Portal o zjawiskach nieznanych i niezbadanych
Strona Główna Artykuły Download Forum Linki Kategorie Newsów Listopad 28 2020 02:53:41
Nawigacja
Strona Główna
Artykuły
Download
FAQ
Forum
Linki
Kategorie Newsów
Kontakt
Galeria
Szukaj
Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 67
Najnowszy Użytkownik: szara szadz
tik-tak
trwa inicjalizacja, prosze czekac...dobry fryzjer wrocław
Mapa pogody
.
 Witamy
OOBE inaczej Eksterioryzacja
OOBE Eksterioryzacja to sztuka podróżowania poza ciałem, która według entuzjastów zjawiska polega na postrzeganiu świata spoza własnego ciała. Według ezoteryków można doświadczać jej nieświadomie lub wywołać celowo przy użyciu specjalnych technik.

Eksterioryzacja (ang. out-of-body experience - OBE lub OOBE, doświadczenie poza ciałem) staje się coraz bardziej popularna i o doświadczeniach uczestników, u których OBE wystąpiło podczas snu lub medytacji, można nierzadko przeczytać na portalach internetowych lub forach.

Należy jednak podkreślić, że według współczesnej nauki eksterioryzacja nie jest możliwa. Zgodnie z tym stanowiskiem poruszanie się i komunikowanie się z innymi w czasie, gdy ciało relaksuje się lub śni nie odbywa się w rzeczywistości, a jedynie w obrębie ludzkiego mózgu.

Na czym jednak konkretnie polega eksterioryzacja, jak można jej doświadczyć, kto ją praktykuje i bada oraz co konkretnie mówi o tym EBM, czyli medycyna oparta na faktach?

Eksterioryzacja - co to jest i kto może jej doświadczyć?

Eksterioryzacja to zjawisko, którego można doświadczyć podczas snu, transu lub głębokiego relaksu.

Jej zwolennicy określają ją jako zjawisko, które umożliwia czasowe opuszczenie ciała i doświadczanie wielu czynności poza nim - twierdzą, że w jej trakcie można m.in. oddalać się od ciała (nawet na duże odległości), obserwować świat, w tym także swoje ciało z góry, a nawet komunikować się z innymi.

Co ciekawe, zjawiska można doświadczyć nie tylko spontanicznie i nieświadomie, ale także poprzez zastosowanie odpowiednich technik i ćwiczeń.

Eksterioryzacji mogą doświadczać osoby, które śnią, są w transie lub hipnozie, a także osoby, które doświadczyły traumatycznych przeżyć (np. po wypadku lub przeżyły wojnę), w trakcie silnego zmęczenia, choroby (np. migrena, padaczka skroniowa) lub po zażyciu środków psychoaktywnych.

Eksterioryzacja. Jak można doświadczyć OBE? - Techniki


Zwolennicy eksterioryzacji podkreślają, że istnieje wiele technik, które celowo pomagają podróżować poza ciałem.

Jedną z nich jest wizualizacja, podczas której należy skupić myśli na swoim celu, czyli wyjściu z ciała.

Warto wtedy wyobrażać sobie patrzenie na ciało z perspektywy lotu. Można także wyobrazić sobie siebie w ruchu, co rzekomo pomaga w osiągnięciu OBE.

Głównie chodzi o ruch, który pozwoli uzyskać oderwanie się ciała fizycznego od astralnego, dlatego należy sobie wizualizować np. bujanie na huśtawce, obracanie się wokół własnej osi czy wchodzenie po linie, a następnie zeskoczenie lub wyrzucenie z wiru i tym samym osiągnięcie eksterioryzacji.

Kolejną z technik jest technika transowa polegająca na skupieniu się na jednym, konkretnym celu np. poprzez relaksację i brak ruchu, co sprawia, że rzekomo dochodzi do paraliżu fizycznego i oderwania się od ciała fizycznego.

Według zwolenników OBE skuteczność techniki wynika ze skupienia na wnętrzu oraz pomijaniu wrażeń zewnętrznych, cielesnych.

Następnym sposobem, by uzyskać stan eksterioryzacji jest technika świadomego snu, która przypomina wizualizację, gdyż polega na wykonaniu nagłego ruchu podczas snu np. zeskoku, uniesienia, uderzenia itd.

Innym sposobem jest stosowanie techniki 4+1, która polega na zaśnięciu na 4 godziny, a następnie przebudzeniu się, wstaniu i wykonywaniu dowolnych czynności aktywnie poza łóżkiem przez 1 godzinę. Po tym czasie należy położyć się ponownie spać.

Według zwolenników tej techniki, dzięki tej metodzie bardzo łatwo osiągnąć OBE.

Technika ta często jest modyfikowana i występuje np. w wariancie 6+2. Aby doszło do eksterioryzacji, zaleca się także wywołanie jej narkotyzacją substancjami takimi jak np. fencyklidyna lub ketamina.

Eksterioryzacja. Kto za nią stoi?

Najbardziej znanym badaczem oraz popularyzatorem eksterioryzacji był Robert Monroe. Amerykański parapsycholog opublikował swoje doświadczenia z OBE w trzech książkach, a także założył własne centrum badawcze, w którym m.in. opracował zbiór nagrań ułatwiających podróże poza ciałem.

Według badacza możliwe jest opuszczenie ciała fizycznego i wędrowanie świadomości poza nim, a powrót możliwy jest dzięki specjalnemu połączeniu duszy i ciała, czyli tzw. srebrnej linii.
Podobne doświadczenia miał także Robert Bruce, który opisał je w książce "Traktat o projekcji astralnej". Obecnie zjawisko jest także popularyzowane m.in. w kręgach ezoterycznych i niektórych religijno-filozoficznych (np. w hinduizmie i buddyzmie).

Eksterioryzacja - co mówi nauka?


Nauka jednoznacznie określa, że niemożliwym jest opuszczenie ciała fizycznego i podróżowanie poza nim.

Dowodzi tego chociażby to, że podejmowano wiele eksperymentalnych prób, w trakcie których manipulowano poczuciem zlokalizowania siebie w przestrzeni.

Początkowo były to tylko iluzje wzrokowe i doświadczenie percepcyjne wykorzystywane w badaniach pojedynczo, jednak w 2007 roku badacz Henrik Ehrsson postanowił je połączyć i tym samym pokazał, że można wywołać iluzję dotyczącą całego ciała.

W eksperymencie wykorzystano aparaturę wirtualnej rzeczywistości, która umożliwiła zobaczenie zdelokalizowanego ciała uczestnika.

W praktyce oznaczało to, że po uruchomieniu sprzętu, kamery umieszczone za uczestnikiem, pokazywały mu obraz, w którym widział tył swoich pleców w niedalekiej odległości przed nim.

Na tym etapie badacz uderzał delikatnie w realną klatkę piersiową uczestnika i jednocześnie wykonywał podobny ruch na odbiciu klatki, po czym uczestnicy eksperymentu deklarowali, że czuli dotyk w obu przypadkach.

Tym samym osoby te miały wrażenie, że funkcjonują poza własnym ciałem, z którego oglądają swoje plecy.

Ciekawe są także ostatnie badania naukowców z Uniwersytetu w Ottawie z 2014 roku, podczas których zbadano aktywność mózgu kobiety, która rzekomo doświadczała eksterioryzacji.

Jak twierdziła następowało to u niej dzięki prowadzonym latami ćwiczeniom, w których wizualizowała obserwację swojego ciała z góry, będąc poza nim.

Naukowcy w doświadczeniu wykorzystali magnetyczny rezonans jądrowy i uzyskali skany mózgu, w których obszary odpowiedzialne za koordynacje wzrokową były mniej aktywne, a za koordynację ruchową bardziej aktywne.

Doświadczenie dowiodło, że stany, których doświadczała kobieta są podobne do tych, które można uzyskać poprzez medytację i samodzielnie wywołują halucynacje umożliwiające np. słyszenie kolorów lub czucie dźwięków.

Z badań przeprowadzonych w 2004 i 2007 roku przez badacza Blanke'a i Thut'a wynika także, że doświadczenie eksterioryzacji może być też skutkiem dysfunkcji styku skroniowo-ciemieniowego, które powodują zaburzenia postrzegania zlokalizowania swojego ciała w przestrzeni.

Ponadto warto także pamiętać, że zjawiska tożsame z eksterioryzacją bardzo często występują u osób chorych na padaczkę oraz po zażyciu środków psychoaktywnych.

https://www.poradnikzdrowie.pl/



Historia wampiryzmu
Ciekawostki Fenomen wampiryzmu fascynuje nie tylko antropologów, ale także stanowi inspirację dla przedstawicieli świata kultury oraz budzi żywe emocje u odbiorców przekazu medialnego. Któż bowiem nie czytał legendarnego Drakuli lub nie słyszał słynnej symfonii grozy z filmu Nosferatu Friedricha Wilhelma Murnau, któż nie podziwiał genialnej gry aktorskiej Garyego Oldmana w Draculi; F. Coppoli. Zdaniem socjologów tajemnica fascynacji tym zjawiskiem kulturowym wynika z atrakcyjnej dla natury ludzkiej tematycznej korelacji takich zagadnień, jak śmierć, seks, choroba, czy religia. Warto jest się głębiej pochylić nad kwestią wampiryzmu, by zrozumieć jego sens, poznać etiologię oraz umiejscowienie w tradycji europejskiej.


Philip Burne-Jones, Wampir, 1897
Fot. Wikimedia Commons




Wierzenia zakładające powrót zmarłych do świata żywych celem ich nękania, mają bardzo długą tradycję ginącą w mrokach dziejów. Wampir to istota uwięziona pomiędzy światem żywych i umarłych. Człowiek, który nie przeżył przypisanych mu lat, zmarł śmiercią nienaturalną, najczęściej w sposób gwałtowny (np. samobójca), miał ; według panujących wierzeń ; dużą szansę na przeistoczenie się w wampira. Nasi przodkowie byli przekonani, że zmarli przedwcześnie (immaturi, aori) powracają. Inna kategoria osób predestynowana do stania się upiorem to ludzie żyjący na uboczu danej społeczności, odmieńcy parający się czarami, ludzie noszący znamiona, źli dla innych za życia, osoby pogrzebane bez sakramentów. Literaci łączą zjawisko wampiryzmu z przekleństwem lub traktują jako efekt ukąszenia przez innego wampira (teoria dominująca). Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na pojawiający się w wierzeniach rumuńskich mit, iż przechodzący pod trumną zmarłego kot jest w stanie doprowadzić do przeistoczenia się go w wampira. Zwierzę to bowiem nie przywiązuje się do domowników, ale chce ich śmierci, by móc samodzielnie panować w domostwie. Już w momencie narodzin pewne okoliczności mogły świadczyć o tym, iż dana osoba stanie się w przyszłości wampirem, np. narodziny w sobotę lub w Boże Narodzenie, urodziny w czepku (fragment błony płodowej), narodziny jako piąty lub siódmy chłopiec w wielodzietnej rodzinie.

