakładają to tradycyjnie nastawieni badacze. Wydaje się, że przez stulecia znakomita większość Izraelitów oddawała cześć licznym bóstwom kananejskim, Jahwe zaś jako swego rodzaju Baal z góry Syjon miał żeńską towarzyszkę. Istnieli wprawdzie konsekwentni jahwiści, ale stanowili niewiele znaczący margines. Królowie Północnego Królestwa (Izraela) z dynastii Omrydów nie chcieli słuchać wezwań proroków Jahwe, aby nie drażnić swych poddanych, czczących bogów kananejskich. W 722 r. p.n.e. Asyryjczycy zniszczyli jednak Izrael, ocalało tylko znacznie słabsze, południowe Królestwo Judy, wtłoczone między ówczesne supermocarstwa – Asyrię i Egipt. Król Jozjasz i kapłani Świątyni Jerozolimskiej postanowili szukać ocalenia nie w armii, gdyż jej nie mieli, lecz w metafizyce i stworzeniu religii prawdziwie monoteistycznej. Prawdopodobnie około 630 r. p.n.e. autorzy związani ze Świątynią sporządzili potajemnie tekst Piątej Księgi Mojżeszowej (Deuteronomium), w której wezwania do oddawania czci jedynemu Bogu były szczególnie konsekwentne, wyznawcom innych bóstw grożono srogimi karami, a Jahwe stał się Bogiem transcendentnym, uniwersalnym. Księgę tę, jakoby starożytną, kapłan Chilkiasz odnalazł „przypadkowo” podczas prac renowacyjnych w Świątyni. Na podstawie tej księgi Jozjasz żelazną ręką krzewił kult Jahwe – posągi i miejsca kultu innych bóstw niszczono bezlitośnie.
Ale reforma Jozjasza nie była skuteczna. Nadal składano ofiary bogini z Ugarit jako towarzyszce Jahwe. W 587 r. p.n.e. Jerozolimę, stolicę Judy, zdobyli Babilończycy, którzy deportowali tysiące Izraelitów do Mezopotamii. Wygnańcy czy też ich potomkowie powrócili 38 lat później dzięki łasce Persów, którzy zdobyli panowanie nad całym Środkowym i Bliskim Wschodem.

Persowie wierzyli w odwieczną walkę dobra ze złem, czcili anioły, swemu najważniejszemu bogu o imieniu Ahura Mazda nie stawiali posągów ani ołtarzy. Nic dziwnego, że w swej prowincji Jehud popierali monoteistyczny jahwizm. Pod protektoratem perskim kapłan i „znawca Prawa Boga niebios” Ezdrasz dokonał kolejnej reformy religijnej (około 450 r. p.n.e. lub raczej początek IV w. p.n.e.), tępił obce kulty i surowo egzekwował zakaz małżeństw mieszanych, które „splamiły ziemię od końca do końca”. W tej rzeczywistości Jahwe nie mógł już mieć małżonki, towarzyszki czy chociażby hipostazy wywodzącej się z Ugarit. Oczywiście Ezdrasz i jego zwolennicy dokonali kolejnych zmian i uzupełnień w księgach biblijnych.
Ale pamięć o Aszerze przetrwała wśród Izraelczyków długo, a w czasach chrześcijańskich przyczyniła się do wzmocnienia kultu maryjnego. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa istniała uznana za heretycką sekta – kolyrydianie, którzy uważali matkę Jezusa za boginię i piekli dla niej okrągłe ciasta rytualne, podobnie jak wcześniej Izraelitki w Egipcie piekły ciasteczka dla Królowej Niebios – Aszery.

https://www.tygodnikprzeglad.pl/aszera-malzonka-jahwe/
Diabeł z Devonshire. Tajemnicze ślady w Anglii
Zagadki ludzkości
Zimą 1855 roku w Anglii znaleziono zadziwiające ślady stóp. Ciągnęły się przez dziesiątki kilometrów, przez prawie całe hrabstwo Devon. Do dziś tajemnica śladów nie została rozwikłana.


Zima 1855 roku w Anglii była dość śnieżna. W nocy z 8 na 9 lutego po obfitych opadach śniegu pojawiły się ślady kopyt, których pochodzenia nie znano. Ślady ciągnęły się na łącznej długości od 60 do 160 kilometrów przez hrabstwa Devon i Dorset. Pojawienie się śladów zgłoszono w ponad 30 miejscowościach. Ślady ciągnęły od Exmouth, przez Topsham przecinając estuarium rzeki Exe, przez Dawlish i Teignmouth.

Ciągnęły się bez względu na jakiekolwiek przeszkody prosto. Przechodziły pionowo przez domy, stogi słomy, rowy a nawet niewysokie przepusty drogowe. Ślady miały około czterech centymetrów długości, ośmiu centymetrów obwodu, dzieliła je odległość pomiędzy osiem a szesnaście centymetrów.

Tematem zainteresowała się ówczesna prasa, która pisała:

"W czwartkowy wieczór w okolicach Exeter i na południe od Devon miały miejsce bardzo obfite opady śniegu. Następnego dnia rano mieszkańcy powyższych miast byli zaskoczeni odkryciem śladów jakiegoś dziwnego i tajemniczego zwierzęcia, obdarzonego niepospolitymi umiejętnościami - ślady stóp można było zobaczyć we wszelkiego rodzaju nieprzewidzianych miejscach - na szczytach domów i wąskich ścianach, w ogrodach i dziedzińcach, otoczonych wysokimi ścianami i żywopłotami, a także na otwartych polach".

Pojawienie się śladów wywołało niemałe poruszenie. Również wśród przedstawicieli Kościoła, którzy zaczęli podejrzewać, że w ich powstaniu musiały maczać kopyta siły nieczyste.

Teorie

Do dziś nie udało się w pełni wyjaśnić genezy powstania śladów. Mike Dash, autor wydanej w 1994 roku pracy naukowej twierdzi, że nie było jednego źródła śladów. Według niego niektóre były prawdopodobnie mistyfikacjami, inne zostały wykonane przez "pospolite czworonogi", takie jak osły i kucyki, a niektóre przez myszy leśne. Wielu nadal nie udało się przypisać żadnej znanej istocie.