Głównym sposobem uśmiercania przez wampiry było wysysanie krwi swoich ofiar. Tradycja zna także inne metody pozbawiania życia przez te upiory, a mianowicie chodzi tu zmarłych którzy rprzywołująr żywych po imieniu, co skutkuje ich zgonem. Kolejny sposób to pukanie przez upiora (rkołaczącyr) do drzwi domostw zajmowanych przez ludzi żywych. Wśród wampirów zdarzali się także pożeracze, którzy zjadali żywych, gdyż jeszcze nie wyspecjalizowali się w wysysaniu krwi. W tradycji niemieckiej pojawił się rdziewięciobójcar1;, upiór powodujący śmierć dziewięciu osób z kręgu krewnych, którzy byli dla niego szczególnie bliscy. Wampiry to także dusiciele. Przykład takiego upiora został opisany przez Karola Ferdynanda de Schertz w studium rMagia posthumar1;. Nasi przodkowie byli przerażeni dźwiękami, które interpretowali jako odgłosy żucia, dobiegające z trumien. Przeżuwaczry manducator (jedzących) ; ten kto przyciąga, pożerająch nie opuszczał ; według dawanych wierzeń ; swojego grobu, jednakże uśmiercał kolejno swoich krewnych, na odległość, w ten sposób, że stopniowo pożerał swój całun. Pierwsze świadectwo działalności przeżuwaczy; dali legendarni już inkwizytorzy: Jakub Sprenger i Henryk Institoris, walczący ze zjawiskiem czarownictwa w XV wieku. Jezuita Gabriel Rzączyński na początku XVIII wieku w rHistoria naturalis curiosa regni Poloniaer1; (Sandomierz, 1721 r.) tak oto pisał o tym zjawisku: r(...) Często słyszałem godnych wiary świadków opowiadających, że znajdowano trupy, które nie tylko pozostawały nienaruszone, miękkie i rumiane (incorruptum, flexible, rubicundum), ale co więcej, ruszały ustami, językiem i oczami, a także zjadały całun, w którym były pochowane, a nawet własne części ciała (vorare partes sui corporis). W tymże czasie krążyła pogłoska o takim trupie, który wyszedł z mogiły, błąkał się po rozdrożach i pod domami, ukazując się raz temu, raz owemu, atakując niektórych i dusząc ich. Gdy jest to trup mężczyzny, nazywają go upiór, gdy trup kobiety r11; upiorzyca, co oznacza mniej więcej ciało upierzone, lekkie i poruszające się szybko(...). Według innych wierzeń zmarli powracali pod postacią zwierząt ale nie nietoperzy jak w powieści Brama Stokera ; zaś najbardziej powszechne metamorfozy dotyczyły: psa, wołu, kozy, kruka, konia.
Wampir funkcjonował w różnych częściach Europy pod różnymi nazwami, jako: strigon (rstrzygońr), opyr (rupiórr), wieszcz (rprorok), vukodlak, varkolac (rzjawa składająca się z trupa i demonar1;), grobnik, lepir (rlepierzr1;), wurdałak, brukołak, nosferatu (nieumarły), murony, moroiu, stafia.

Wobec zmarłych przodkowie stosowali różnorakie środki ostrożności mające ustrzec ich przed przeistoczeniem się zmarłego w wampira. Do najpowszechniejszych należały: gryzienie w duży palec u nogi po to, by zmarły nie wracał, przekonywanie go o tym, że naprawdę umarł, wyprowadzanie ciała z domu przez specjalnie wybitą w ścianie dziurę, krążenie konduktu pogrzebowego podczas drogi na cmentarz, przenoszenie zwłok przez płynącą wodę, względnie przez rozstaje, po by zmylić mu drogę powrotną, czuwanie przy ciele, by ustrzec go przed złymi duchami i czarownicami. Jeśli zaś chodzi o sam pochówek, to najstarszym rśrodkiem ostrożnościr było chowanie zmarłego na brzuchu, ustami do ziemi, tak, by złowroga energia zamiast ulatniać się z grobu, pogrążyła się w ziemi. Nadto do nozdrzy zmarłego wkładano kadziło, żeby nie mógł oddychać, umieszczano je także w uszach i wkładano do oczu, by nie mógł słyszeć podszeptów szatana, jak też nie mógł go widzieć. Z kolei do ust i odbytu wkładano czosnek. Serce zmarłego było przebijane kołkiem z cisu, dębu, lub jesionu. Jeśli zaś chodzi o ochronę domostwa, to zalecano w tym zakresie wkładanie do łóżka: kopru, czosnku oraz kadzidła, kreślenie pod łóżkiem krzyży węglami z kadzielnicy, ewentualnie rysowanie pentagramu zwanego także pieczęcią Salomona lub stopami czarownicy.

W minionych epokach wierzono, że wampiryzm jest zaraźliwy. Seryjne zgony ; następujące choćby w przypadku epidemii - były interpretowane jako szerzenie się plagi wampiryzmu. Identyfikacja wampirów przez potomnych odbywała się w oparciu o analizę cech wyglądu (głównie ułomności, np. podwójne zęby, utykanie), wykonywanej profesji (np. rzeźnik, szewc), analizę okoliczności zgonu (nie sztywniejące ciało, oczy otwarte lub półotwarte, rumiana twarz ; brak cech rozkładu), oględziny grobu zmarłego. Wśród metod służących do uśmiercenia upiora wymienić należy: przebicie ciała kołkiem, odcięcie głowy oraz spalenie ciała. Karol Ferdynad de Schertz w swoim traktacie rMagia posthumar tak oto opisuje uśmiercanie wampira: r(...) By położyć kres tym nieszczęściom, mieszkańcy wioski i okolic zebrali się na naradę, po czym kazali go (Mysslata ; pasterz z wioski Cadan w Czechach) wykopać i przebili mu serce dębowym kołkiem. On jednak tylko się z tego śmiał ; on, czy raczej jego duch, gdyż w piekle nie powinien mieć tyle powodów do śmiechu r11; i powiedział :Sądzicie, że w ten sposób dacie sobie ze mną radę. Ale w rzeczywistości dostarczyliście mi pałkę, którą łacniej się obronię przed psamir. Wrócił następnej nocy i prześladował ludzi jeszcze bardziej niż dotychczas. Przekazano więc trupa katu, który zabrał go na wózku poza wioskę, by go tam spalić. Trup wrzeszczał jak szalony, poruszał stopami, jakby żył, a gdy wbijano mu kołki, wył, a z ran wylewało się mnóstwo świeżej czerwonej krwi. Ostatecznie go spalono i nigdy więcej już się nie pojawił, by napadać na ludzi (...)r1;2. Uśmiercenie wampira stanowiło zdaniem Rene Girarda zbiorowe morderstwo, pod którym to zjawiskiem uczony rozumiał następujące po sobie sekwencje, gdy dana społeczność doświadcza jakiegoś nieszczęścia, poszukuje winnego, pozyskuje znaki ofiary;, by następnie wespół posługując się swoim przedstawicielem w postaci kata wziąć udział w publicznym wykonaniu wyroku na drodze egzekucji.

Nasi przodkowie wynaleźli ; jakże by inaczej - sposoby leczenia ukąszeń wampira. Jako remedium wskazywali: wdychanie dymu z palonego ciała wampira, picie wody zmieszanej z popiołami z jego spalonego ciała, odwrócenie ról i wypicie krwi wampira, jedzenie chleba zagniecionego z krwią, która wypłynęła z ciała wampira.

Obecnie w kulturze masowej wampir jest co do zasady utożsamiany z postacią literacką powieści Brama Stokera r11; Drakulą, która została stworzona przez pisarza częściowo na podstawie życiorysu postaci historycznej r11; Wlada Tepesa alias Palownika, obrońcy Europy przed Turkami. W języku rumuńskim słowo rdraculr1; oznacza smoka lub diabła. Zasłynął on przede wszystkim okrucieństwem, zaś jego najsłynniejsza rzeź miała miejsce w mieście Brasov, gdzie na wzgórzu, znajdującym się niedaleko kaplicy świętego Jakuba wbito na pal tysiące mieszczan saskich. Fenomen wampiryzmu - mieszanki wiary z nadprzyrodzonymi mocami, siłą zła, zabobonu, dużej dawki lęku przed tym co tajemnicze, nieznane; przez wieki towarzyszył ludzkości. Pomimo ogromnego wkładu racjonalistów w uświadamianie społeczeństwu bezsensowności wiary w istnienie wampirów, wciąż jeszcze spotkać można jednostki głęboko przekonane o ich rzeczywistym istnieniu. Z jednej strony świadczy to o naiwności, a z drugiej strony ; z antropologicznego punktu widzenia ; o tym, że strach przez długi czas zakorzeniony w świadomości społecznej, przekazywany niejako z pokolenia na pokolenie, nie może być tak szybko z niej wyeliminowany.

Bibliografia:


1. Suckling, N., Wampiry r11; najsłynniejsze wampiry wszechczasów, Warszawa 2010,
2. Lecouteux C., Tajemnicza historia wampirów, Warszawa 2002,
3. Stoker B., Drakula, Kraków 2008 r.,
4. Kerrigan M., Historia śmierci, Warszawa 2010 r.

https://historia.org.pl/


Zakazana historia aniołów
Ciekawostki Chrześcijańskie wyobrażenia o aniołach mają niewiele wspólnego z tym, jak przez wieki przedstawiano te istoty. Odrzucona przez Kościół "Księga Henocha" wspomina przykładowo o Obserwatorach - aniołach, które zstąpiły na Ziemię, spłodziły potomstwo i ucywilizowały ludzi.

Żydowska kabała zabraniała z kolei młodym adeptom uczyć się o aniołach i oddawać im cześć, wierząc, że grozi to szaleństwem. Sztuką kontaktu z nimi parali się mimo to renesansowi magowie, a jeden z nich, John Dee, spisał nawet ich tajemniczy "enochiański" język…

"Aniele Boży, stróżu mój…" - tak rozpoczyna się modlitwa, którą katolicy proszą swego niewidzialnego opiekuna o wsparcie i ochronę. Katechizm uznaje anioły za stworzenia duchowe doskonalsze od ludzi, pełniące rolę pośredników z Bogiem. Ich tradycyjny wizerunek, jako długowłosych skrzydlatych mężów o cudnej urodzie upada jednak w konfrontacji z opisami ze Starego Testamentu. Jeszcze bardziej zaskakujące są dzieje anielskiej magii i kultu, które - jako kontrowersyjne - bywały przez Kościół tuszowane…

Aniołowie wyklęci - ojcowie olbrzymów

Istoty odpowiadające współczesnej definicji anioła występowały w wielu religiach starożytnego Wschodu, z których czerpała tradycja judeochrześcijańska. Aniołowie Stróże istnieli już w wierzeniach Sumerów (jeden z zachowanych tekstów nazywa boginię Nidabę ich królową). W bezcielesne i nadrzędne wobec człowieka istoty wierzyli też Akadyjczycy, Chaldejczycy oraz antyczni Grecy. Wyróżnienie aniołów na tle demonów i innych eterycznych istot nie było łatwe, toteż św. Augustyn (354-430) stworzył obowiązującą do dziś definicję, iż anioł to nie oddzielna kategoria bytu, lecz duch ze specjalnym zadaniem od Boga.

Rozbudowana wiara w anioły istniała też u Izraelitów, czego ślady zachowały się w Starym Testamencie, Talmudzie i Kabale. Biblijni aniołowie uważani byli za posłańców od Boga i dowódców jego armii (jeden z nich miał zniszczyć wojsko asyryjskiego króla Sennacheryba). Mogły przypominać ludzi, choć niektóre - jak cheruby widziane przez Ezechiela - miały po dwie pary twarzy i skrzydeł. Stary Testament nie określa jednak, skąd wzięli się aniołowie i wymienia imiennie tylko dwóch w z nich - Gabriela i Michała.

Kabała - żydowska tradycja mistyczna, zawarta m.in. w księdze "Zohar" - spisanym w średniowieczu komentarzu do Tory, pokazuje inne oblicze obcowania z aniołami. Wspomina, że każdy człowiek ma przy sobie dwóch spośród nich - dobrego i złego. Dzieli ona także anioły na różne kategorie i hierarchie, przypisując każdemu określone zadania. Aniołowie mieli ponadto znać przyszłość ludzkości i być może dlatego kabalistyczna tradycja zabraniała poznawania wiedzy o nich osobom młodym, gdyż miało to prowadzić do utraty zmysłów. Nie wolno było również oddawać im czci.

Za dowód na "cenzurę" anielskiego wizerunku przez Kościół wiele osób uznaje odrzuconą z kanonu Biblii "Księgę Henocha", opisującą losy patriarchy ("siódmego po Adamie"), który - zgodnie z relacją w "Księdze Rodzaju" - nie umarł, lecz został cieleśnie "zabrany przez Boga" w wieku 365 lat. Zdaniem biblistów, księga jest zbiorem tekstów powstałych między IV a końcem I stulecia przed Chrystusem. Główne kościoły uznają ją za apokryf, prawdopodobnie ze względu na zbytnią kontrowersyjność (weszła ona jednak do kanonu Etiopskiego Kościoła Ortodoksyjnego).
"Księga Henocha" była znana pierwszym chrześcijanom i znaleziono ją w kolekcji słynnych zwojów znad Morza Martwego. Składa się z pięciu części, z których najbardziej niezwykła jest pierwsza, zwana "Księgą Obserwatorów". Opisuje ona poznane przez Henocha dzieje Grigori (aram. iyr) - upadłych aniołów określanych "Obserwatorami", którzy związali się z ludzkimi kobietami, płodząc wzmiankowanych w Genesis "synów Boga" - rasę mocarzy nefilim. Grupą 200 aniołów, jacy zbuntowali się przeciwko Bogu i zeszli na Ziemię dowodził Semjaza.

"Kobiety stały się brzemienne i wydały na świat potężnych olbrzymów mierzących trzysta łokci. Pożarli oni cały ludzki dorobek, a kiedy ludzie nie mogli ich więcej utrzymać, ci obrócili się przeciwko nim i ich pożarli. […] Potem olbrzymi zjadali siebie nawzajem i pili własną krew" - wspomina księga.

Ojcowie rasy olbrzymów przynieśli jednak ludziom wiedzę dającą impuls do rozwoju cywilizacji, o czym tak wspomina apokryf: "Azazel nauczył ludzi, jak kuć miecze i noże […], Semjaza nauczył zaklinania i ogrodnictwa, Armaros - odczyniania uroków, Barachiel - astrologii, Kokabiel - rozpoznawania konstelacji, Ezekiel - wiedzy o chmurach, Arakiel - wiedzy o znakach ziemskich, Szamsiel nauczał o znakach na Słońcu, a Sariel o księżycowych cyklach".

Kresem Grigori był potop i zesłanie przeciwko nim archaniołów, którzy wzniecili między nimi konflikt, zniszczyli ich potomstwo, dzieło i zatarli po nich pamięć. Ta przedziwna, ale i bardzo szczegółowa relacja skłoniła wielu do innego spojrzenia na biblijną angelologię. Pojawiły się nawet teorie wiążące Obserwatorów z obcymi astronautami, którzy skrzesali iskry do rozwoju rodzaju ludzkiego i cywilizacji…

Dziwne życie Johna Dee i język aniołów

Kiedy w 1453 r. Turcy zdobyli Konstantynopol, ewakuujący się z podbitych przez islam terytoriów uczeni przywozili do Zachodniej Europy księgi naukowe i magiczne. Tą drogą trafił do Włoch zbiór traktatów "Corpus Hermeticum", który w 1463 r. został przetłumaczony z greki przez Marsilio Ficino (1433-99) - humanistę i kierownika Akademii florenckiej, dając początek trwającemu dekady trendowi na studiowanie nauk tajemnych. Białą i czarną magią oraz innymi dziedzinami okultystycznymi parały się najtęższe umysły renesansu. Choć najpopularniejsze były astrologia i alchemia, niektórzy magowie-kabaliści próbowali kontaktu z bytami demonicznymi i anielskimi. Rad, jak je przywoływać, udzielał w swoich pismach m.in. słynny niemiecki mag - Heinrich Cornelius Agrippa (1486-1535).

Najbardziej znaną i dziwaczną postacią na tym polu był jednak John Dee (1527-1609) - angielski matematyk, optyk, a także doradca i nadworny astrolog Elżbiety I (1533-1603). Dee - bez wątpienia jeden z najświatlejszych ludzi epoki - w dojrzałym wieku porzucił nauki ścisłe na rzecz komunikacji z aniołami. Twierdził, że dzięki temu spisał ich język zwany "enochiańskim", który miał umożliwić mu poznanie tajemnic zawartych we wspomnianej "Księdze Henocha".

Ten żarliwy chrześcijanin, a także współautor planu angielskich podbojów kolonialnych, po 50 roku życia zaszył się w swej posiadłości w podlondyńskim Mortlake, oddając się krystalomancji - sztuce okultystycznej wykorzystującej kryształy do celów wieszczych. W 1581 r. po raz pierwszy zobaczył dzięki nim postać anioła Uriela, a rok później miał otrzymać od niego specjalny "przedmiot" umożliwiający kontakt ze światem nadprzyrodzonym.

"Dnia 21 listopada 1582 r., kiedy byłem zatopiony w rozmyślaniach i modlitwie, nagle koło mojego muzeum zajaśniało rażącym blaskiem i wśród tego blasku zjawił się przede mną anioł" - pisał. "Na jego widok przerażenie odjęło mi mowę, lecz anioł, uśmiechnąwszy się łaskawie, podał mi kryształ o wypukłym kształcie i powiedział, że jeśli zapragnę rozmawiać z duchami, muszę silnie się w niego wpatrywać, a one ukażą mi się i odsłonią tajemnice przyszłości".

Uczony wiedział, że do komunikacji z istotami z innego wymiaru potrzebuje pomocnika - dobrego medium, które będzie szybko wpadać w trans. Odnalazł go w postaci Edwarda Kelleya (1555-97) - człowieka o bardzo niepewnej przeszłości, z którym zamykał się w niedostępnej sali odprawiając tajemne seanse. Jak precyzował doc. Roman Bugaj (1922-2009) - najwybitniejszy polski historyk okultyzmu, kryształ od Uriela ustawiony był w "domowej kaplicy" Johna Dee, na postumencie zwanym "stołem Boga", który pokrywały magiczne znaki (co ciekawe, oba te przedmioty zachowały się do dziś).

Najdziwniejsze było jednak to, że aniołowie porozumiewali się z mistrzem Dee w specjalnym języku, który nazywał on "enochiańskim", "anielskim" albo "adamicznym" i którym mieli posługiwać się pierwsi ludzie. Przekazy w nim Kelley wypowiadał podczas seansów, a Dee spisywał je specjalnym pisanym od prawej do lewej alfabetem. Część z tych zapisków została zawarta w "Liber Loagaeth" ("Księdze boskiej mowy"). Warto dodać, że partię adamicznego przesłania Kelley wypowiedział podczas pobytu pary magów w Krakowie w 1585 r.

W skład przekazów wchodziły tzw. zawołania enochiańskie, składające się z 19 kluczy, z których dwa służyły do przywoływania duchów, kilkanaście do kontrolowania sił przyrody, a ostatni do otwierania tzw. aethyrów - rodzaju map kosmosu. Pogrążony w transie Kelley miał wypowiadać anielskie słowa od tyłu, gdyż w formie oryginalnej miały zbyt wielką "moc". Teksty te, publikowane wielokrotnie po śmierci obu magów, do dziś spowija otoczka tajemnicy, tym bardziej, że enochiańską mowę wykorzystał w "Biblii Szatana" Anton Szandor LaVey (1930-97), a jej studentem był także Aleister Crowley (1875-1947).

Specjaliści od języka, którzy badali enochiański, mieli jednak bardzo różne opinie. Donald Laycock (1936-88) - australijski lingwista, uznał, że jego cechy fonetyczne są charakterystyczne dla glosolalii - transowej mowy będącej zbitką przypadkowych słów i sylab (uznawaną przez niektórych chrześcijan za tzw. dar języków). Także koniugacja i inne cechy zbliżały ten język do angielskiego z elementami łaciny.

W przypadku Dee i Kelleya kabalistyczna przestroga o zgubnych skutkach kontaktu z aniołami okazała się trafna. Ok. 1589 r. przestali spisywać przekazy, gdyż stawały się coraz dziwaczniejsze (byty nakazały magom m.in. podzielić się wszystkim, łącznie z żonami). Po tym, jak rozstali się, Kelley kontynuował karierę jako alchemik, jednak nadużywszy cierpliwości cesarza Rudolfa II, został uwięziony na zamku w Moście, gdzie zmarł w 1597 r. Dee z kolei powrócił do rozgrabionego Mortlake. Przez kilkanaście lat sprawował dzięki królewskiemu wstawiennictwu stanowisko naczelnika koledżu, jednak nie mógł się w tym odnaleźć. Umarł w biedzie ok. 1609 r., przytłoczony opinią dziwaka i czarnoksiężnika.

Z aniołami jak widać wiąże się długa tradycja filozoficzna i okultystyczna, o której mówi się rzadko. Żywym dowodem na istnienie tajemnych kultów anielskich są z kolei jazydzi - niewielka grupa, prześladowana ostatnio przez irackich islamistów uznających ich religię za dzieło Szatana. Jazydzi wierzą bowiem w Anioła-Pawia (Melek Taus), który unicestwił piekło i któremu Allach przekazał władzę nad światem, bo sam przestał się nim zajmować…
zródło;onet.pl
Kosmici w w Biblii
Ciekawostki Kim są wzmiankowani pobieżnie w Księdze Rodzaju "synowie Boga", którzy mieli spłodzić z ziemskimi kobietami olbrzymów - nefilim? Kontynuację ich historii podaje apokryficzna Księga Henocha, wyjaśniając, że byli to upadli aniołowie zwani "obserwatorami", którzy zstąpili na Ziemię i zaczęli uczyć ludzkość podstaw cywilizowanego życia.


W Biblii odnaleźć można ustępy, które dla ufologów brzmią w zasadzie jednoznacznie
O kosmitach mówić ma Księga Rodzaju oraz Księga Henocha
Fragmenty mają potwierdzać teorię o tzw. starożytnych astronautach


Zwolennicy teorii o starożytnych kosmitach uznają to za sztandarowy dowód na to, że bogowie-dobroczyńcy przybyli do nas z innej planety. Jedną z wielu zagadek Księgi Rodzaju (gr. Genesis) - pierwszego i najbardziej enigmatycznego rozdziału Tory i Starego Testamentu są istoty zwane "synami Boga", które miały pojawić się między ludźmi i dać początek pokoleniu olbrzymów zwanych w tradycji hebrajskiej nefilim ("upadli").

"A kiedy ludzie zaczęli mnożyć się na ziemi, rodziły im się córki. Synowie Boga, widząc, że córki człowiecze są piękne, brali je sobie za żony, wszystkie jakie im się tylko podobały. (…) A w owych czasach byli na ziemi giganci, a także później, gdy synowie Boga zbliżali się do córek człowieczych, te im rodziły. Byli to więc owi mocarze mający sławę w dawnych czasach" - mówi księga.


Kim byli owi nadludzie i ich ojcowie? To pytanie studiujący Pismo zadają sobie od wieków. Najwyższy i jedyny Bóg - Elohim nie może przecież mieć dzieci! Jak to możliwe, by na samym początku świętej księgi judaizmu pojawiło się coś, co brzmi jak jawna herezja?