Jedna z teorii mówi, że ślady zostawił balon, który się zerwał ze stoczni w Devenport. Charakterystyczne półkoliste wgniecenia w śniegu miały zostawić szekle, które były zamontowane na końcu lin, zwisających z balonu. Podważono ją, sugerując, że nie byłby w stanie pozostawić tak regularnych śladów.

Inna sugerowała, że ślady pozostawiła mysz zaroślowa. Ślady owszem są podobne, ale znacznie mniejsze od tych, które widywano w zimie 1855 roku. Według kolejnej wersji ślady miały zostawić borsuki. W tym przypadku ślady jednak nie pasowały kształtem.

Wielebny G. M. Musgrave napisał w liście do Illustrated London News, że ślady zostawiły kangury, które uciekły z prywatnego zoo w Sidmouth. Po pewnym czasie ksiądz przyznał się, że całą historię z kangurami wymyślił, aby odciągnąć swoich parafian od pomysłów z diabelskim pochodzeniem śladów. Te jednak co chwilę się pojawiały.

W Illustrated London News z 17 marca 1855 roku pojawił się artykuł, w którym autor powoływał się na autorytet "polskiego doktora medycyny", który twierdził, że na Piaskowej Górze takie ślady pojawiają się każdej zimy, a "miejscowa ludność przypisuje to siłom nadprzyrodzonym".
Zródło: Interia
Szachy z duchem
Ciekawostki Ludzie od tysięcy lat poszukują dowodu na istnienie świata zamieszkanego przez duchy zmarłych. Uparcie próbują także nawiązać z nimi kontakt. Do jednego z takich eksperymentów wykorzystano nieżyjącego szachowego arcymistrza.


Chodzi o partię szachów rozegraną przy pomocy medium pomiędzy żyjącym zawodnikiem a jego zmarłym przeciwnikiem. Rozgrywkę zorganizował w 1985 roku doktor nauk ekonomicznych Szwajcar Wolfgang Eisenbeiss, który zajmował się także badaniem zjawisk paranormalnych.

Chciał w ten sposób udowodnić istnienie życia pozagrobowego. By uniknąć jakichkolwiek podejrzeń dotyczących zmarłego uczestnika meczu, miał nim zostać duch szachisty wysokiej klasy, którego styl gry znali wszyscy żyjący mistrzowie.

Wybór partnera

Doktor Eisenbeisss zwrócił się z prośbą o wzięcie udziału w eksperymencie do Wiktora Korcznoja - radzieckiego arcymistrza, który swego czasu wyemigrował do Szwajcarii. Mimo że wybitny zawodnik nie wierzył w życie pozagrobowe, nie miał nic przeciwko rozegraniu partii z duchem zmarłego kolegi.

Do ekscentrycznego pomysłu odniósł się wręcz z humorem, żartując, że wszyscy arcymistrzowie są nienormalni, a różni ich jedynie stopień obłąkania. Po uzyskaniu zgody od Korcznoja Wolfgang Eisenbeiss zaczął szukać odpowiedniego łącznika z zaświatami.

Ostatecznie został nim jego dawny znajomy, również zajmujący się zjawiskami paranormalnymi, pochodzący z Rumunii Robert Rollans. Był on medium, które wprowadzało się w stan transu, po czym nawiązywało kontakt z pozaziemskim rozmówcą i przekazywało uzyskane ze świata pozagrobowego informacje za pomocą pisma automatycznego.

Rollans okazał się najlepszym kandydatem, ponieważ nie tylko nie umiał grać w szachy, ale nawet nie potrafił prawidłowo rozstawić figur na szachownicy.Eisenbeiss przekazał Rollansowi listę zmarłych arcymistrzów sporządzoną przez Korcznoja i poprosił, by duch, z którym medium było w stałym kontakcie (Rollans nazywał go Gabrielle), pomógł mu znaleźć w zaświatach zawodnika chętnego do udziału w meczu. Wiktor Korcznoj zasugerował, że chętnie zagrałby z José Raúlem Capablancą lub Paulem Keresem.

Piętnastego czerwca 1985 roku Gabrielle poinformowała medium, że wyzwania podejmie się węgierski arcymistrz Géza Maróczy. Potem dodała, iż Maróczy spróbuje kontaktować się z Rollansem bezpośrednio, bez jej udziału. Poznajmy zatem bliżej uczestników niecodziennego meczu!


Dwaj arcymistrzowie

Na początku XX wieku węgierski arcymistrz Géza Maróczy (1870- -1951) był jednym z najlepszych szachistów na świecie. Zwyciężył w turniejach w Monte Carlo (1902 i 1904), Ostendzie (1905), Barmen (1905) i Wiedniu (1908). Po ostatnich zawodach ograniczył swoją aktywność sportową. Do gry wrócił dopiero po zakończeniu I wojny światowej. Jego jedynym znaczącym sukcesem w tamtym okresie okazało się zajęcie pierwszego miejsca podczas turnieju w Karlovych Varach (1923). Kandydatura Maróczego została zaakceptowana przez wszystkich uczestników eksperymentu.

Z kolei Wiktor Korcznoj był czterokrotnym mistrzem ZSRR w szachach (1960, 1962, 1964, 1970) i pięciokrotnym mistrzem Europy w tej dyscyplinie. Poza tym dwukrotnie uczestniczył w meczach finałowych o tytuł mistrza świata (z Anatolijem Karpowem) oraz w rozgrywce finałowej pretendentów w 1974 roku (również z Karpowem). Korcznoj zwyciężył w około 100 turniejach międzynarodowych. Latem 1976 roku odmówił powrotu do ZSRR z rozgrywek w Amsterdamie, po czym osiedlił się w Szwajcarii. Z czasem otrzymał szwajcarskie obywatelstwo i reprezentował ten kraj na zawodach międzynarodowych.

Rozgrywka z duchem

Niezwykły mecz zaczął się od tego, że duch węgierskiego szachisty napisał ręką znajdującego się w transie medium: "Ja, Géza Maróczy, witam was". Potem arcymistrz wyraził zaniepokojenie z powodu poziomu swoich umiejętności. Tłumaczył, że długo nie trenował i wyjaśnił, dlaczego w ogóle zgodził się wziąć udział w tej niecodziennej partii. "Pozostaję do waszej dyspozycji z dwóch powodów" - zapisał Rollans.