Według dawnych, jak i obecnych interpretatorów "synowie Boga" (bene elohim) to określenie dzieci Seta - trzeciego syna Adama i Ewy, przodków Narodu Wybranego. Jednak w kabale (żydowskiej tradycji mistycznej i ezoterycznej) są oni zaliczani w poczet istot anielskich. Z kolei termin "nefilim" pojawia się w Starym Testamencie jeszcze kilkukrotnie, m.in. w Księdze Liczb, gdzie mowa jest o Anakitach - potomkach olbrzymów, którzy przetrwali potop i których Izraelici napotkali na swej drodze do Kanaanu. Zwiadowcy, którzy natknęli się na Anakitów, składając raport Mojżeszowi i Aronowi wspominali, że byli oni tak wyrośnięci, iż Żydzi "byli w ich oczach niczym szarańcza".




Skąd wzięły się owe przekazy? I czy w tradycji żydowskiej na temat "potomstwa Boga" zachowało się coś więcej?

Nahum M. Sarna (zm. 2005) - wybitny biblista był zdania, że historia synów Boga była dłuższa i być może krążyła w wersji ustnej. Niewykluczone, że spisano ją dopiero w postaci Księgi Henocha opowiadającej o aniołach, którzy osiedli wśród ludzi, płodząc pokolenie barbarzyńskich nefilim, które potem pustoszyło Ziemię. Nim jednak do tego doszło aniołowie stali się nauczycielami i dobrodziejami ludzkości. Dla zwolenników teorii o starożytnych astronautach jest to wręcz jawny dowód na to, iż cywilizacja przyleciała na Ziemię z kosmosu.

Dzieje upadłych aniołów

Treść Księgi Henocha rzeczywiście przywodzi na myśl historię o przybyszach z gwiazd. Nim jednak do niej przejdziemy zapoznajmy się z kilkoma podstawowymi faktami.

Wspomniana księga została skompilowana z różnych tekstów datowanych na wieki od IV p.n.e. do I n.e. Dzieli się ona na pięć części, z czego najwięcej kontrowersji budzi pierwsza i najstarsza zwana Księgą Czuwających (lub Obserwatorów) poświęcona właśnie synom Boga oraz nefilim.

Na początku naszej ery Księga Henocha musiała być dość rozpowszechniona, bo znali ją niektórzy Ojcowie Kościoła (m.in. Klemens Aleksandryjski), jednak ok. IV w. zniknęła z kanonu biblijnego i do dziś jest uznawana jedynie przez Etiopski Kościół Ortodoksyjny. Europa Zachodnia przypomniała sobie o niej pod koniec XVIII w., kiedy właśnie z Etiopii sprowadzono kilka jej egzemplarzy. Księga Henocha istniała jednak też w wersji starocerkiewnosłowiańskiej, a w 1948 r. znaleziono kilka jej fragmentów wśród słynnych zwojów znad Morza Martwego.

Księga opowiada o dziejach i naukach Henocha - patriarchy (pradziadka Noego), który zgodnie z relacją Genesis został "zabrany przez Boga" w wieku 365 lat i z niebiańskiej perspektywy obserwował to, co działo się na Ziemi. W niebie odwiedził też wiele miejsc i poznał historię upadłych aniołów, którzy w wersji aramejskiej nazywani są iyrin (poj. iyr), w greckiej egrēgoroi, a słowiańskiej grigori (rdzeń terminu aramejskiego pochodzi od hebrajskiego słowa oznaczającego "czuwanie", stąd istoty te nazywa się właśnie
"czuwającymi" albo "obserwatorami").

Szósty rozdział Księgi Henocha, przypominając relację Genesis o synach Boga i ich związkach z człowieczymi córkami, rozwija ten wątek. Tekst informuje, że dowódcą tych istot był niejaki Semjaza, który z grupą dwustu towarzyszy zstąpił na górę Hermon (dzisiejsza Syria). Księga wylicza nawet imiona dziesiętników anielskiego zastępu, dodając, że przybysze wkrótce zaczęli uczyć ludzkość podstaw nauk i sztuk:

"Azazel nauczył ludzi jak kuć miecze i noże (…), Semjaza nauczył zaklinania i ogrodnictwa, Armaros - odczyniania uroków, Barachiel - astrologii, Kokabiel - rozpoznawania konstelacji, Ezekiel - wiedzy o chmurach, Arakiel - wiedzy o znakach ziemskich, Szamsiel nauczał o znakach na Słońcu, a Sariel o księżycowych cyklach".

Jednak owoc związku aniołów z kobietami okazał się problemem. Nefilim byli groźni i nieokrzesani:

"Pożarli oni cały ludzki dorobek, a kiedy ludzie nie mogli ich więcej utrzymać, ci obrócili się przeciwko nim i ich pożarli. (…) Potem olbrzymi zjadali siebie nawzajem i pili własną krew" - wspomina Księga Henocha.

Kiedy Bóg rozgniewał się na grigori, skierował przeciwko nim archaniołów i zesłał potop, informując wcześniej Noego, by się ratował. Upadli aniołowie zostali ukarani (niektórzy osobiście), a ich potomstwo, za przelaną krew i nieprawość, jakiej dopuściło się na Ziemi zostało wytrzebione. Od tamtego czasu na świecie miał zapanować pokój.

Zwolennicy teorii o tym, że u zarania dziejów ludzkość została odwiedzona przez obcych uznają, że Księga Henocha jest idealnym odzwierciedleniem takiego scenariusza. Choć detale zaginęły gdzieś we mgle wieków, a to i owo wyolbrzymiono, w micie mogą pobrzmiewać echa prawdziwych wydarzeń.

Zecharia Sitchin (zm. 2010) - słynny pisarz podejmujący tę tematykę, mocno inspirował się historią Semjazy i spółki. Powiązawszy ją z mitami sumeryjskimi stworzył własną wersję dziejów, w której główną rolę odgrywali Anunnaki - istoty pozaziemskie, które ok. 450 tys. lat temu przybyły po raz pierwszy na Ziemię w poszukiwaniu złota, tworząc człowieka jako swego niewolnika (poprzez manipulacje genetyczne na Homo erectusie). Po tym jak 13 tys. lat temu przez Ziemię przetoczył się wielki kataklizm (potop), istoty te odbudowały populację ludzi i zaczęły ich cywilizować. Kolejna wojna między Anunnaki doprowadziła jednak do zbombardowania Ziemi i ich ucieczki na ojczystą planetę Nibiru.

Agbal - czyli grigori Sumeru

Choć Sitchin w swoich książkach zbyt mocno popuszcza wodze fantazji, niewykluczone, że mieszkańcy Mezopotamii posiadali własną wersję historii o grigori i nefilim. Tych pierwszych sumeryjskie źródła nazywają abgal, akadyjskie apkallu. Były to mityczne istoty - nauczyciele ludzkości i doradcy królów, które po raz pierwszy pojawiły się przed potopem. Pierwszym z nich miał być Adapa (babil. Uanna, gr. Oannes) - znany z przekazu pozostawionego przez kapłana Berossosa (IV-III w. p.n.e.). Miał on nauczyć ludzkość "pisma, wszystkich nauk i sztuk. Pokazał jak stawiać domy i świątynie, tworzyć prawo i geometrię, sadzić nasiona i zwiększać plon. (…) Jego nauki były pełne i nie musiano ich uzupełniać" - mówi mit, dodając, że owa istota nie była człowiekiem i miała rybie cechy.

Adapa miał zgrzeszyć wobec bogów pychą i odmówił przyjęcia daru życia wiecznego, co poniekąd przypomina historię biblijnego Adama (podobieństwo imion zapewne też nie jest przypadkowe). Z kolei lista abgal, którzy pojawili się po potopie zawiera wzmianki o kolejnych postaciach, które tak jak grigori rozgniewały bogów. Mieli oni również dzieci z ziemskimi kobietami. Z powodu tych zbieżności asyriolog Anne Draffkorn Kilmer sugerowała, że historia o nefilim i ich ojcach może pochodzić właśnie z Mezopotamii.

Czy w micie o niebiańskich nauczycielach tkwi jakieś ziarno prawdy? Jeśli tak, kim byli oni oraz stojący nad nimi karzący bóg/bogowie? Czy Semjaza był dowódcą zbuntowanej grupy kosmicznych osadników, która złamała zasadę nieingerowania w losy nisko rozwiniętych istot?

Te oraz inne dziwne i dwuznaczne odniesienia w Starym Testamencie każą zastanowić się, czy jego najstarsze fragmenty nie są czasami kroniką kontaktu z rozwiniętą inteligencją z kosmosu - tą, która wzbijając kłęby dymu i ognia na oczach Izraelitów lądowała na szczycie Synaju jako "chwała pańska". Nie dziwi też, dlaczego prekursorzy teorii o starożytnych kosmitach: Mates Agrest, Iosif Szkłowski, Paul Misraki czy wreszcie Sitchin byli wyznania mojżeszowego. Wskazówki o odwiedzinach obcych znaleźli na samym początku świętej księgi swojej religii…

................
Cytaty z Pisma Św. pochodzą z Biblii Tysiąclecia (Poznań 2003).
zródło; onet.pl
Włócznia przeznaczenia
Ciekawostki Jest to jedna z najświętszych relikwii chrześcijańskich. Tajemnicza włócznia przeznaczenia, którą rzekomo rzymski żołnierz Longin (zwany też Lucjanem) około 33 roku na Golgocie przebija bok Jezusa Chrystusa przed jego zdjęciem z krzyża. Od tego momentu przedmiot ten nabiera cudownych właściwości. Każdy, kto dostanie włócznię w swoje ręce, podobno stanie się niepokonany! Dziś słynna włócznia przechowywana jest podobno w wiedeńskim zamku Hofburg. Co o niej wiemy?


Na przestrzeni lat posiadaczami włóczni przeznaczenia było wiele wybitnych osobistości.

Grabież jeszcze nie dobiegła końca, gdy Alaryk włożył piękne szaty i zasiadł na tronie cesarskim. Nasadził złotą koronę na głowę i wziął do ręki Świętą Włócznię, którą został dźgnięty Chrystus. Kiedy tam siedział, tysiące Rzymian musiało do niego przyjść, uklęknąć przed nim i złożyć pokłon na cześć jego chwały jako zdobywcy i cesarza - mówi bizantyjski historyk Prokopiusz Cezarei (około 500-554).

Nawiązuje do Alaryka I (370 lub 375-410), władcy Wizygotów, który podbił Rzym w 410 roku. O tym, że posiadacz włóczni zyskuje nadprzyrodzoną moc, świadczy również fakt, że z broni tej korzysta rzymski władca Konstantyn I Wielki (około 272-337) podczas bitwy o Most Mulwijski lub cesarz niemiecki Fryderyk I Barbarossa (1122-1190) podczas prób rozszerzenia swojego imperium.

Ostatnim posiadaczem włóczni ma być nazistowski przywódca Adolf Hitler (1889-1945), który również osiągnie znaczące korzyści terytorialne. Podobno popełnia samobójstwo, gdy święty przedmiot wpada w ręce wojsk nieprzyjaciela. Naprawdę ten, kto chwyci rękojeść włóczni przeznaczenia, staje się niezwyciężony?

fot. domena publiczna

Pokrowiec ze złota

Mówi się, że w przeszłości ostrze włóczni pękło i obie części musiały być połączone srebrnymi drutami. Podobno spoina następnie została przykryta złotą blaszką, a do ostrza miał być włożony żelazny gwóźdź, którym Jezus został przybity do krzyża. Toczą się jednak spory dotyczące jego autentyczności. Posiadanie całkowicie autentycznych gwoździ, za pomocą których Chrystus miał zostać ukrzyżowany, przypisuje sobie znacznie więcej kolekcjonerów.
Czy to jest oryginał?