"Chciałbym pomóc zrozumieć ludzkości żyjącej na ziemi, że śmierć nie oznacza końca wszystkiego: rozum oddziela się od ciała i żyje w nowym świecie, w innych wymiarach". Drugą przyczyną miało być rozsławienie ziemskiej ojczyzny Maróczego, czyli Węgier. Następnie duch arcymistrza przekazał pierwsze dyspozycje dotyczące ruchu na szachownicy: d2-d4.

Wiktor Korcznoj sądził, że rozgrywka z duchem będzie czymś w rodzaju dziecinnej zabawy. Diametralnie zmienił zdanie już po kilku posunięciach. A po 27. ruchu tak skomentował niezwykłą partię: - Ten, z kim gram, zaczął niezbyt pewnie, w nieco staromodnym stylu. Jednak muszę przyznać, że teraz nie jestem już pewien swojej wygranej. Początkowe wahania przeciwnika ewoluowały do zdecydowanych ruchów pod koniec rozgrywki.

Właśnie wtedy wyraźnie dały o sobie znać doskonałe umiejętności gracza. Mój pozagrobowy przeciwnik gra bardzo dobrze. Niecodzienną partię szachów obserwował jeszcze jeden człowiek - szachista oraz dyrektor Pacyficznego Instytutu Psychoneurologii w Seattle, profesor Katedry Neurologii i Psychoterapii na Uniwersytecie w Saint Louis, Vernon Neppe.

Kiedy uczony szczegółowo przeanalizował przebieg gry, doszedł do wniosku, że "Maróczy, jak przypuszczano, najpierw grał na poziomie mistrzowskim, lecz pod koniec meczu stosował rozwiązania godne prawdziwego arcymistrza szachowego. Powolna i omyłkowa faza początkowa była, być może, związana z wykorzystywaniem przez Korcznoja nowych koncepcji taktycznych, opracowanych już po śmierci węgierskiego szachisty". Neppe dodał, że medium Robert Rollans nie byłby w stanie osiągnąć takiego mistrzostwa nawet po specjalnym przygotowaniu!

W tamtym okresie Wiktor Korcznoj aktywnie uczestniczył w turniejach i jeździł po całym świecie. Rollans czekał więc na odzew z jego strony czasami całymi tygodniami. Jak twierdził później:

- Kiedy odczuwałem specyficzne swędzenie całego ciała, oznaczało to, że duch Maróczego chciał nawiązać kontakt.

Gdy medium otrzymywało nowe informacje związane z ruchem figur na szachownicy, wysyłało je Eisenbeissowi, z kolei ten - Korcznojowi.

Jak można się było spodziewać, sceptycy zaczęli podejrzewać, że Robert Rollans konsultował się z doświadczonymi szachistami. Jednak doktor Neppe uważał te przypuszczenia za mało wiarygodne, ponieważ rozgrywka między zawodnikami odbywała się na wyjątkowo wysokim poziomie, zaś jej przebieg niezwykle przypominał taktykę stosowaną niegdyś przez Węgra.

"Ze względu na wyraźnie widoczne różnice w sposobie gry obu panów, niemożliwa wydaje się komputerowa symulacja przebiegu meczu. Poza tym obecnie jedynie kilku szachistów na świecie gra na tak wysokim poziomie" - napisał Neppe. Eisenbeiss podkreślił zaś, że Rollans i Korcznoj nie otrzymali za udział w eksperymencie ani grosza, więc nie mieli żadnej motywacji do ewentualnego oszustwa.

Podczas meczu Eisenbeiss pytał Maróczego o wiele spraw, chcąc potwierdzić jego tożsamość. Na koniec lipca 1986 roku medium przekazało uczonemu 38 ręcznie zapisanych stronic z odpowiedziami na liczne, zadane wcześniej pytania. Eisenbeiss postanowił zweryfikować uzyskane informacje, dlatego skontaktował się z jednym z węgierskich ekspertów w dziedzinie szachów.

W czasie rozmowy nie wyjawił rozmówcy prawdziwych powodów swojego zainteresowania życiorysem Maróczego, twierdząc, że zbiera materiał do książki biograficznej o wybitnym szachiście. Węgier zgodził się i wykonał ogromną pracę. Oprócz "przekopywania" bibliotek i archiwów, spotkał się z kuzynem oraz dwojgiem dzieci Gézy Maróczego - synem i córką, którzy mieli już ponad osiemdziesiąt lat.

Spośród 92 uzyskanych odpowiedzi badacz mógł potwierdzić - dzięki dokumentom oraz wspomnieniom krewnych słynnego szachisty - 85 informacji. Pozostałych 7 było, być może, prawdziwych, jednak nie zachowały się żadne notatki dotyczące konkretnych wydarzeń bądź też rodzina nie pamiętała danych sytuacji.

Jednym z najciekawszych dowodów potwierdzających tożsamość Maróczego było pytanie o rozgrywkę z 1930 roku. Kiedy Wolfgang Eisenbeiss znalazł w archiwach prasowych relację z tamtego meczu, w trakcie seansu spirytystycznego zapytał Maróczego o Włocha Romi. Węgierski arcymistrz odpowiedział, że nigdy nie grał z człowiekiem o takim nazwisku, za to swego czasu zwyciężył z szachistą, który nazywał się Romig. I rzeczywiście: choć w kronikach szachowych widniało nazwisko Romi, później udało się znaleźć oficjalny protokół z meczu w 1930 roku, w którym włoski zawodnik został zapisany jako Romig.

Siedem lat meczu

Mecz zakończył się po siedmiu latach i ośmiu miesiącach 11 lutego 1993 roku. Géza Maróczy, który grał w "staromodnym" stylu, poddał się przy 47. ruchu. Robert Rollans zmarł 3 tygodnie po zakończeniu rozgrywki. W kwietniu 2006 roku Wolfgang Eisenbeiss opublikował w czasopiśmie Towarzystwa Badań Psychicznych (Wielka Brytania) wyniki eksperymentu, wywołując tym zagorzałą dyskusję w świecie nauki.

Wielu uczonych oskarżyło go o oszustwo. Niemniej udział w doświadczeniu uznanych autorytetów w dziedzinie szachów, historii, a także psychiatrii zmusił naukowców do zwrócenia baczniejszej uwagi na opisany fenomen, który udowadnia istnienie intelektu oraz świadomości po fizycznej śmierci człowieka.
https://menway.interia.pl
Życzenia Noworoczne
Powitania i życzenia
Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku!!!!!! Niech Wam się Darzy.