Wielu badaczy kwestionuje możliwość, że oryginalna włócznia owiana legendą przechowywana jest w wiedeńskim zamku Hofburg. Podobno dopuszcza się możliwość, że jest to tylko replika, ponieważ prawdziwa włócznia przeznaczenia zgubiła się. Istnieje również możliwość, że znajduje się gdzieś indziej. Mówi się na przykład o Wagharszapacie, oryginalnej starożytnej metropolii Armenii. Czy może to być prawda?


fot.domena publiczna

Ostrze

Włócznię przeznaczenia odkryje w 2003 roku brytyjski badacz Robert Feather, który za pomocą mikroskopu na krawędzi ostrza odkrywa miniaturowych rozmiarów grawer w kształcie ryby, symbolu chrześcijaństwa. Znajduje także podwójnie podkreślone litery "I" i "R", co może oznaczać "Iesus Rex" czyli "Jezus król".

- Ale jak ludzie w pierwszych stuleciach mogli tworzyć symbole tak małe, że widać je dopiero pod mikroskopem? Według oficjalnych badań w starożytność znano jedynie proste soczewki, podczas gdy współczesny mikroskop w postaci układu soczewek powstał dopiero w XVII wieku - przypomina czeski dziennikarz i badacz Jan A. Novak (ur. 1951).

Miniaturowe ryciny znane są również z innych starożytnych kultur, takich jak Egipt w czasach faraonów. Nietrudno więc wyobrazić sobie, że szczegółowe badanie mikroskopowe niektórych znalezisk archeologicznych może przynieść wiele niespodzianek - dodaje Novák


Święty graal

Miejsce, gdzie obecnie znajduje się naczynie, z którego Chrystus miał pić podczas Ostatniej Wieczerzy, jest nieznane. Podobno może być w opactwo Glastonbury w hrabstwie Somerset w południowo-zachodniej Anglii lub w kaplicy Rosslyn niedaleko Edynburga w Szkocji. W niektórych wersjach tej historii natomiast Józef z Arymatei złapał krew swojego boskiego nauczyciela do tego właśnie naczynia. Czy jeszcze kiedyś uda się je odnaleźć?

https://menway.interia.pl/historia/news-wlocznia-przeznaczenia-to-ona-przebila-cialo-jezusa,nId,4429015
Hekat - królowa wiedźm i nekromantów.
Ciekawostki Była nazywana gnijącą boginią, strzegła wrót piekielnych i rozdroży. Patronowała wiedźmom i zsyłała dziki szał na istoty żywe wedle własnego uznania. Hekate r11; nawet nie uświadamiacie sobie, jak mało o niej wiecie.

Hekate jest jedną z najstarszych i najdłużej czczonych bogiń antycznego świata. Jej kult poświadczony jest już w VII w. p.n.e. i trwał nieprzerwanie aż do około 400 r. n.e. I choć bogini ta znana jest obecnie jako złowroga patronka czarownic, to nie było tak od samego początku.

foto. domena publiczna

Hekate była boginią o wielu aspektach i wcieleniach

Jasne mrocznego początki

Kult Hekate wywodzi się najprawdopodobniej z małoazjatyckiej Karii, skąd następnie został rozprzestrzeniony na Zachód. Pierwotnie była ona uznawana za patronkę bogatych, żeglarzy, stad i dobrodziejstw życia codziennego. Ogólnie rzecz biorąc wiązana była w tym okresie także z szeroko pojętą płodnością. To do niej jeszcze w V w. p.n.e. Ajschylos zalecał brzemiennym kobietom modlić się o lekki i bezpieczny poród.

Posiadała swoje sanktuarium w miejscowości Lagina, gdzie ku jej czci odbywały się rytuały. Na Eginie odprawiano dla niej coroczne misteria, które według legendy wprowadzone zostały przez samego Orfeusza. Rytualne praktyki ku jej czci związane były z pochodem kapłanów eunuchów oraz kapłanek, w tym rpowierniczki kluczar1; w świętej procesji.

Wszystko to zmieniło się w momencie, kiedy na scenę weszli Hellenowie i połączyli ją z Hadesem, magią i ciemną drogą.

Potrójna bogini

Hekate jest bóstwem niezwykle złożonym i zdawać by się mogło nie do końca uchwytnym w swojej naturze. Występowała w trzech aspektach i jednocześnie wszystkie je ze sobą łączyła. Jako Niebo utożsamiana była z boginią Semele, jako Ziemia z Artemidą, w Hadesie natomiast łączono ją z Persefoną. Jednocześnie była także wysłanniczką bogów, szanowaną przez nich wszystkich bez wyjątku; a także łącznikiem pomiędzy tymi trzema światami.

Wszystko to zostało uwzględnione w jej wizerunkach tworzonych przez starożytnych. Jej najbardziej znane przedstawienie pochodzi z okresu, kiedy to kult bogini został ustanowiony w Atenach, czyli z około 430 roku p.n.e. Wykonał je Alkamenes uczeń Fidiasza. I choć oryginalne dzieło nie zachowało się do naszych czasów, to rzeźba ta była wielokrotnie kopiowana i stanowi obecnie najbardziej znane przedstawienie bogini Hekate.

fot.CC BY-SA 3.0

Posąg przedstawiał trzy identyczne kobiety. Są one zwrócone do siebie plecami i opierają się o filar. Jedyne, co je rozróżnia to atrybuty, które trzymają w dłoniach: pochodnie, dzban i misa libacyjna, owoc oraz towarzyszący im pies. Każdy z tych symboli świadczy o jednej z ról, jakie odgrywała bogini.

Królowa wiedźm

Jak wspomniałam powyżej, to Hellenom zawdzięczamy mroczny wizerunek bogini Hekate. I choć sama w sobie nie posiadała ona swojego mitu, to informacje o niej możemy czerpać z innych opowieści. Jednym z atrybutów bogini była pochodnia, która symbolizować miała jej rolę jako przewodniczki. W takim właśnie charakterze pojawia się ona w micie o Demeter i Korze, w którym prowadzi zatroskaną matkę do Hadesu, pomagając jej odszukać córkę r11; królującą w podziemiach Persefonę. Po wykonanej misji Hekate postanowiła pozostać w Hadesie i dotrzymywać królowej towarzystwa.

Hekate zamieszkiwała najgłębsze czeluści Hadesu i otaczała się zmarłymi. To do niej jako łączniczki pomiędzy światami zwrócił się Eneasz, kiedy w księdze VI rEneidyr1; zstępował do Hadesu.

Z wiedźmami i czarownikami natomiast bogini ta została połączona dopiero w V w. p.n.e. Stała się ona w tym czasie ich patronką, ale także boginią magii. Rzymski poeta Lukan w I w. n.e. opisał ją jako postać demoniczną. Wskazywał zwłaszcza na aspekt, w którym łączona była z Persefoną i wspominał, że czczona jest ona przez czarownice. Mogły one dzięki bogini porozumiewać się ze zmarłymi.

Pani na rozdrożach

Ze względu na swoją naturę, Hekate szybko została połączona z rozdrożami. Były to miejsca mistyczne, sprzyjające czarom. Najbardziej umiłowała sobie ona zwłaszcza te, miejsca, w których łączyły się ze sobą trzy drogi, tak jak jej trzy aspekty.

Najprawdopodobniej pierwotnie na rozdrożach ustawiano drewniane pale, na których zawieszano trzy drewniane maski symbolizujące boginię w jej wszystkich aspektach. Z czasem zaczęto ustawiać tam figurki i posągi.

Raz w miesiącu, najczęściej podczas nowiu, składano Hekate ofiarę w postaci placków, miodu, jaj, ryb, cebuli, jagniąt lub szczeniąt. Nazywano to rwieczerzą Hekater1;, a od Arystofanesa dowiadujemy się, że posiłek ten docelowo spożywali najbiedniejsi mieszkańcy, którzy następnie przekonywali wszystkich, że ucztę spożyła sama bogini. Zdaje się, że ten zwyczaj stał się rodzajem miesięcznej jałmużny i że wielu żebraków mogło dzięki tym ofiarom przeżyć kolejny dzień.

Bogini jedząca brud

Hekate posiadała także rolę bogini oczyszczającej. Po rytualnym oczyszczaniu domostw podczas świąt wszelkie nieczystości były zbierane i palone przed domem lub wynoszone na rozdroża. Niezwykle ważnym było, aby spalone śmieci wyrzucić bez odwracania się za siebie.
Taka rola pasowała idealnie do gnijącej, bladolicej bogini. Według niektórych podań była ona tak okropna, że musiała zakładać maskę, kiedy udawała się przed oblicze innych bogów.

W papirusach magicznych odnajdujemy informację, że tej wersji bogini miłe były także inne ofiary poza comiesięczną ucztą. Aby połechtać jej ego można było uraczyć ją kadzidłem z krowiego gnoju lub mieszanką specjalnych perfum wykonanych z koziego tłuszczu, ekskrementów pawiana, czosnku i innych podobnych tym aromatów.

Zsyłająca szał i ekstazę

Hekate opisywana była także jako ta, która wedle własnego uznania potrafiła zsyłać na wszystkie istoty bolesny szał. Jej czarownice bywały przepełnione ekstazą i szaleństwem. Ale dosięgnąć mogło to w zasadzie każdego śmiertelnika.

Od Hipokratesa dowiadujemy się także w jego rozprawie o epilepsji powstałej w IV w. p.n.e., że to właśnie ona miała być odpowiedzialna za defekację osób dosięgniętych atakiem padaczki.

O Hekate i jej wszystkich aspektach można by opowiadać przez wiele godzin. Była fascynującą boginią, która przeszła niezwykłą ewolucję od bogini płodności i urodzaju, po okrutną panią piekieł, strażniczkę bram i patronkę wiedźm, czarowników i nekromantów. Mimo wizerunku, który otrzymała była boginią niezwykle szanowaną nie tylko wśród bogów, ale przede wszystkim wśród śmiertelników.
https://ciekawostkihistoryczne.pl/

Śmierć i zmartwychwstanie.Motyw pojawia się w wielu innych kulturach?
Ciekawostki Śmierć i zmartwychwstanie. Czy wiesz, że ten powszechnie kojarzony z postacią Jezusa Chrystusa motyw, pojawia się w wielu innych kulturach?

Choć motyw śmierci i zmartwychwstania powszechnie kojarzy nam się ze świętami Wielkiej Nocy i postacią Jezusa Chrystusa, to jednak występował on w wielu innych kulturach. Oto 3 znane bóstwa, które również odrodziły się po śmierci.

W starożytności obecność w mitologii boga natury, który umiera i odradza się była dość powszechna. W ten sposób ludzie tłumaczyli sobie cykl przemian zachodzących w przyrodzie, a także wyrażali swoje nadzieje na to, że życie nie kończy się wraz ze śmiercią ciała. Przyjrzyjmy się zatem niektórym z nich.