Życzenia świąteczne
Powitania i życzenia Drodzy Użytkownicy i Goście Portalu Zagadki Ludzkości,
chciałam Wam Wszystkim złożyć życzenia Zdrowych i Wesołych Świąt.
Niech Wigilia i Święta Bożego Narodzenia upłyną spokojnie i radośnie,
aby marzenia zmieniły się w rzeczywistość,
a sukcesy przerosły oczekiwania.

pozdrawiam

Adminblack


Lemegeton - Mniejszy klucz Salomona
Tajemnicze księgi Od wieków ludzie wierzą w duchy, upiory, diabły i demony.
Z biegiem czasu jednak ludzie zapragnęli nie tylko wzywać
owe potężne istoty, ale także kontrolować i wykorzystywać
do swoich celów.
I w pewnym momencie dziejów ludzkości pojawiła się
księga, która rozbudziła nadzieję na wzbogacenie się i
osiągniecie oszałamiającego sukcesu życiowego małym
wysiłkiem.
Księga owa to Lemegeton znana także pod
nazwą Mniejszego Klucz Salomona.
Jest to najbardziej znana księga w demonologii .
Pochodzenie tej księgi nie jest dokładnie znane, wprawdzie autorstwo przypisuje się Salomonowi,
ale jest to mało prawdopodobne.
Uznaje się, że jest to anonimowe dzieło pochodzące z około XVII wieku.



zródło: internet


Lemegeton Podzielony jest na pięć ksiąg zwanych:
Goetia, Theurgia Goetia, Ars Paulina, Ars Almadel
oraz Ars Nova.
pierwsza część Lemegetonu jest Goetia, która zawiera opis
72 demonów.
Według legendy Salomon uwięził demony w specjalnym
naczyniu i odtąd są zobowiązane służyć każdemu, kto je
wezwie. Oprócz tego Goetia zawiera dokładne wskazówki,
jak ubezwłasnowolnić demony i nagiąć do własnej woli.

Sztuka Teurgii Goecji to druga z kolei księga Lemegetonu
zawiera opis 31 powietrznych duchów, częściowo dobrych,
a częściowo złych. Duchy te mogą ukazać wszystkie ukryte
rzeczy, tajemnice osób, a także wykonać czynności
znajdujące się w mocy czterech żywiołów (powietrza, wody,
ognia, ziemi).

Sztuka Paulińska to trzecia cześć Lemegetonu. Legenda
głosi, że sztuka ta została odkryta przez Pawła z Tarsu.
Znana była już w średniowieczu. Składa się z dwóch
rozdziałów. Pierwszy rozdział odnosi się do sposobu
sprowadzania aniołów kilku godzin dnia i ich sług.
Drugi rozdział dotyczy aniołów znaków zodiaku i ich relacji z czterema
żywiołami (powietrzem, wodą, ogniem i ziemią).

Sztuka Almadelowa to czwarta część Lemegetonu, która
mówi o tym, jak zrobić Almadel, czyli woskową tablicę z
wyrytymi na niej ochronnymi symbolami i czterema
świecami.

Ostatnia część to Sztuka Objawiona, która znana jest jako
Sztuka Notariusza oraz Księga Helisola. To co wiadomo to
została objawiona przez Boga za pośrednictwem Archanioła
Michała królowi Salomonowi. Według legendy,to dzięki tej
części król osiągnął swoją dużą wiedzę.

Wampiry
Zagadki ludzkości Wampir – postać szeroko wykorzystywana w kulturze. Jego obraz zawdzięczamy głośnej książce „Drakula” Brama Stokera. Drakula nie był jednak ojcem rodu wampirów, a jego przodków należy szukać wszędzie tam, gdzie ludzie bali się nagłej śmierci – zatem również w starożytności.

Reinkarnacja duszy

Próbując zdefiniować wampira przyjmuje się, że jest to duch tragicznie zmarłej osoby lub jej ożywiony trup, który powraca, aby szkodzić ludziom. Przemianę w wampira można przedstawić jako reinkarnację – dusza zmarłego wstępuje do nowego ciała lub przemienia się w istniejącym, dając mu tym samym nowe życie, zachowując przy tym swoją tożsamość i niezależność. Już w starożytnej Grecji osoby przemienione w wampiry uznawane były za niespokojne duchy przedwcześnie zmarłych. Platon uważał, że ich dusza:

ze strachu przed tym, co niewidzialne, przed tamtym światem, […] jak powiadają, włóczy się koło pomników i grobów, gdzie już nieraz widywano jakieś do cieniów podobne dusz widziadła […] nie są [to] dusze ludzi dzielnych, tylko złych, które się po takich miejscach błąkać muszą, pokutując za pierwsze swoje życie: złe.

Krwiożercze piękności

W kulturze antycznej wampiry były przedstawiane jako żeńskie demony przyjmujące ludzką postać, aby móc żerować na śmiertelnikach. Stanowiły one orszak bogini świata podziemnego i magii – Hekate, a znano je pod postaciami empusów, lamii, strzyg i sukkubów. Ich zadaniem było uwodzenie mężczyzn, żywienie się krwią i ciałem swoich ofiar, a także zabijanie, porywanie lub zjadanie pozostawionych samotnie dzieci. Wszystkie posiadały zdolność do przemiany w stworzenia związane z demonami nocy. Umiejętność takiej przemiany sugeruje, że do grona wampirów można także zaliczyć mitologiczne syreny. Te kobiety-ptaki już w poemacie Homera wabiły marynarzy ku zgubie i zbierały ich kości na swojej wyspie.

Chodzący zmarli

Znane jest także podanie rzymskiego historyka Flegona z Tralles z II w. n.e., który opisał historię przedwcześnie zmarłej dziewczyny. Powstawszy z grobu odwiedzała ona nocami młodzieńca mieszkającego w domu jej rodziców. Gdy wyszło to na jaw, rodzina dziewczyny postanowiła zaczekać na nią w ukryciu, chcąc ją powitać i wziąć w ramiona. Ta jednak ze smutkiem wytknęła im okrucieństwo ich ciekawości i oznajmiła, że teraz musi wrócić do miejsca swojego przeznaczenia, po czym padła martwa. Kiedy rodzina następnego dnia otworzyła grób, okazało się, iż był on pusty.