Egipski model nieśmiertelności


Ozyrys jest bóstwem kręgu słonecznego w panteonie egipskim. Był jednym z czworga dzieci Geba i Nut (Ziemi i Nieba). Jego postać silnie związana była z wegetacją roślin – tak jak ziarno złożone w ziemi nie ginie, a wegetuje, aby następnie wydać z siebie plony; tak Ozyrys pomimo swojej śmierci powraca do życia. Bóg wiązany był także z fazami księżyca, ze względu na jego cykliczność w symbolicznym zanikaniu i odradzaniu się. Czyni go to niezwykle podobnym do postaci greckiego Dionizosa.

Mit Ozyrysa opowiada o konflikcie ze spiskującym przeciwko niemu bratem Setem. Set, wymierzywszy potajemnie ciało swojego brata, przygotował piękną skrzynię, którą następnie zaprezentował podczas jednej z uczt. Bóg obiecał skrzynię temu, kto będzie do niej pasować i w ten sposób, kiedy Ozyrys położył się, spiskowcy natychmiast zatrzasnęli wieko i zapieczętowali. Skrzynię z bogiem wrzucono następnie do rzeki.


Ozyrys został przywrócony do życia przez Izydę

Zrozpaczona małżonka Ozyrysa – Izyda udała się na poszukiwanie ciała ukochanego. Odnalazła go dopiero po latach na dworze królewskim w Byblos. Zabrała ciało zmarłego męża do domu i przywróciła do życia. Kiedy Set dowiedział się o tych wydarzeniach, ponownie odszukał ciało Ozyrysa i tym razem pociął je na 14 kawałków, a następnie rozrzucił wzdłuż Nilu.

Izyda ponownie odszukała wszystkie części, a na miejscu ich odnalezienia ustanawiała kult Ozyrysa. Bogini wraz ze swoją siostrą Neftydą przywróciły ponownie do życia ciało boga na tyle, że Izyda mogła zajść w ciążę. Narodzony z tego związku Horus wypowiedział następnie walkę Setowi. Ozyrys jednak nie brał już udziału w dalszych wydarzeniach na ziemi. Od tego czasu bowiem panował w Krainie Umarłych.

Bardzo interesującym aspektem postaci Ozyrysa jest także jego działalność jako króla podczas panowania na ziemi. Według mitu miał on bowiem odmienić życie Egipcjan, pozbawiając ich prymitywnych i brutalnych zwyczajów. Następnie zaś ucywilizował cały świat. Dokonał tego w czasie podróży, podczas których nawracał ludzi swoimi mowami, pieśniami i poezją

Podwójnie narodziny

Grecki Dionizos czy też później rzymski Bakhus to bóstwo szczególne. Powszechnie znany jest jako bóg wina i wegetacji, ale to tylko jeden z aspektów, którym patronował. Poza błogim upojeniem Dionizos potrafił zsyłać też szaleństwo, żądzę krwi. Był powiernikiem i towarzyszem zmarłych dusz, a także opiekunem prześladowanych i cierpiących.


Hera skazała Dionizosa na szaleństwo i wieczną tułaczkę po świecie

Dionizos był synem Zeusa i Semele, która jeszcze przed porodem zmarła w ogniu wywołanym uderzeniem zesłanego przez Zeusa pioruna. Dziecko jednak zostało uratowane. Zeus wyciągnął Dionizosa z brzucha matki i owinął w bluszcz, a następnie schował we własnym ciele, aby płód mógł dojrzeć i ponownie się narodzić.

Jak możemy się domyślić narodziny Dionizosa oznaczały kolejną zdradę Zeusa w stosunku do jego małżonki Hery, ta więc nie zapałała miłością do nowo narodzonego dziecka. W czasach młodości zesłała na niego Tytanów, którzy pochwycili go, rozdarli na kawałki, a następnie ugotowali w kotle. Jednak został on przywrócony do życia przez swą babkę Reę, a następnie zamieniony przez ojca w barana, aby ukryć go przed wściekłością Hery. Boska małżonka przejrzała jednak sztuczkę, zesłała na niego szaleństwo i skazała na wieczną tułaczkę po świecie.


Jednooki bóg mądrości

Odyn był najwyższym i najstarszym nordyckim bogiem epoki wikingów, twórcą wszechrzeczy, panującym nad światem i biegiem wszelkich wydarzeń. Pewnego dnia wiedziony głodem wiedzy wyruszył na wędrówkę do podziemi, aby stanąć przed najgłębszym korzeniem utrzymującego świat Drzewa Yggdrasill. W drzewie tym zawarta była wszelka mądrość, którą pragnął posiąść bóg. Po pewnym czasie jakiś głos podpowiedział mu, że, aby zdobyć wiedzę której pragnie, Odyn będzie musiał poświęcić siebie samego.

Posłuszny bóg pomodlił się do siebie samego o siłę i wytrwałość, a następnie powiesił się na zawieszonej na konarze pętli. Jego ciało umarło, ale jego dusza krążyła dookoła i wyczekiwała odpowiedniego momentu na powrót do swojego pierwotnego miejsca zamieszkania. Po dziewięciu dniach nastąpiła pierwsza ku temu okazja, jednak Odyn odzyskawszy przytomność wiedział, że jest dopiero w połowie drogi do poznania. Złapał zatem za opartą o konar włócznię i przebił własny bok. Tym razem jednak umarł w inny sposób, ponieważ dusza nie opuściła jego ciała.


Odyn poświęcający swoje życie

Będąc zatem świadomym tego, że jest martwy, Odyn wisiał dalej wpatrując się w ziemię, aż oczyma duszy dotarł do ukrytego Źródła Mądrości. Strzegł go olbrzym Mimir, który zażądał zapłaty za dostęp do studni wiedzy. Odyn oddał mu złote naszyjniki, pierścień Herföd, ale oprócz nich olbrzym zażądał jego oka.

Odyn napił się ze źródła i posiadł wiedzę, której pragnął, a następnie powstał z martwych i zszedł z drzewa potężniejszy niż kiedykolwiek wcześniej.

Tęsknota za nieśmiertelnością, czy też życiem po życiu była obecna we wszystkich kulturach świata. Motyw śmierci i odradzania się obecny jest w wierzeniach i obyczajach różnych narodów i kultur do dziś. Umierający i odradzający się bóg mógł przynieść odkupienie, wiedzę, czy przywrócić porządek rytmu natury, a co najważniejsze dawać nadzieję, na życie po śmierci, a także dobrobyt w życiu codziennym na ziemi.
https://ciekawostkihistoryczne.pl





Aszera – małżonka Jahwe?
Ciekawostki Bóg starożytnych Izraelitów prawdopodobnie miał boską towarzyszkę

Czy Jahwe, zazdrosny, jedyny Bóg starożytnego Izraela, miał boską towarzyszkę lub żonę? W świetle źródeł, nie tylko archeologicznych, wydaje się to prawdopodobne. Król judzki Manasses ustawił posąg bogini Aszery nawet w Świątyni Jerozolimskiej. Dodać wypada, że Aszera przedstawiana była z dziwną koroną na głowie, nago, z imponującą pupą i obfitym biustem. Na terenie starożytnego Izraela i Judy archeolodzy odnaleźli już przed II wojną światową niezwykle liczne posążki tego bóstwa. Znaleziska wprawiły pruderyjnych badaczy w zakłopotanie. Brytyjski archeolog Frederick Bliss zapisał: „Ubolewam, że te żeńskie figurki z terrakoty nie mają na sobie żadnych szat”. Obecnie wiadomo, że tych Aszer było na terenie starożytnego Izraela tak wiele, że posążek bogini znajdował się niemal w każdym domu.
Obecnie wystawę poświęconą kobiecym aspektom Boga obejrzeć można w szwajcarskim Fryburgu. Przygotował ją prof. Othmar Keel z Muzeum Orientu i Biblistyki przy miejscowym uniwersytecie. Keel umiejętnie analizuje przekazy ksiąg biblijnych na tle dokumentów archeologicznych ze starożytnego Bliskiego Wschodu – inskrypcji, amuletów, posążków. Z mrówczą pracowitością przebadał 8,5 tys. pieczęci pochodzących z regionu syropalestyńskiego i doszedł do jednoznacznego wniosku – w Kanaanie (w którym powstały państewka Izraela i Judy) wprost roiło się od różnych bóstw, prawie na każdym wzgórzu płonęły ognie ofiarne, niemal każdy wieśniak miał przed swą chatą mały wapienny ołtarz. Jak każdy lud rolniczy, którego pomyślność zależała od opadów, Kananejczycy – a także Izraelici – czcili przede wszystkim Baala, boga pogody i deszczu. Jak się wydaje, jednym z jego wariantów był biblijny Jahwe, Baal z góry Syjon. Autorzy ksiąg Starego Testamentu starannie usunęli wszelkie wzmianki o związkach Jahwe z Baalem, tylko w Psalmie 68 (5) nie dopatrzyli się wersów:

wyrównajcie drogę Temu, co cwałuje na obłokach!
Jahwe mu na imię
(Biblia Tyniecka).

„Cwałujący na obłokach” to jeden z epitetów Baala. W panteonie kananejskim było także wiele bogiń. Do najważniejszych należała Aszera, wywodząca się z Ugarit, miasta-państwa położonego 400 km na północ od Jerozolimy, gdzie czczono ją jako Athirat. Imię to znaczy zapewne Pani Morza.


W źródłach akadyjskich Athirat występuje jako Aszratu, a Hetyci znali ją pod imieniem Aszerdu.
Nie są jasne jej związki z pochodzącą z Mezopotamii Isztar-Asztarte. Z upływem wieków boginie te coraz bardziej utożsamiano ze sobą, aczkolwiek początkowo były to różne bóstwa.
Aszera znana była jako „rodzicielka bogów” – matka Baala i bogini Anat, towarzyszka i małżonka kananejskiego „praboga” o imieniu El. Przypomnieć wypada, że autorzy biblijni nazywają niekiedy El także Boga Izraelitów. Księgi Starego Testamentu wymieniają Aszerę aż 40 razy, czy to jako boginię, czy jako aszery, związane z nią przedmioty: pale, pnie, drzewa, słupy drewniane. Prorocy – Jeremiasz, Ozeasz, Amos, toczyli z Aszerą bezlitosne boje. Dodać należy, że bez wielkich sukcesów. Kiedy Jeremiasz usiłował nakłonić mieszkających w Egipcie Izraelitów, aby nie oddawali czci obcym bogom, usłyszał: „Nie posłuchamy polecenia, jakie nam przekazałeś w imię Pana. Raczej wprowadzimy w czyn wszystko, co postanowiliśmy sobie: składać ofiary kadzielne królowej nieba, składać na jej cześć ofiary płynne, podobnie jak to czyniliśmy my, nasi przodkowie, nasi królowie (…). Wtedy mieliśmy pod dostatkiem chleba, powodziło nam się dobrze (…). Od czasu, kiedy zaprzestaliśmy składać królowej nieba ofiary kadzielne i płynne, cierpimy na niedostatek wszystkiego i giniemy od miecza i głodu” (Jr 44,16-18). Kobiety oznajmiły zaś prorokowi, że za wiedzą mężów pieką ciasteczka z wizerunkiem bogini. „Królowa nieba” to niemal na pewno Aszera.
Rozsierdzony prorok zapowiedział, że oporni Izraelici w kraju nad Nilem wyginą od miecza i głodu.

Mnożą się dowody, że Athirat miała ścisłe związki z Jahwe. Pewna aramejska inskrypcja sławi „Aszerę z Temanu” (to zapewne miasto w krainie zwanej Edom). „Bóg przychodzi z Temanu”, oznajmia prorok Habakuk (3,3). Archeologiczną sensacją stało się odkrycie „jabłka” z kości słoniowej, będącego częścią berła kapłana Świątyni Jerozolimskiej, mającego kształt owocu granatu. Owoc ten jest symbolem kobiecej płodności, a także małżonki Ela, Aszery. W Khirbet el-Kom w pobliżu Hebronu znaleziono zadziwiającą inskrypcję: „Napisał to Urijahu, bogacz. Niech będzie błogosławiony Urijahu przez Jahwe i Jego Aszerę, którzy ocalili go przed nieprzyjaciółmi”.
Podkreślić wypada, że Urijahu to imię jahwistyczne. Twórca inskrypcji był więc wyznawcą Jahwe, ale także „Jego Aszery” i uznał za stosowne uwiecznienie tego dla potomnych.
Duńska badaczka Tilde Binger, autorka wydanej w 1997 r. książki „Asherah: Goddess in Ugarit, Israel, and the Old Testament” nie ma wątpliwości – Aszera była małżonką Jahwe.
Jeszcze bardziej elektryzującego odkrycia dokonano w 1975 r. w północnej części Półwyspu Synaj, w miejscu zwanym Kuntillet ‚Ajrud. Na początku VIII w. p.n.e. znajdował się tu pustynny karawanseraj, czyli stanica dla karawan, której stały personel zajmował się także sprawami kultu. W jednym ze zrujnowanych budynków izraelscy badacze natrafili na niezwykłą obfitość dokumentów, w tym na hebrajskie inskrypcje sporządzone atramentem na wielkich dzbanach (pithoi), na tynkowanych ścianach oraz kamiennych misach. Na inskrypcjach znajdują się teksty w rodzaju: „Niech was błogosławi Jahwe z Samarii i Jego Aszera”. Nad powyższym tekstem, sporządzonym na dzbanie, znajduje się rysunek przedstawiający dwie postacie łączące cechy ludzkie i zwierzęce. To z pewnością para bóstw – bóg z obliczem i wyglądem byka oraz bogini z twarzą krowy i stylizowanymi piersiami – niewątpliwie „Jahwe i jego Aszera”. Aszera mogła być małżonką izraelskiego Boga przed gruntownymi reformami króla judzkiego Jozjasza (639-609 p.n.e.), który przekształcił kult Jahwe, centralizując go w Jerozolimie. Ale potężne żeńskie bóstwo było czczone wspólnie z (rzekomo) jedynym Bogiem jeszcze długo po czasach Jozjasza.
Na wyspie Elefantyna na Nilu znajdowała się kolonia żydowska, której mężczyźni służyli jako najemni żołnierze i utrzymywali korespondencję ze Świątynią Jerozolimską. Gorliwie przysyłali pieniądze do sanktuarium. Świątynia przyjmowała datki, co świadczy o tym, że Żydzi z Elefantyny uważani byli za należących do głównego nurtu religii izraelskiej. A jednak, jak świadczą listy, wysyłali oni pieniądze dla świątyni „Jaho/Anat”. Jaho stanowi formę imienia Jahwe, Anat zaś to kananejska bogini miłości, niekiedy uważana za córkę Aszery. Dowodzi to, że jeszcze u schyłku V w. p.n.e., kiedy Juda (jako prowincja Jehud) znajdowała się pod perskim panowaniem, „jedyny” Bóg Izraela miał boską towarzyszkę czy też małżonkę, albo przynajmniej żeńską hipostazę o imieniu Aszera.
Jak wytłumaczyć, że autorzy ksiąg biblijnych milczą o tym wszystkim? Dlaczego głoszą, że Izraelici byli konsekwentnymi monoteistami od czasów prawodawcy Mojżesza (jakoby 1250 r. p.n.e.) lub przynajmniej królestwa Dawida i Salomona (X w. p.n.e.)? Z pewnością księgi biblijne były wielokrotnie modelowane, redagowane i „twórczo” uzupełniane, powstały też znacznie później, niż zakładają to tradycyjnie nastawieni badacze. Wydaje się, że przez stulecia znakomita większość Izraelitów oddawała cześć licznym bóstwom kananejskim, Jahwe zaś jako swego rodzaju Baal z góry Syjon miał żeńską towarzyszkę. Istnieli wprawdzie konsekwentni jahwiści, ale stanowili niewiele znaczący margines. Królowie Północnego Królestwa (Izraela) z dynastii Omrydów nie chcieli słuchać wezwań proroków Jahwe, aby nie drażnić swych poddanych, czczących bogów kananejskich. W 722 r. p.n.e. Asyryjczycy zniszczyli jednak Izrael, ocalało tylko znacznie słabsze, południowe Królestwo Judy, wtłoczone między ówczesne supermocarstwa – Asyrię i Egipt. Król Jozjasz i kapłani Świątyni Jerozolimskiej postanowili szukać ocalenia nie w armii, gdyż jej nie mieli, lecz w metafizyce i stworzeniu religii prawdziwie monoteistycznej. Prawdopodobnie około 630 r. p.n.e. autorzy związani ze Świątynią sporządzili potajemnie tekst Piątej Księgi Mojżeszowej (Deuteronomium), w której wezwania do oddawania czci jedynemu Bogu były szczególnie konsekwentne, wyznawcom innych bóstw grożono srogimi karami, a Jahwe stał się Bogiem transcendentnym, uniwersalnym. Księgę tę, jakoby starożytną, kapłan Chilkiasz odnalazł „przypadkowo” podczas prac renowacyjnych w Świątyni. Na podstawie tej księgi Jozjasz żelazną ręką krzewił kult Jahwe – posągi i miejsca kultu innych bóstw niszczono bezlitośnie.
Ale reforma Jozjasza nie była skuteczna. Nadal składano ofiary bogini z Ugarit jako towarzyszce Jahwe. W 587 r. p.n.e. Jerozolimę, stolicę Judy, zdobyli Babilończycy, którzy deportowali tysiące Izraelitów do Mezopotamii. Wygnańcy czy też ich potomkowie powrócili 38 lat później dzięki łasce Persów, którzy zdobyli panowanie nad całym Środkowym i Bliskim Wschodem.

Persowie wierzyli w odwieczną walkę dobra ze złem, czcili anioły, swemu najważniejszemu bogu o imieniu Ahura Mazda nie stawiali posągów ani ołtarzy. Nic dziwnego, że w swej prowincji Jehud popierali monoteistyczny jahwizm. Pod protektoratem perskim kapłan i „znawca Prawa Boga niebios” Ezdrasz dokonał kolejnej reformy religijnej (około 450 r. p.n.e. lub raczej początek IV w. p.n.e.), tępił obce kulty i surowo egzekwował zakaz małżeństw mieszanych, które „splamiły ziemię od końca do końca”. W tej rzeczywistości Jahwe nie mógł już mieć małżonki, towarzyszki czy chociażby hipostazy wywodzącej się z Ugarit. Oczywiście Ezdrasz i jego zwolennicy dokonali kolejnych zmian i uzupełnień w księgach biblijnych.
Ale pamięć o Aszerze przetrwała wśród Izraelczyków długo, a w czasach chrześcijańskich przyczyniła się do wzmocnienia kultu maryjnego. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa istniała uznana za heretycką sekta – kolyrydianie, którzy uważali matkę Jezusa za boginię i piekli dla niej okrągłe ciasta rytualne, podobnie jak wcześniej Izraelitki w Egipcie piekły ciasteczka dla Królowej Niebios – Aszery.

https://www.tygodnikprzeglad.pl/aszera-malzonka-jahwe/
Diabeł z Devonshire. Tajemnicze ślady w Anglii
Zagadki ludzkości
Zimą 1855 roku w Anglii znaleziono zadziwiające ślady stóp. Ciągnęły się przez dziesiątki kilometrów, przez prawie całe hrabstwo Devon. Do dziś tajemnica śladów nie została rozwikłana.


Zima 1855 roku w Anglii była dość śnieżna. W nocy z 8 na 9 lutego po obfitych opadach śniegu pojawiły się ślady kopyt, których pochodzenia nie znano. Ślady ciągnęły się na łącznej długości od 60 do 160 kilometrów przez hrabstwa Devon i Dorset. Pojawienie się śladów zgłoszono w ponad 30 miejscowościach. Ślady ciągnęły od Exmouth, przez Topsham przecinając estuarium rzeki Exe, przez Dawlish i Teignmouth.

Ciągnęły się bez względu na jakiekolwiek przeszkody prosto. Przechodziły pionowo przez domy, stogi słomy, rowy a nawet niewysokie przepusty drogowe. Ślady miały około czterech centymetrów długości, ośmiu centymetrów obwodu, dzieliła je odległość pomiędzy osiem a szesnaście centymetrów.

Tematem zainteresowała się ówczesna prasa, która pisała:

"W czwartkowy wieczór w okolicach Exeter i na południe od Devon miały miejsce bardzo obfite opady śniegu. Następnego dnia rano mieszkańcy powyższych miast byli zaskoczeni odkryciem śladów jakiegoś dziwnego i tajemniczego zwierzęcia, obdarzonego niepospolitymi umiejętnościami - ślady stóp można było zobaczyć we wszelkiego rodzaju nieprzewidzianych miejscach - na szczytach domów i wąskich ścianach, w ogrodach i dziedzińcach, otoczonych wysokimi ścianami i żywopłotami, a także na otwartych polach".

Pojawienie się śladów wywołało niemałe poruszenie. Również wśród przedstawicieli Kościoła, którzy zaczęli podejrzewać, że w ich powstaniu musiały maczać kopyta siły nieczyste.

Teorie

Do dziś nie udało się w pełni wyjaśnić genezy powstania śladów. Mike Dash, autor wydanej w 1994 roku pracy naukowej twierdzi, że nie było jednego źródła śladów. Według niego niektóre były prawdopodobnie mistyfikacjami, inne zostały wykonane przez "pospolite czworonogi", takie jak osły i kucyki, a niektóre przez myszy leśne. Wielu nadal nie udało się przypisać żadnej znanej istocie.

Jedna z teorii mówi, że ślady zostawił balon, który się zerwał ze stoczni w Devenport. Charakterystyczne półkoliste wgniecenia w śniegu miały zostawić szekle, które były zamontowane na końcu lin, zwisających z balonu. Podważono ją, sugerując, że nie byłby w stanie pozostawić tak regularnych śladów.

Inna sugerowała, że ślady pozostawiła mysz zaroślowa. Ślady owszem są podobne, ale znacznie mniejsze od tych, które widywano w zimie 1855 roku. Według kolejnej wersji ślady miały zostawić borsuki. W tym przypadku ślady jednak nie pasowały kształtem.

Wielebny G. M. Musgrave napisał w liście do Illustrated London News, że ślady zostawiły kangury, które uciekły z prywatnego zoo w Sidmouth. Po pewnym czasie ksiądz przyznał się, że całą historię z kangurami wymyślił, aby odciągnąć swoich parafian od pomysłów z diabelskim pochodzeniem śladów. Te jednak co chwilę się pojawiały.

W Illustrated London News z 17 marca 1855 roku pojawił się artykuł, w którym autor powoływał się na autorytet "polskiego doktora medycyny", który twierdził, że na Piaskowej Górze takie ślady pojawiają się każdej zimy, a "miejscowa ludność przypisuje to siłom nadprzyrodzonym".
Zródło: Interia
Szachy z duchem
Ciekawostki Ludzie od tysięcy lat poszukują dowodu na istnienie świata zamieszkanego przez duchy zmarłych. Uparcie próbują także nawiązać z nimi kontakt. Do jednego z takich eksperymentów wykorzystano nieżyjącego szachowego arcymistrza.