Magia ochronna

Starożytni nie byli pozostawieni sami sobie w walce z ożywionymi zmarłymi. W starożytnym Rzymie istniało kolegium kapłanów mających za zadanie zwalczanie wampirów, a także kodeks prawny, który zakazywał pozostawiania zmarłych w miejscach wystawionych na żer lamii i strzyg.

Według Owidiusza ludzie w walce z wampirami posiadali po swojej stronie boginię drzwi, zawiasów i zdrowia – Carnę. Atak strzyg na niemowlęta w domu można było też udaremnić poprzez trzykrotne dotknięcie futryny liściem arbutusowym (rodzaj rośliny z rodziny wrzosowatych), skropienie progu specjalną wodą, złożenie w ofierze surowych wnętrzności dwumiesięcznej sowy i wypowiedzenie specjalnej modlitwy:

Ptaki nocy, oszczędźcie organy wewnętrzne dzieci: mała ofiara przypada z małego dziecka.

Weźcie, modlę się, serce za serce, wnętrzności za wnętrzności. To życie dajemy wam dla lepszego życia.


Jak widzimy lęk przed nieumarłymi był bardzo istotnym elementem codzienności starożytnych. Niezwykłym jest fakt, że po ponad dwóch tysiącach lat nasze wyobrażenia wampirów nie różnią się aż tak bardzo od wyobrażeń antyku.

https://ciekawostkihistoryczne.pl/2019/08/08/klasyczny-wampir-w-poszukiwaniu-starozytnego-przodka-drakuli/#2
Biblia Diabła – średniowieczny manuskrypt, w którym ukazano Lucyfera
Tajemnicze księgi W światowej historii – zwłaszcza gdy badamy archiwa zachowane w mrokach średniowiecza – legendy stanowią nieocenione źródło wiedzy. I inspiracji. Bo przecież dzięki wyobraźni potrafimy dopisywać nowe rozdziały do cywilizacyjnych kronik… a czasami nawet całe księgi. Dowodem jest choćby Codex Gigas, prawdopodobnie największy istniejący manuskrypt, w którym zobrazowano wizerunek samego diabła. Rękopis nie jest jednak wytworem fantazji, a prawdziwym dziełem stworzonym przez człowieka.

Tajemniczy manuskrypt został spisany w benedyktyńskim klasztorze w Podlažicach, niedaleko miasta Chrudim. Zakon kojarzy się z miejscem uświęconym przez religię. Ale nawet w sferze sacrum istnieje grzech. Z zakazanymi pragnieniami mierzyć musieli się również przedstawiciele zakonu. Szczególnie interesujący jest przypadek jednego z braci, o którym wiemy z dawnej legendy. A przecież w nich właśnie znaleźć można ziarenko prawdy…

Mnich natchniony przez szatana

Zgodnie z ludowym podaniem autorem świętego tekstu był mnich, który dopuścił się złamania reguły zakonnej. Na jego sumieniu ciążyć musiał potężny grzech, gdyż jego przełożeni nie mieli żadnych wątpliwości, że kara powinna być najwyższa. Zamurowanie żywcem w celi – oto cena za takie przewinienia. Zakonnik postanowił jednak wybłagać o możliwość pokuty. Warunek był prosty. W noc poprzedzającą egzekucję mnich miał spisać religijne dzieło, które rozsławiłoby klasztor. Zadanie katorżnicze, praktycznie niewykonalne. A jednak warte ryzyka.

Potępiony mężczyzna, będąc w najczarniejszej godzinie swojej próby, postanowił, że o pomoc w opracowaniu dzieła poprosi upadłego anioła. Ręka śmiertelnika nie była więc prowadzona przez Boga, lecz szatana. I to jego wizerunek pojawia się na karcie szczególnej wersji Biblii.

Nazwa manuskryptu jest wymowna. Bo „Codex Gigas” to inaczej „Wielki Kodeks” lub „Wielka Księga”. Rycina, na której zobrazowano oblicze demona, jest prawdziwa i to z uwagi na nią manuskrypt nazywany jest niekiedy „Biblią Diabła”. Nietrudno jest się domyślić, że w żadnym innym egzemplarzu Biblii nie znajdziemy takiego wizerunku. Jest on zresztą szczególny, bo graficzne dzieło ukazuje nam Lucyfera zamkniętego w więzieniu, komnacie zła.

Format i rozmiary rękopisu wzbudzają zaś autentyczny zachwyt. Kodeks, który obecnie przechowywany jest w Bibliotece Królewskiej w Sztkohkolmie, mierzy niemal metr wysokości. Szeroki na pół metra, gruby na ponad 20 centymetrów, waży 75 kilogramów. Do wykonania prawdopodobnie największego w dziejach manuskryptu zużyto ponad 300 welinowych kart, do których użyto skór z około 160 zwierząt. Liczby potrafią robić wrażenie. Nic dziwnego, że rękopis był przez wieki przyrównywany do jednego z siedmiu cudów świata i nazywano go niekiedy ósmym cudem. Imponował formą. A także treścią.

W całości znajduje się bowiem nie tylko tekst Starego i Nowego Testamentu, ale również encyklopedia „Etymologiae” Izdyora z Sewilli, hiszpańskiego arcybiskupa i „Kronikę Czechów” Kosmasa z Pragi, którego uważa się za pierwszego czeskiego kronikarza.

Najciekawsze zapisano jednak w kolejnych partiach manuskryptu. Tajemnicze traktaty medyczne, ludowe przypowieści, a także prawdziwie diabelskie sekrety – formuły magiczne, które miały służyć odprawianiu egzorcyzmów. Manuskrypt zawiera iluminacje w kolorach: czerwonym, niebieskim, żółtym, zielonym i złotym. A wszystko w jednym tomie spisanym przez jednego człowieka. Czy to możliwe? Czy w legendzie zapisano faktycznie ziarenko prawdy?

Historyczne śledztwo w religijnej sprawie

Ustalenie autentyczności dokumentu wiąże się z pogłębionymi badaniami. Wpis w księdze zdaje się wskazywać, że prawdopodobną datę zakończenia prac nad Biblią Diabła był rok 1230. Przedstawiciele międzynarodowej grupy współczesnych ekspertów – złożonej z paleografów, bibliotekarzy i biblistów – ustalili, że jeden człowiek – gdyby pracował bez większych przerw – dokładnie wykaligrafowaną stronę mógłby zapisać w około godzinę. Praca nad tysiącami stronic Codexu Gigas wiązałaby się zaś z około dwudziestoletnim okresem prawdziwego poświęcenia. W ciszy. Odosobnieniu. Prawdziwe samotni, która mogłaby stanowić rodzaj pokuty.

W demonicznej legendzie o grzesznym śmiertelniku przez wieki często pojawiało się słowo inclusus. Grafolodzy odkryli bowiem, że błędnie przetłumaczono i zinterpretowano łacińskie słowo, które znaczy nie tyle (tudzież – nie tylko) karę, co izolację. Benedyktyńska cierpliwość została odpłacona. Inclusus oznacza tu najprawdopodobniej nie karę polegającą na zamurowaniu żywcem, ale mnicha, który z własnej woli odizolował się od świata, zamieszkawszy w odosobnionej celi. Wiadomo to również na podstawie analizy atramentu, który stanowił chemiczny podpis. Sporządzone z różnych metali i pokruszonych gniazd owadów nie pozostawia wątpliwości, co do tego, że „Biblia Szatana” faktycznie została opracowana przez tylko jednego śmiertelnika.

Autorski projekt – niezwykle imponujący zarówno w formie, jak i treści – przypisywać można zatem nie grupie czeskich mnichów, lecz jednej, w dodatku bardzo konkretnej osobie. Badacze zdołali zresztą nawet określić imię autora „Codexu Gigas”. Hermanus Monachus Inclusus, czyli mnich natchniony przez szatana, a może raczej zakonnik prowadzony przez chęć boskiego oświecenia? Dwoistość ludzkiej natury – dobro i zło – znajduje zresztą wyraz w samym manuskrypcie. Bo na stronie poprzedzającej obraz Szatana znajduje się imponujący rysunek królestwa niebieskiego…

https://ciekawostkihistoryczne.pl/2019/12/01/biblia-diabla-sredniowieczny-manuskrypt-w-ktorym-ukazano-lucyfera/#3
Podniebny rydwan: Zagadka z Księgi Ezechiela
Zagadki ludzkości Księga Ezechiela należy do najbardziej zagadkowych fragmentów Starego Testamentu. Co przedstawił w niej natchniony prorok? Metaforyczną wizję chwały jedynego Boga? A może – jak próbują to udowodnić łowcy biblijnych sensacji – relację z lądowania statku kosmicznego obcej cywilizacji?

Na początku szóstego wieku przed naszą erą królestwo Judy przeżywało trudny oraz burzliwy okres. Czasy świetności miało za sobą: pozostając w pełnej zależności od władających Egiptem faraonów, musiało szykować się do stawienia czoła najeźdźcom ze wschodu - babilońskiej armii pod wodzą Nabuchodonozora II.

Król Jojakim poczynił, co prawda, przygotowania do odparcia inwazji, zbrojąc mężczyzn i fortyfikując miasta, ale koniec wydawał się bliski.
ukazywali zbliżającą się nawałę z Babilonu jako karę za grzechy i sprzeniewierzanie się woli Jahwe.

Prorok upadającego królewstwa

Jednym z tych, którzy w tych ostatnich dniach przed upadkiem królestwa próbowali obudzić w swych braciach zapał religijny i patriotyczny, był niejaki Ezechiel - prorok sprawujący w Jerozolimie funkcję kapłana

Posiadał odpowiednie wykształcenie, interesował się też historią i był bacznym obserwatorem życia społecznego.

Z zatroskaniem odnotowywał w swoich zapiskach ruchy wojsk Nabuchodonozora oraz rosnącą wrogość ościennych plemion Ammonitów oraz Edomitów. W końcu stał się świadkiem upadku i splądrowania Jerozolimy przez Babilończyków. Wraz z dworem Jojakima musiał opuścić Święte Miasto i udać się w niewolę...

Jego nowym, przymusowym miejscem zamieszkania było Tell-Abib na terenie dzisiejszego Iraku. Tam też uczestniczył w wydarzeniach, które na zawsze zmieniły jego życie, a dla wielu badaczy Starego Testamentu stanowią ciągle nierozwiązaną zagadkę. Oto pewnego dnia Ezechiel ujrzał coś, co przyprawiło go o zdumienie i nabożny strach.


Jahwe za sterami?


Cóż takiego przedstawił nam Ezechiel trawiący na obczyźnie gorycz upadku Królestwa Judy? Dla teologów i religijnych znawców Pisma Świętego sprawa jest jasna: doznał wizji chwały Boga, a potem postarał się słowami opisać obrazy, jakie ujrzał w mistycznym uniesieniu.

Jego opowieść miała podtrzymać na duchu przebywających w niewoli babilońskiej rodaków i przypomnieć im o wszechmocy Jahwe, który jest ich jedyną nadzieją na wyzwolenie. Ale jest też spore grono badaczy starożytności, takich jak Erich von Däniken czy Josef Blumrich, którzy uważają, że mamy tu do czynienia z bardzo plastycznym opisem... statku kosmicznego wraz z pochodzącą spoza Ziemi załogą.

Jakie argumenty przytaczają na udowodnienie swej hipotezy? Po pierwsze, podkreślają, że w relacji proroka łatwo dostrzec - opisane językiem człowieka, który nigdy nie widział zaawansowanych technicznie urządzeń - poszczególne elementy konstrukcyjne wehikułu o napędzie atomowym lub jonowym oraz ich wyposażenie.

Należą do nich: Rozgrzana "chłodnica" lub osłona stosu napędowego ("żarzące się węgle"); Koła wykonane z zagadkowego, połyskliwego materiału, które potrafiły poruszać się we wszystkich kierunkach; Androidy ("istoty żyjące") mające zdolność błyskawicznego przemieszczania się. Wymienione wyżej koła, które im towarzyszyły podczas każdego ruchu, mogłyby być kulistymi robotami.


Ezechiel dostrzegł także postać pilota tego statku, który odziany był w metaliczny, połyskujący skafander i otoczony czymś w rodzaju pola siłowego. Mało tego! Z innych ustępów Księgi Ezechiela wiemy, że prorok wybrał się na "wycieczkę" owym tajemniczym wehikułem i w krótkim czasie pokonał jako gość na jego pokładzie niewyobrażalne odległości.

Rydwany bogów

Kto ma rację? Czy prorok opisuje Boga i zwierzokształtne, skrzydlate cheruby, czy też próbuje oddać swoimi słowami wygląd kapsuły lądowniczej kosmitów, których wziął za istoty boskie? Tego nie jesteśmy w stanie rozstrzygnąć.