Chodzi o partię szachów rozegraną przy pomocy medium pomiędzy żyjącym zawodnikiem a jego zmarłym przeciwnikiem. Rozgrywkę zorganizował w 1985 roku doktor nauk ekonomicznych Szwajcar Wolfgang Eisenbeiss, który zajmował się także badaniem zjawisk paranormalnych.

Chciał w ten sposób udowodnić istnienie życia pozagrobowego. By uniknąć jakichkolwiek podejrzeń dotyczących zmarłego uczestnika meczu, miał nim zostać duch szachisty wysokiej klasy, którego styl gry znali wszyscy żyjący mistrzowie.

Wybór partnera

Doktor Eisenbeisss zwrócił się z prośbą o wzięcie udziału w eksperymencie do Wiktora Korcznoja - radzieckiego arcymistrza, który swego czasu wyemigrował do Szwajcarii. Mimo że wybitny zawodnik nie wierzył w życie pozagrobowe, nie miał nic przeciwko rozegraniu partii z duchem zmarłego kolegi.

Do ekscentrycznego pomysłu odniósł się wręcz z humorem, żartując, że wszyscy arcymistrzowie są nienormalni, a różni ich jedynie stopień obłąkania. Po uzyskaniu zgody od Korcznoja Wolfgang Eisenbeiss zaczął szukać odpowiedniego łącznika z zaświatami.

Ostatecznie został nim jego dawny znajomy, również zajmujący się zjawiskami paranormalnymi, pochodzący z Rumunii Robert Rollans. Był on medium, które wprowadzało się w stan transu, po czym nawiązywało kontakt z pozaziemskim rozmówcą i przekazywało uzyskane ze świata pozagrobowego informacje za pomocą pisma automatycznego.

Rollans okazał się najlepszym kandydatem, ponieważ nie tylko nie umiał grać w szachy, ale nawet nie potrafił prawidłowo rozstawić figur na szachownicy.Eisenbeiss przekazał Rollansowi listę zmarłych arcymistrzów sporządzoną przez Korcznoja i poprosił, by duch, z którym medium było w stałym kontakcie (Rollans nazywał go Gabrielle), pomógł mu znaleźć w zaświatach zawodnika chętnego do udziału w meczu. Wiktor Korcznoj zasugerował, że chętnie zagrałby z José Raúlem Capablancą lub Paulem Keresem.

Piętnastego czerwca 1985 roku Gabrielle poinformowała medium, że wyzwania podejmie się węgierski arcymistrz Géza Maróczy. Potem dodała, iż Maróczy spróbuje kontaktować się z Rollansem bezpośrednio, bez jej udziału. Poznajmy zatem bliżej uczestników niecodziennego meczu!


Dwaj arcymistrzowie

Na początku XX wieku węgierski arcymistrz Géza Maróczy (1870- -1951) był jednym z najlepszych szachistów na świecie. Zwyciężył w turniejach w Monte Carlo (1902 i 1904), Ostendzie (1905), Barmen (1905) i Wiedniu (1908). Po ostatnich zawodach ograniczył swoją aktywność sportową. Do gry wrócił dopiero po zakończeniu I wojny światowej. Jego jedynym znaczącym sukcesem w tamtym okresie okazało się zajęcie pierwszego miejsca podczas turnieju w Karlovych Varach (1923). Kandydatura Maróczego została zaakceptowana przez wszystkich uczestników eksperymentu.

Z kolei Wiktor Korcznoj był czterokrotnym mistrzem ZSRR w szachach (1960, 1962, 1964, 1970) i pięciokrotnym mistrzem Europy w tej dyscyplinie. Poza tym dwukrotnie uczestniczył w meczach finałowych o tytuł mistrza świata (z Anatolijem Karpowem) oraz w rozgrywce finałowej pretendentów w 1974 roku (również z Karpowem). Korcznoj zwyciężył w około 100 turniejach międzynarodowych. Latem 1976 roku odmówił powrotu do ZSRR z rozgrywek w Amsterdamie, po czym osiedlił się w Szwajcarii. Z czasem otrzymał szwajcarskie obywatelstwo i reprezentował ten kraj na zawodach międzynarodowych.

Rozgrywka z duchem

Niezwykły mecz zaczął się od tego, że duch węgierskiego szachisty napisał ręką znajdującego się w transie medium: "Ja, Géza Maróczy, witam was". Potem arcymistrz wyraził zaniepokojenie z powodu poziomu swoich umiejętności. Tłumaczył, że długo nie trenował i wyjaśnił, dlaczego w ogóle zgodził się wziąć udział w tej niecodziennej partii. "Pozostaję do waszej dyspozycji z dwóch powodów" - zapisał Rollans.

"Chciałbym pomóc zrozumieć ludzkości żyjącej na ziemi, że śmierć nie oznacza końca wszystkiego: rozum oddziela się od ciała i żyje w nowym świecie, w innych wymiarach". Drugą przyczyną miało być rozsławienie ziemskiej ojczyzny Maróczego, czyli Węgier. Następnie duch arcymistrza przekazał pierwsze dyspozycje dotyczące ruchu na szachownicy: d2-d4.

Wiktor Korcznoj sądził, że rozgrywka z duchem będzie czymś w rodzaju dziecinnej zabawy. Diametralnie zmienił zdanie już po kilku posunięciach. A po 27. ruchu tak skomentował niezwykłą partię: - Ten, z kim gram, zaczął niezbyt pewnie, w nieco staromodnym stylu. Jednak muszę przyznać, że teraz nie jestem już pewien swojej wygranej. Początkowe wahania przeciwnika ewoluowały do zdecydowanych ruchów pod koniec rozgrywki.

Właśnie wtedy wyraźnie dały o sobie znać doskonałe umiejętności gracza. Mój pozagrobowy przeciwnik gra bardzo dobrze. Niecodzienną partię szachów obserwował jeszcze jeden człowiek - szachista oraz dyrektor Pacyficznego Instytutu Psychoneurologii w Seattle, profesor Katedry Neurologii i Psychoterapii na Uniwersytecie w Saint Louis, Vernon Neppe.

Kiedy uczony szczegółowo przeanalizował przebieg gry, doszedł do wniosku, że "Maróczy, jak przypuszczano, najpierw grał na poziomie mistrzowskim, lecz pod koniec meczu stosował rozwiązania godne prawdziwego arcymistrza szachowego. Powolna i omyłkowa faza początkowa była, być może, związana z wykorzystywaniem przez Korcznoja nowych koncepcji taktycznych, opracowanych już po śmierci węgierskiego szachisty". Neppe dodał, że medium Robert Rollans nie byłby w stanie osiągnąć takiego mistrzostwa nawet po specjalnym przygotowaniu!

W tamtym okresie Wiktor Korcznoj aktywnie uczestniczył w turniejach i jeździł po całym świecie. Rollans czekał więc na odzew z jego strony czasami całymi tygodniami. Jak twierdził później:

- Kiedy odczuwałem specyficzne swędzenie całego ciała, oznaczało to, że duch Maróczego chciał nawiązać kontakt.

Gdy medium otrzymywało nowe informacje związane z ruchem figur na szachownicy, wysyłało je Eisenbeissowi, z kolei ten - Korcznojowi.

Jak można się było spodziewać, sceptycy zaczęli podejrzewać, że Robert Rollans konsultował się z doświadczonymi szachistami. Jednak doktor Neppe uważał te przypuszczenia za mało wiarygodne, ponieważ rozgrywka między zawodnikami odbywała się na wyjątkowo wysokim poziomie, zaś jej przebieg niezwykle przypominał taktykę stosowaną niegdyś przez Węgra.

"Ze względu na wyraźnie widoczne różnice w sposobie gry obu panów, niemożliwa wydaje się komputerowa symulacja przebiegu meczu. Poza tym obecnie jedynie kilku szachistów na świecie gra na tak wysokim poziomie" - napisał Neppe. Eisenbeiss podkreślił zaś, że Rollans i Korcznoj nie otrzymali za udział w eksperymencie ani grosza, więc nie mieli żadnej motywacji do ewentualnego oszustwa.

Podczas meczu Eisenbeiss pytał Maróczego o wiele spraw, chcąc potwierdzić jego tożsamość. Na koniec lipca 1986 roku medium przekazało uczonemu 38 ręcznie zapisanych stronic z odpowiedziami na liczne, zadane wcześniej pytania. Eisenbeiss postanowił zweryfikować uzyskane informacje, dlatego skontaktował się z jednym z węgierskich ekspertów w dziedzinie szachów.

W czasie rozmowy nie wyjawił rozmówcy prawdziwych powodów swojego zainteresowania życiorysem Maróczego, twierdząc, że zbiera materiał do książki biograficznej o wybitnym szachiście. Węgier zgodził się i wykonał ogromną pracę. Oprócz "przekopywania" bibliotek i archiwów, spotkał się z kuzynem oraz dwojgiem dzieci Gézy Maróczego - synem i córką, którzy mieli już ponad osiemdziesiąt lat.

Spośród 92 uzyskanych odpowiedzi badacz mógł potwierdzić - dzięki dokumentom oraz wspomnieniom krewnych słynnego szachisty - 85 informacji. Pozostałych 7 było, być może, prawdziwych, jednak nie zachowały się żadne notatki dotyczące konkretnych wydarzeń bądź też rodzina nie pamiętała danych sytuacji.

Jednym z najciekawszych dowodów potwierdzających tożsamość Maróczego było pytanie o rozgrywkę z 1930 roku. Kiedy Wolfgang Eisenbeiss znalazł w archiwach prasowych relację z tamtego meczu, w trakcie seansu spirytystycznego zapytał Maróczego o Włocha Romi. Węgierski arcymistrz odpowiedział, że nigdy nie grał z człowiekiem o takim nazwisku, za to swego czasu zwyciężył z szachistą, który nazywał się Romig. I rzeczywiście: choć w kronikach szachowych widniało nazwisko Romi, później udało się znaleźć oficjalny protokół z meczu w 1930 roku, w którym włoski zawodnik został zapisany jako Romig.

Siedem lat meczu

Mecz zakończył się po siedmiu latach i ośmiu miesiącach 11 lutego 1993 roku. Géza Maróczy, który grał w "staromodnym" stylu, poddał się przy 47. ruchu. Robert Rollans zmarł 3 tygodnie po zakończeniu rozgrywki. W kwietniu 2006 roku Wolfgang Eisenbeiss opublikował w czasopiśmie Towarzystwa Badań Psychicznych (Wielka Brytania) wyniki eksperymentu, wywołując tym zagorzałą dyskusję w świecie nauki.

Wielu uczonych oskarżyło go o oszustwo. Niemniej udział w doświadczeniu uznanych autorytetów w dziedzinie szachów, historii, a także psychiatrii zmusił naukowców do zwrócenia baczniejszej uwagi na opisany fenomen, który udowadnia istnienie intelektu oraz świadomości po fizycznej śmierci człowieka.
https://menway.interia.pl
Życzenia Noworoczne
Powitania i życzenia
Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku!!!!!! Niech Wam się Darzy.




Strona 1 z 5 1 2 3 4 > >>
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Ankieta
Czy wierzysz w duchy?

Nie, nie mogą wrócić i straszyć

Wierzę, że mogą straszyć

Nie ma duszy więc nie ma duchów

Nie interesuję mnie to

Jestem ateistą, nie wierzę w świat duchowy

Musisz się zalogować, żeby móc głosować w tej Ankiecie.
facebook


Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie | okazjanazakupy.pl