Przypomnijmy jednak, że podobny opis lotu na pokładzie statku prowadzonego przez tajemnicze istoty zawarty jest w apokryficznej Księdze Abrahama. Mało tego. Mamy także pochodzące z innych kręgów kulturowych i religijnych opisy, które w zadziwiająco szczegółowy sposób relacjonują konstrukcję, wyposażenie i uzbrojenie powietrznych wehikułów.

Należą do nich niewątpliwie słynne wimany - "samoloty" indyjskich bogów, osiągające zawrotne prędkości, rażące śmiercionośnymi pociskami i znacznie przewyższające możliwościami współczesne maszyny bojowe.

Czy mają one coś wspólnego z relacjami autorów żydowskich? Czy 2-3 tysiące lat temu gościliśmy na naszej planecie przybyszy z kosmosu? Brzmi to jak science-fiction, ale czym byłyby badania nad przeszłością bez odrobiny fantazji na temat przyszłości...


Zródło: https://menway.interia.pl/
Plagi egipskie
Zagadki ludzkości W tym zaciekłym pojedynku uczestniczyli z jednej strony Mojżesz i jego brat Aaron, a z drugiej – faraon. Stawką była wolność dla setek tysięcy cierpiących niewolę Izraelitów, ofiarą konfliktu padli zaś zwykli Egipcjanie, na których posypała się lawina nieszczęść. Czy da się racjonalnie wytłumaczyć przynajmniej niektóre niezwykłe zjawiska opisane w Księdze Wyjścia?

Dla wierzących seria dziesięciu katastrof, które nawiedziły państwo nad Nilem, to niezwykle wymowny znak boskiej mocy karzącej pychę i samowładztwo faraona.

Co na to przedstawiciele świata nauki? Otóż twierdzą, że wszystkie przedstawione w Biblii plagi da się wyjaśnić i zinterpretować jako klęski żywiołowe.
Według prof. Roberta Millera z Amerykańskiego Uniwersytetu Katolickiego tracimy wówczas cały sens biblijnego przekazu. - A ów sens polega na tym, że wyszliśmy z Egiptu nie z pomocą zjawisk naturalnych, lecz za sprawą Boga - twierdzi uczony.

Czy da się te obie koncepcje pogodzić? Tak, jeśli przyjmiemy, że Opatrzność musiała tylko zainicjować całą serię bardzo niefortunnych dla Egiptu wydarzeń, które w konsekwencji doprowadziły do masowego wyjścia Izraelitów z "domu niewoli". Oddajmy zatem głos - oprócz teologów - historykom, klimatologom i epidemiologom.

Zacznijmy od podstawowego pytania: kiedy doszło do wspomnianego ciągu nieszczęść? Co do tego historycy nie są zgodni. Większość z nich uważa, że były to lata panowania Ramzesa I, Setiego I, Ramzesa II lub nawet Merneptaha.

Przeważa zaś pogląd, że to trzeci z wymienionych tu władców był tym, na którego spadł ciężar biblijnych klęsk i który koniec końców wygubił swą armię w odmętach Morza Czerwonego.

Ramzes II, zwany Wielkim, założył na swe skronie korony Górnego i Dolnego Egiptu ok. 1279 roku przed narodzeniem Chrystusa. Sprawując ponad trzydziestoletnie rządy, zasłynął realizacją potężnych przedsięwzięć budowlanych oraz zwycięskimi wojnami toczonymi w Syrii, Libii i Nubii. Przełom XIII i XIV wieku p.n.e. jest opisywany przez kronikarzy egipskich jako okres dobrobytu dla państwa i jego mieszkańców. Do czasu...
Pod sam koniec panowania Ramzesa zdarzyło się coś, czego nie przewidzieli uczeni kapłani. Jak dowodzą badania geologiczne przeprowadzone w północnoafrykańskich jaskiniach, doszło wtedy do fatalnego załamania warunków klimatycznych. - Było dużo deszczu, a jego kraj rozwijał się.

Ten okres trwał jednak tylko kilkadziesiąt lat. Pod koniec panowania Ramzesa II krzywa klimatyczna gwałtownie obniżyła się - twierdzi profesor Augusto Mangini z Uniwersytetu w Heidelbergu.

Skutkiem tych zmian pogodowych była dotkliwa i długotrwała susza, która w kilka lat doprowadziła do znacznego wyschnięcia Nilu oraz w rezultacie do ustania jego wylewów.

Mętna pozostałość potężnej rzeki została z kolei skolonizowana przez bakterie z gromady sinic o łacińskiej nazwie Oscillatoria rubescens. To one zabarwiły wody Nilu na czerwono, co zostało uznane za pierwszą z plag, która wkrótce pociągnęła za sobą następne...

Czy możliwe jest jednak inne wyjaśnienie? Owszem, w tym celu przenieśmy się do XVII wieku przed naszą erą. Kto panował wtedy w Egipcie? Tego dokładnie nie wiemy - można tylko domniemywać, że byli to przedstawiciele XIII lub XIV dynastii.
W 1627 roku p.n.e., na jednej z wysp (dziś: Santoryn) archipelagu Cyklad, oddalonego od delty Nilu o 700 kilometrów, wybuchł wulkan Thera. Siła eksplozji dwukrotnie przewyższała zabójczą erupcję Krakatau w 1883 roku. Cały basen Morza Śródziemnego znalazł się w zasięgu oddziaływania żywiołu o niesłychanej sile. Już wkrótce pierwsze zwiastuny nadciągającej katastrofy dotarły do Egiptu...

Czerwona rzeka

W pierwszym etapie swej niszczycielskiej erupcji Thera zaczęła wyrzucać do atmosfery ogromne ilości czerwonego pyłu wulkanicznego. Purpurowa chmura najpierw zasnuła niebo na północy, a potem zaczęła opadać na ziemię w Dolinie Nilu. Wtedy też na oczach przerażonych Egipcjan wody życiodajnej rzeki zmieniły swój kolor: zaczęły przypominać krew!

Według innej teorii wywołana przez erupcję wulkanu fala tsunami wtłoczyła do delty Nilu potężne ilości kwitnących na czerwono glonów, które wywołały podobne zjawisko. Tak czy inaczej, największa rzeka świata została w swym dolnym biegu zatruta, co stało się początkiem fatalnego efektu domina, który miał doprowadzić Egipt do straszliwej - choć "rozłożonej na raty" - katastrofy.

Ucieczka płazów

Główna arteria wodna Egiptu, która zapewniała jego mieszkańcom coroczne obfite zbiory z pól i sadów, zamieniła się w toksyczny, pozbawiony tlenu ściek.

Pierwsze wyginęły ryby, które gniły potem na brzegach i w płytkich zatokach rzeki. Nie miały dokąd uciekać. Ze swej szansy skorzystały jednak żaby, które mogły przecież wydostać się z opresji na ląd.

Opanowały one nadbrzeżne tereny, chętnie korzystając ze schronienia w ludzkich domostwach i wokół nich. Brak wody i kolejne opady pyłu spowodowały jednak ich masowe wymieranie. Przykra woń ziemi wskazuje, że z atmosfery zaczęły przedostawać się do gleby wyzwolone podczas wybuchu Thery związki siarki, fluoru i chloru.

Bzyczący najeźdźcy


W nadbrzeżnych rozlewiskach i mokradłach rozpleniły się komary. Ich rozwijające się w wodzie larwy nie zostały zjedzone przez ryby i płazy, więc wkrótce nad Nilem pojawiły się całe chmary krwiopijców. Dokuczliwie kąsały ludzi i bydło.
Afrykański pomór bydła

Taka inwazja insektów musiała mieć swoje epidemiologiczne konsekwencje. Pokryte otwartymi ranami od ukąszeń krowy, owce, kozy, osły oraz wielbłądy zostały zaatakowane przez zarazę przenoszoną za pośrednictwem much i komarów.

Do masowego wymierania bydła przyczyniło się też zapewne zatrucie wody i paszy przez toksyczne związki chemiczne opadające na ziemię wraz z pyłem wulkanicznym. Zaatakowane zostały przezeń także płuca zwierząt, które po prostu dusiły się.

Inwazja much

Na tym jednak nie koniec, gdyż wkrótce w powietrzu zaroiło się od much. Gnijące truchła ryb i żab stały się doskonałą pożywką, która umożliwiała gwałtowne zwiększenie się populacji tych owadów. One także kąsały ludzi i zwierzęta oraz sprawiały, że żywność stawała się niezdatna do jedzenia.


Pierwsze uderzenie w ludzi


Nie trzeba było długo czekać, by choroby przeniosły się na ludzi. Chmury owadów, gnijące truchła zwierząt, kłopoty z zaopatrzeniem w czystą i nadającą się do picia wodę - to wszystko sprawiło, że w Egipcie wybuchła epidemia choroby, której symptomami były owrzodzenia na ciele.

Według niektórych teorii mogła być to ospa (u zwierząt występująca w postaci tzw. krowianki). Trudno oszacować liczbę jej ofiar.

Ognisty lód

Opady gradu nie są nad Nilem niczym wyjątkowym i pojawiają się do dziś w styczniu i w lutym.

Po wybuchu Thery sytuacja była jednak o wiele poważniejsza: zmieniły się diametralnie warunki klimatyczne i pogodowe. Ogromne ilości pyłu wulkanicznego i pary wodnej powodowały występowanie niszczycielskich burz o niespotykanej dotąd sile.

Wiatr, wyładowania atmosferyczne i olbrzymie kule gradu były ich nieodłącznym atrybutem. Nawałnice pogorszyły i tak już ciężką sytuację aprowizacyjną ludności Egiptu.


Żarłoczna szarańcza

Jakby tego było mało, na resztki upraw rzuciła się szarańcza, która zaczęła ogałacać pola, sady i w ogóle wszelką roślinność, która znalazła się na jej drodze.

Inwazje tych owadów są znane od wieków na obszarze Afryki i Bliskiego Wschodu (żarłoczne chmary szkodników docierały niegdyś nawet do Polski!), jednak ta musiała być wyjątkowo niszczycielska - być może masową migrację szarańczy wywołały burze i opady popiołów wulkanicznych.


Po omacku


Nie ulega wątpliwości, że po tak gwałtownym wybuchu Thery, który wyrzucił do atmosfery ok. 100 kilometrów sześciennych pyłów, dopływ światła słonecznego do powierzchni ziemi został znacznie ograniczony.

Po erupcji Krakatau w 1883 roku mieszkańcy odległych o kilkaset kilometrów miejscowości opowiadali, że przez kilka dni panowały ciemności, a słońce dawało tyle światła co księżyc. Z podobnym zjawiskiem musieli mieć do czynienia Egipcjanie w XVII wieku przed naszą erą.

Tchnienie śmierci

Już ponad 20 lat temu amerykańscy epidemiolodzy John S. Marr oraz Curtis Malloy opublikowali hipotezę, że u źródeł dziesiątej plagi mogą leżeć nawyki żywieniowe sprzed 27 wieków.

Pierworodny syn zawsze dostawał pierwszy i największy posiłek - zaczynał jeść przed swoim rodzeństwem (podobną zasadę stosowano w odniesieniu do zwierząt hodowlanych).

Po serii poprzednich katastrof grzyby pasożytnicze, takie jak czarna pleśń, kropidlak żółty lub sporysz - wszystkie one mogą stać się przyczyną śmiertelnego zatrucia - znalazły w zawilgoconym i pozbawionym dopływu światła słonecznego ziarnie znakomite warunki rozwoju.

A dlaczego plaga nie dotknęła Izraelitów? Ci mieli własne przepisy dotyczące higieny żywności. Także posiłek, który mieli spożyć podczas nocy zagłady (Paschy) gwarantował, że nie znajdą się w nim żadne szkodliwe substancje. I dopiero docierający zewsząd płacz matek skłonił faraona do zezwolenia zniewolonemu narodowi na opuszczenie Egiptu.

Zródło: http://swiatwiedzy.interia.pl/





Strona 1 z 5 1 2 3 4 > >>
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Ankieta
Czy wierzysz w duchy?

Nie, nie mogą wrócić i straszyć

Wierzę, że mogą straszyć

Nie ma duszy więc nie ma duchów

Nie interesuję mnie to

Jestem ateistą, nie wierzę w świat duchowy

Musisz się zalogować, żeby móc głosować w tej Ankiecie.
facebook


Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie | okazjanazakupy.pl